cinema-647062_1280 (1)
STYL ŻYCIA,

Agata mnie zabije!

Byłam kilka dni temu w kinie. Znowu. Na czym? Aaaaa tam…na Grey’u, po raz drugi. Byłam, bo musiałam, bo moja przyjaciółka jeszcze nie oglądała, a przecież sama nie pójdzie, nie? I co więcej, będę zmuszona iść jeszcze raz, bo druga przyjaciółka też jeszcze nie widziała, a też samej jej nie wyślę. Nawet jakbym chciała, to bym nie mogła, bo wiem coś, czego one są nieświadome. Otóż słucham radia codziennie w drodze do pracy. I tam mówili, że na ten film ponoć chodzą tak zwani hunterzy (myśliwi), czyli kolesie, którzy mają nadzieję poderwać jakąś samotną panienkę, która po filmie ma wyjść z kina napalona jak komornik na traktor, czyli że musimy uważać, a już w żadnym wypadku nie można iść samej. Mniejsza z tym.

W trosce o Agatę zadzwoniłam do niej, żeby nie ważyła się przyjść w jakiś idiotycznych szpilkach, których ma od groma, bo po pierwsze, ja jechałam prosto z pracy i akurat miałam na sobie conversy, więc głupio byśmy razem wyglądały. Po drugie nie miałam zamiaru tachać jej do auta, bo jak ją znam, to doszłaby tylko do kina, z powrotem już by nie było szans. Agata kocha szpilki, takie najwyższe z najwyższych i co więcej, umie w nich chodzić, ale tylko przez pierwsze 5 minut.

Poszłyśmy najpierw do meksykańskiej restauracji, żeby obgadać wszystko, co trzeba było obgadać. Dowiedziałam się, że mam zapuszczać brwi, kupić rozświetlacz do twarzy i jezcze, która szminka jest najlepsza. Bo Agata, odkąd dotarło do niej, że żarty się skończyły i przekroczyła trzydziestkę, nagminnie czyta wszystkie blogi o kosmetykach i urodzie i szuka sposobu na to, jak odmłodzić się o jakieś 20 lat. A ja ją w tym mocno wspieram, bo jedno jest pewne, coś trzeba zrobić! Przeszczep twarzy w grę nie wchodzi, a desperacja moja i jej coraz, jakby, większa.

W kinie na sali było pięć osób, z czego cztery płci żeńskiej, a piąty na huntera mi nie wyglądał, bo przyszedł z laską. Po seansie też żadni nie czekali. Nie, żeby mi tam zależało, ja mam swojego Grey’a w domu (co prawda helikoptera nie ma, ale może jeszcze będzie miał), ale po prostu obiecałam Agacie, że będą na nas czyhać, a tu taka lipa. W kinie uśmiałyśmy się tak, że ja się nawet poryczałam. Nie z filmu rzecz jasna, bo film bardzo poważny, ale tak o, bo jak jesteśmy we dwie, to śmiejemy się, z czego popadnie. A poza tym obyło się bez większych przygód. A trzeba Wam wiedzieć, że z moją Agatą o przygody w kinie wcale nie tak trudno.

Kiedyś po zakończonym seansie poleciała do wyjścia, zamiast na dół, to ona do góry. Wyszła, pół sali za nią. Idzie, idzie, rozgląda się i już wie, że wyszła nie tędy co trzeba. Myśli o zawróceniu, spogląda za siebie, a tam, na bidę, z 20 osób podąża za nią. No to wiadomo, o zawracaniu mowy nie ma, bo co jak co, ale do pomyłki przyznać się przy tylu świadkach? No i łaziła w kółko z miną omnibusa, co to oczywiście wszystko wie, dorzuciła jeszcze uśmieszek, żeby ci, co leźli za nią, nie pomyśleli, że „tej lasce się coś chyba pomyliło”. I już po 20 minutach udało jej się znaleźć schody i, niczym Mojżesz, zaprowadzić wszystkich do wyjścia. Ale to jeszcze nic. Kiedyś w połowie seansu stwierdziła, że musi iść bardzo szybko do toalety. Zeszła na dół, przeszła ładnie skulona pod ekranem, żeby nikomu nie przeszkadzać i stwierdziła, że po co będzie szła na tył sali, jak jedne drzwi są zaraz koło ekranu. Otworzyła je i okazało się, że prowadziły prosto na parking, a że był środek dnia, to oślepiła przy okazji jakieś 100 osób. I stanęła jak wryta w tych drzwiach I stoi sobie w tym świetle z pięknym warkoczem, z miną omnibusa, a jakże i nie wie co robić, ale żeby nikt się nie pokapował, że nie wie, to wzięła, wyszła i drzwi za sobą zamknęła. I już nigdy nie wróciła. Przeszła, co prawda, przez cały parking, weszła do kina głównym wejściem, załatwiła, co miała załatwić i do obsługi, że ona na film właśnie wraca, do sali numer 5, bo tak się stało, że wyszła se na chwilę na parking, a teraz właśnie chce wrócić no i że bilet ma, ale w kurtce, a kurtka jest na sali numer 5. No i musiała sobie innego kina poszukać, bo w tym już od tamtej pory na nią jakoś krzywo patrzyli.

Tym razem nic takiego nie miało miejsca. W sumie szkoda. Na drugi dzień pognałam do sklepu kupić ten rozświetlacz i szminkę, bo muszę iść z modą. No i jak wiecie, wybieram się na film po raz trzeci. Ech, życie.

P.S. Agata, zanim mnie zabijesz, to wiedz, że jesteś niezastąpiona i jedyna w swoim rodzaju!

P.S2. A jeśli mimo moejgo wyznania, dalej mnie chcesz zabić, to jeżeli to zrobisz, to pamiętaj, że do kina już na pewno z Toną nigdy nie pójdę!

  • Tak myślę, że może dla mnie to już na rozświetlacz za późno, może przegapiłam TEN moment. 😉

    • Mira Faber

      Eeee, może nie. Jak chcesz to zapytam Agatę, ona będzie wiedzieć :) Ja kupiłam i jest ok. Jeszcze nie jesteś taka stara przecież, chociaż…co ja tam wiem.

  • Fajnie jest mieć taką koleżankę przynajmniej się przy niej nie nudzisz i zawsze jest wesoło :)

    Pozdrawiam

  • Jeżeli Agata Cię nie zabije, to opisz jeszcze kilka jej przygód…

    • Mira Faber

      Na razie jeszcze żyję, więc może będzie ok. Jak co, to na pewno jeszcze o Agacie kiedyś napiszę :)

  • Takie historie są najlepsze, gdyby nie one to pewnie byłaby to kolejna z wielu wypraw do kina, a tak to jest co wspominać 😀

    • Mira Faber

      Tak jest!

  • Swojego czasu też wiecznie zdarzały mi się jakieś dziwne sytuacja. Niby śmieszne dla tych, którzy się im przyglądali mi tam zwykle do śmiechu nie było :) Doszło nawet do takiego momentu, że próbowałam przewidzieć, co też znowu może mi się przytrafić by jakoś zaplanować jak zareaguję i tak idąc załóżmy na randkę, przygotowywałam się, że jak spadnę w restauracji ze schodów to będę udawała, że nie żyję bo wtedy mniejsza siara. Rozumiesz wszyscy skupiliby się na mojej tragicznej śmierci a nie na tym, że niemota ze schodów zejść nie umie.

    • Mira Faber

      Haha, no rzeczywiście, lepiej kogoś wystraszyć niż żeby się mieli nabijać. A spdłaś z tych schodów w końu?

  • ~Pani S.

    A propos głupawki w najmniej oczekiwanym momencie, to wiem, o czym mówisz. To się nazywa porozumienie dusz, tyle że nienormalne. 😉 Poszłyśmy z Panią N. na „Filadelfię:. Jedna z ostatnich scen, główny bohater umiera, jego partner się z nim żegna, wszyscy chlipią. A mnie się akurat przypomniał kawał o babci i rurce (którego już nawet nie pamiętam) i to skojarzenie wystarczyło, żebym dostała kociokwiku. A potem wykrztusiłam Pani N. na ucho i rechotałyśmy razem. Profanki! 😉

    • Mira Faber

      Haha, no wiesz co? Na Filadelfii? Ludzie musieli pałać do Ciebie ogromną sympatią tam w tym kinie :)_

  • Połączenie kina z parkingiem to dość ciekawa koncepcja:)

    swoją drogą, gdy zacząłem czytać o wspólnym kobiecym chodzeniu do kina, przypomniała mi się ta wielka, prastara, nieodkryta do tej pory tajemnica.

    Czemu kobiety wspólnie chodzą do toalety? :)

    Zapraszam na nowy wpis:)

    • Mira Faber

      Jak to czemu? Bo tak już jest. I nie ma co się nad tym zastanawiać…

  • Fajny blog :) ja zrobiłam coś podobnego dopiero zaczynam i wsparcie by się przydało więc zapraszam do mnie.

    • Mira Faber

      Hej, dzięki. Na pewno zerknę :)

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
retail-store-81950_1280 (1)
Czy to nie będzie za późno?

- Z jakich środków antykoncepcyjnych pani korzysta? - Pyta Karolinę pielęgniarka, uparcie wpatrzona w monitor komputera. - No…, no w...

Zamknij