12143228_1048055338547282_6549411234237889993_n
STYL ŻYCIA,

Girl Power czyli wyszłam wreszcie na imprezę

Niedawno moja przyjaciółka skończyła 35 lat. Wiem, że to nic śmiesznego i nie ma się czym jarać, ale uczcić trzeba było. Tak więc sobota należała do nas! Same baby, sześć dokładnie. Spotkałyśmy się wszystkie u Marty (tej Marty, której męża gacie niemal zniszczyły moje małżeństwo, o czym było tutaj). Plan: Tort, prezent, drink, zbiorowe malowanie się i wypad na miasto. Najfajniejsza część planu, czyli wspólne malowanie się, jak zwykle spełzło na niczym, bo tylko ja i Olka byłyśmy niepomalowane. Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam zbiorowe make-upy, taka malutka słabostka. Drink też nie wypalił, przynajmniej nie mój, bo gdy tylko dostałam szampana, to zaczęłam się radować i machać rękami tak, że rozbiłam kieliszek i zabrudziłam Marcie dywan. Za to tort był piękny, a prezent jeszcze piękniejszy. Olka jest już stara, nie ma co ukrywać, a życia trzeba użyć tak? Bo inaczej to kaszana, nie życie. Więc kupiłyśmy jej najlepszy wibrator na świecie. Bardzo się ucieszyła. Tak, że aż wybiegła z nim przed dom, aby pomachać nim sąsiadom. Tym bardziej że to sąsiedzi Marty, więc nie miała raczej żadnych oporów.

Później nastąpiło malowanie w duecie (dobre i to), ale nie było tak, jak miało być, bo zapomniałam z domu połowy kosmetyków. Dowiedziałam się przy okazji, gdzie mam kupić cudowny proszek do włosów, który sprawia, że one są takie podniesione (jak dla mnie super, bo moje włosy są tak przyklapnięte, że bardziej się nie da). I dowiedziałam się jeszcze, że istnieje czarodziejski sztyft do stóp, który sprawia, że buty nie gniotą, nie obcierają i nogi nie bolą. Nawet w szpilkach. Od razu go użyłam i mogę potwierdzić, że stał się cud. Ktoś wyprodukował coś, o czym zawsze marzyłam i w dodatku to działa! Później wsiadłyśmy w taksówkę i pojechałyśmy na miasto.

Najpierw wyżera, bo na głodnego to nie ma co. W knajpie, w której byłyśmy, byli prawie sami faceci, bo akurat Anglia grała mecz w rugby, więc siedzieli i się darli. Obok nas siadło sobie dwunastu, jak się później okazało, francuskich żołnierzy (chyba że to była ściema) i najwyraźniej byli bardzo podjarani widokiem sześciu tak pięknych kobiet, bo zaraz jeden z nich podszedł, żeby zagadać. Później zapytał, czy może koło mnie usiąść, na co ja, bardzo rezolutnie, powiedziałam: jasne, ale ja jestem mężatką!. Co za idiotka, naprawdę. Speszył się trochę, bo przecież chciał tylko usiąść, a nie zaprosić mnie do łóżka. No ale mam tak czasami, że najpierw akcja, potem rozkminka, więc wyszło jak wyszło.

Zmieniłyśmy klub i zaczęła się zabawa. Mój M przed wyjściem ostrzegał mnie, żebym nie piła zbyt dużo, a najlepiej w ogóle i żebym też nie tańczyła zbyt dużo, a najlepiej w ogóle, bo w piątek miałam wyrywanego zęba i był przekonany, że alkohol i taniec mnie na pewno zabiją. Oczywiście nawet mi przez głowę nie przeszło, żeby posłuchać jego rad, bo moja Olka tylko raz kończy 35 lat! Noc była wspaniała, nic mnie nie zabiło. A jak włączyli Queen, to w ogóle zapomniałam o wszystkim i szalałam tak, jakby kolejny dzień miał nigdy nie nadejść. Wszystkie bawiłyśmy się świetnie. Marta rozkochała w sobie jednego z francuskich żołnierzy o wdzięcznym imieniu Stefan. Gość normalnie oszalał. Chodził tylko i wołał „Marta, Marta” z takim fajnym francuskim akcentem. Olka się też bawiła świetnie, latała z wielką broszką z napisem „It’s my birthday” więc wszyscy jej składali życzenia. Nawet szczęście jej dopisało, bo tylko kolano sobie całe stłukła, gdy się poślizgnęła na mokrej podłodze. Bo trzeba Wam wiedzieć, że Ola należy do tych osób, co to zawsze im się coś przytrafi. Ostatnio spadła z chodnika i sobie kostkę skręciła, więc stłuczone kolano to przy tym nic.

Bawiłyśmy się do 4 rano. Później pojechałyśmy do Marty, gdzie miałyśmy spać i…poszłyśmy spać jakieś trzy godziny później, bo przecież trzeba było się jeszcze nagadać. I tak minęła nam sobotnia noc. Coś czuję, że będę ją musiała odsypiać przez cały tydzień, ale było warto!

P.S. Na zdjęciu, od lewej: Marta, Asia, Olka, Aga, Mira i z tyłu Anetka

  • Ach, na zawsze pozostać nastolatką (przynajmniej w duchu)

  • O, dziękuję. Sprawdziła, ale raczej nie biorę udziału w takich zabawach. Pozdrawiam.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak wyjść z życiowego letargu
Jak wyjść z życiowego letargu

Ostatnio skontaktował się ze mną jeden z moich czytelników i zadał mi pytanie, na które chciałby ujrzeć odpowiedź na blogu....

Zamknij