Ja, przeciwko całemu światu
CHLEBOŻERCY,

Ja, przeciwko całemu światu

Gdy opublikowałam post o przemocy domowej, dostałam list od czytelniczki. Naładowany emocjami. Prosiła o to, aby przekazać kobiecie, o której była mowa w poście, że musi walczyć o siebie i o swoje dzieci. Napisała: „Mam32 lata i wydaje mi się, że teraz już udane życie. Jestem mądrą i pewną siebie kobietą, ale w nocy, już od 20 lat, nadal zrywam się z płaczem i krzykiem, bo w snach widzę moją matkę, bitą do nieprzytomności! Próbuję ją chronić, zasłonić, oderwać od niej ojca….Nigdy się od tego nie uwolnię.”. Po tamtych słowach postanowiłam porozmawiać z Martą. Wierzę, że historie takie jak ta, być może pomogą komuś coś zrozumieć.

 

Poznajcie Martę.

 

Mira: Marta, gdybyś miała opisać swoje dzieciństwo kilkoma słowami, co byś powiedziała?

Rozmówczyni: Gdy byłam dzieckiem, uważałam, że było normalne. Nie lubię robić szumu o to wszystko, co nas spotkało i nadal spotyka, bo gdy rozmawiam z innymi ludźmi to każdy ma jakieś tajemnice do ukrycia.

M: Czy to, o czym będziemy rozmawiać to tajemnica, którą ukrywasz?

R: Nie, nie jest to tajemnica. Moje dzieciństwo upływało pod znakiem alkoholizmu mojego ojca. Myślę, że przerobiłam wszystkie etapy…

M: To znaczy?

R: Etap rozpaczy, wstydu, powielania błędów i znowu wstydu. Co było, to było, nie zmienię przeszłości. Staram się o tym zapomnieć, ale nie mogę. Boję się, ze gdy o tym zapomnę, będę nieostrożna i popełnię błędy mego ojca.

M: O czym chciałabyś zapomnieć najbardziej?

R: Najbardziej chciałabym zapomnieć o pewnej nocy, która chyba najlepiej obrazuje nasze dzieciństwo.

M: Opowiesz mi o tym?

R: Ta noc kojarzy mi się z całym złem mojego dzieciństwa. Byłam mała, miałam 7 lat. Mama była w ciąży, spodziewała się mojego najmłodszego brata, upragnionego syna, na którego ojciec tak czekał. Wstydził się czterech córek, chciał mieć syna. Pamiętam jak obiecywał mamie, że jak teraz urodzi się syn, to już jej nigdy nie uderzy, nie zwyzywa, a synowi wyprawi huczne chrzciny z orkiestrą i kamerzystą. Tamtej nocy ojciec wrócił do domu jak zwykle pijany i w domu pił dalej. Nigdy nie potrzebował towarzystwa. Czasem brakowało na podstawowe potrzeby, ale na flaszkę było zawsze.

Obudził mnie krzyk i pisk. Leżałyśmy z o rok młodszą siostrą przytulone, bałyśmy się… Boże, jak ja go nienawidzę za ten strach…

Mama siedziała obok nas, na rekach trzymała moją dwuletnią siostrę, z jej nóżki tryskała fontanna krwi, mama próbowała zatamować krwotok. Ojciec rzucił w mamę talerzem, ale nie trafił. Talerz rozbił się o futrynę, odpryski pokaleczyły mojej siostrze twarz, a duży kawał rozciął jej cały mięsień na nodze. Byłam przerażona, chciałam rzucić się na ojca. Mama zadzwoniła na pogotowie i zabrali ją i moją siostrę do szpitala.

M: Czy ktoś Wam wtedy pomógł?

R: Gdy patrzę na całe to zdarzenie z perspektywy czasu, to przeraża mnie brak reakcji szpitala i rodziny. Musiało dojść do gorszej tragedii, żeby ktoś nam zechciał pomoc.

M: Nie zainteresowali się na pogotowiu, co się stało dziecku?

R: Nie wiem. To były inne czasy. Myślę że gdyby nawet się zainteresowali, mama i tak kłamałaby na korzyść ojca. Zawsze go broniła i broni do dziś.

M: Czy coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy?

R: Nie, to nie było pierwszy raz, ale pierwszy raz skrzywdził dziecko w ten sposób. Zawsze obiektem agresji była mama, my nie. Dopiero później ja, kiedy byłam starsza i próbowałam bronić mamę.

M: Jak często bił mamę?

R: Co drugi dzień. Coś się zgubiło, bił ją, coś się zepsuło, bił, czym popadnie, drewnianą ramą z fotela, żelazkiem. A jak się napił to lał ją, aż traciła przytomność. Czasem wyrzucał jedzenie przed dom. Pamiętam jak mama upokorzona, zbierała resztki kury z rosołu i myla, żeby nas nakarmić.

Teraz jak o tym mówię, nie mogę uwierzyć, że to przetrwaliśmy.

M: To wszystko działo się na Waszych oczach?

R: Zawsze. Gdzie można uciec w malutkim domku? Wyzywał też swoich rodziców, do nikogo nie miał i nie ma szacunku. Nie wiem skąd tyle frustracji w jednym człowieku…

M: Ile lat musiałaś na to patrzeć?

R: Patrzę na to do dziś, mimo że od dziesięciu lat już tam nie mieszkam. Wczoraj dzwonił mój brat, który jest najmłodszy z nas, teraz ma 24 lata. Płakał.

M: Czy probowałaś z mamą o tym rozmawiać?

R: Bez przerwy. Gdy byłam młodsza, pytałam, dlaczego nie odeszła. Mówiła, że nie miała gdzie, że nikt jej nie chciał pomoc. Nie miała żadnych dochodów. Kiedyś odpowiedziała mi coś, czego nigdy nie zapomnę.
,,Gdyby nie wasz ojciec, nie maiłabym przecież was”. Cierpi bardzo, całe życie cierpiała. Sama jest bardzo łagodna i dobra dla ludzi. Dzieli się wszystkim, jest życzliwa, pogodna, zawsze dobrze życzy innym.

M: Czy nikt nigdy nie zawiadomił policji o tym, co się działo w Waszym domu?

R: Ja dzwoniłam, dzwoniła babcia. Ojciec miał założoną „Niebieską Kartę”. Panowie przyjeżdżali do domu, ojciec się chował, uspokajał na chwilę, mama prosiła, żeby go nie zabierali, bo kto zapłaci i utrzyma dom? Trzeba było wielu lat i zmian  strukturalnych w policji, żeby zmieniło się nastawienie do rodzin maltretowanych. Takie zmiany zaszły, kiedy ja kończyłam 18 lat. I wtedy doszło do takiego punktu kulminacyjnego całej tej sytuacji.

M: Co się stało?

R: Zaraz po 18 urodzinach wyczułam guza w piersi. Umierałam ze strachu. Mama kazała mi iść do lekarza. Poszłam sama, z moim ówczesnym chłopakiem. Nie było przy mnie rodziców. Nigdy ich przy mnie nie było. Okazało się, że mam gruczolaka, którego trzeba natychmiast usunąć. Mama powiedziała ojcu i wtedy po raz pierwszy w życiu przestraszył się i przestał się na jakiś czas awanturować. Babcia poruszyła niebo i ziemie, żeby załatwić mi operację u najlepszego profesora onkologii w okolicy. Miałam pojechać tam razem z mamą i tatą. Rano ojciec wstał w złym humorze i oświadczył, że „nie będzie wiózł żadnych kurew na wycieczkę”.
Nigdy tego nie zapomnę.

M: I nie pojechał z Wami? Nie zawiózł Cię na operację?

R: Nie. Pojechałam z mamą busem. Bałam się, płakałam całą drogę, bardzo mnie wtedy zawiódł, w takim momencie. Dziś myślę, że po prostu emocje go przerosły, jak zawsze. Codziennie po operacji jeździłam na zmianę opatrunku. Sama czasem z mamą, a czasem towarzyszył mi mój chłopak, który bardzo mnie wspierał, mimo że wiedzial, z jakiego domu pochodzę. Gdyby nie on i wiara w to, że kiedyś może być normalnie, nie wytrwałabym.

M: Powiedziałaś o punkcie kulminacyjnym, który miał miejsce właśnie wtedy. Co dokładnie się stało?

R: Stres związany z operacją i całą tą sytuacją chyba w jakiś sposób osłabił moją psychikę, czego do dzis się bardzo wstydzę. Były święta wielkanocne. W Wielki Piątek ojciec,  jak przy okazji każdych świąt i tym razem nie zawiódł. Nigdy nie mieliśmy normalnych świąt. Pamiętam, że nagle zaczął wyrzucać jedzenie z lodówki na podłogę.
Wszystko zniszczył. Ostro się postawiłam, wyrwałam mu jedzenie mówiąc, ze nie ma wstydu. Nie kupił nic do jedzenia własnym dzieciom, a to, co dały nam babcie i na co my sami zarobiliśmy, nie należy do niego i nie ma prawa tego wyrzucać i skazywać nas na głód i wstyd. Dostał szalu, popchnął mnie, uderzył w twarz, a gdy już leżałam na podłodze kopal mnie i pluł na mnie krzycząc, jak zwykle, że jestem zerem, śmieciem, tanią dziwką. Że nikt mnie nie chce i że w domu byłoby lepiej beze mnie.

I ten jeden raz mu uwierzyłam. W szafce miałam tabletki relanium, połknęłam wszystkie.

M: Co stało się później?

R: Myslalam, że umrę i będzie po wszystkim. Naprawdę. Leżałam na tej podłodze i szlochałam. Mama nigdy nie reagowała, nie broniła mnie, czasem krzyczała, że to ja jej zmarnowałam życie, bo się urodziłam. Dopiero dziadek kazał mamie mnie zabrać. Przyszła i kazała mi wstać. Chyba sama zauważyła puste opakowanie po tabletkach i zadzwoniła po pogotowie.

M: Żyjesz…

R: Tak. Przeszłam płukanie żołądka, nic mi się nie stało. Tym razem szpital zawiadomił policję i psychologa. Pierwszy raz ktoś chciał nam pomóc. Zaczęli zadawać pytania. Mnie, sąsiadom, rodzinie, rozpętało się piekło. Przez kilka dni w szpitalu ogłupiali mnie lekami, mówili, że będzie dobrze, a ja opowiedziałam wszystko.

M: Wreszcie coś miało się zmienić na lepsze, wreszcie ktoś zareagował…

R: Niestety ludzie nabrali wody w usta. Wszyscy. Próbowano mi wmówić ciążę i zawód miłosny. Mówili, że trułam się, bo chłopak mnie rzucił. Po tym wszystkim chłopak rzeczywiście mnie zostawił, matka go do tego zmusiła. Rodzina odsunęła się. Nie mieszała się w to. Dziadkowie, mimo że sami wielokrotnie dzwonili na policję, teraz zaprzeczali wszystkiemu, nikt nie chciał zeznawać, nikt nie chciał mi uwierzyć.

M: Zostawili to tak jak było? Nikt nic nie zrobił?

R: Policja pojechała do mojego domu, zobaczyć się z ojcem. Podobno był bardzo agresywny i groził, że mnie zabije. I wtedy został aresztowany, w obawie o nasze bezpieczeństwo.

M: Była przecież jeszcze Twoja najbliższa rodzina, w której każdy był ofiarą. Mama, rodzeństwo…

R: Moja mama odmówiła składania zeznań w sądzie! Zeznała moja najlepsza przyjaciółka i potwierdziła to, co mówiłam. Później z tego powodu jej matka wyrzuciła mnie z ich domu i zwyzywała od ladacznic i wyrodnych córek. Podejście wiejskiej społeczności, tak hermetycznie zamkniętej. Skoro ojciec mnie bił, to najwyraźniej sobie na to zasłużyłam. Wydali na mnie osąd. Jeżeli ktoś mi współczuł, nie przyznał się. Wszyscy bali się narazić moim dziadkom, którzy nagle zaczęli wybielać mego ojca. Syn w więzieniu…taki wstyd! A rodzeństwo było jeszcze za małe. Poza tym, jak to tak donosić na własnego ojca?

M: Na tym się skończyło czy sprawa trafiła do sądu?

R: Trafiła do sądu. Ojca zamknęli. Spędził w więzieniu 6 miesięcy, tyle trwało postępowanie i wydanie wyroku. Babcia nasprowadzała świadków, którzy kłamali, tym samym szargając moją reputację. Próbowali ze mnie zrobić narkomankę i alkoholiczkę.

Sędzia był miły i wyrozumiały. Starał się mi tego zaoszczędzić. Zapytał, czy chcę składać zeznania mówiąc jednocześnie, że jako członek rodziny, mogę odmówić. Wtedy podeszła do mnie moja młodsza siostra, ścisnęła mnie za rękę i powiedziała że jest ze mną, że mnie wspiera i żebym się nie bała.

M: Zeznawałaś?

R: Tak, ja i moja siedemnastoletnia siostra. Tylko my dwie. Opowiedziałam w sądzie o wszystkim, tak jak teraz opowiadam Tobie. Okazało się, że moja siostra, taka cicha i zawsze milcząca, pamięta znacznie więcej drastycznych rzeczy, niż ja. Ojcu postawiono zarzut za wieloletnie znęcanie się nad rodziną. Dostał 3 lata.

M: Jak zareagowali wszyscy ci, którzy udawali, że nic nie wiedzą?

R: Rodzina dostała szału. Babcia oddziela prąd w naszej części mieszkania, chciała nas eksmitować. Siedzieliśmy przy świeczkach, cała wieś się z nas śmiała, bo po co było zaczynać? Babcia wynajęła i opłaciła adwokata dla ojca. Zanim wyrok się uprawomocnił, zostałam zmuszona przez dziadków, adwokata taty i fakt, że byłam odseparowana od środowiska, na podpisanie apelacji i przyznanie przed sądem, że już wszystko jest dobrze i że tata się zmienił.
Zamieniono mu wyrok odsiadki na wyrok w zawieszeniu. Wrócił do domu późną jesienią, pijany. Od tamtej pory raz było lepiej, raz gorzej, ale przestał bić mamę, przynajmniej w mojej obecności. Widmo odwieszenia wyroku chyba działało.

M: Jak teraz wygląda wasze życie?

R: Moja młodsza siostra wyszła za mąż, ja też wyszłam za mąż, rozjechaliśmy się po świecie, tylko mój najmłodszy brat został w domu. Na święta i uroczystości rodzinne zjeżdżamy się i staramy się tworzyć rodzinę i podtrzymywać nasze relacje. Mimo iż jesteśmy bardzo poranieni, uważam że nawet nieźle nam idzie. Tata jednak pije do dziś i wciąż źle traktuje mamę.

Mama dokonała swojego wyboru, uważa, że jej miejsce jest w domu rodzinnym. Czasem odwiedza siostry lub mnie na kilka dni. Z naszym ojcem kontakty ograniczają się tylko do momentów, gdy przyjeżdżamy do domu.

Ja, dzięki mojemu mądremu i cudownemu mężowi, jego cierpliwości i pogodzie ducha dochodzę do siebie. Żyję i cieszę się tym życiem! Wciąż zmagam się z  demonami z przeszłości, ale mam też świadomość tego, że moje trudne dzieciństwo ukształtowało mnie na swój sposób i dziś jestem tym, kim jestem. Jestem pogodzona z życiem i tylko gdy przypadkiem gdzieś widze, gdy mała dziewczynka wita swojego tatę z radosnym okrzykiem, padając mu z ufnością w ramiona, zaczynam płakać ze wzruszenia, zawsze, bo nie ma dla mnie piękniejszego widoku.

M: Starasz się żyć normalnie, masz wspaniałego męża, pracę, swój dom. W jaki sposób przeżycia Twojego dzieciństwa odcisnęły się na Tobie?

R: Wystarczy najmniejszy konflikt w domu, żebym wybuchła. Moja reakcja obronna jest natychmiastowa. Jeśli coś lub ktoś narusza moją godność, lub próbuje mnie ograniczyć, reaguję bardzo stanowczo.
Czasem wystarczy tez, żeby maż niefortunnie zażartowa,ł a głupi żart źle mi się skojarzył i straszne wspomnienia wracają. A ja różnie na to reaguję. Wszyscy mówią, że jestem silna, ale to tylko pozory, tak naprawdę łatwo mnie urazić czy zranić.

M: Czy próbowałaś kiedyś szukać pomocy u profesjonalistów, którzy pomogliby Ci to przetrawić, poradzić sobie z przeszłością?

R: Nie. Raz w szkole. To było głupie. Kobieta, z którą rozmawiałam, dłubała w zębach i patrzyła na mnie jak bym była z kosmosu, a na koniec kazała mi iść do psychiatry. Myślę, że sama miała więcej problemów życiowych niż ja. Ciężka praca i dobrzy ludzie, którzy zawsze gdzieś mnie otaczali, pomogli utrzymać mi równowagę. Nie lubię szumu wokół tego, co się stało i nie wierze w ludzką litość. Nie potrzebuję jej. Sama się uporałam ze wszystkim.
Skupiam się zawsze tylko na dobrych stronach życia. Zawsze!

M: A Twoje rodzeństwo? Jak oni sobie z tym radzą? Czy miało to większy wpływ na ich życie?

R: U nich sytuacja wygląda już trochę inaczej.
Niszczy ich niskie poczucie własnej wartości, zerowe wręcz. Moja najmłodsza, najdelikatniejsza siostra tkwi w toksycznym związku tak jak mama. Jej chłopak, z którym jest już 8 lat, też pochodzi z rodziny z podobną historią, tylko on powiela identycznie schematy i zachowania swojego ojca-oprawcy. Staram się chronić siostrę, dzwonię i powtarzam jej, że jest wspaniała, że bardzo ją kocham i tęsknię. Nie może jednak do niej dotrzeć, że zasługuje na więcej, zasługuje na lepsze traktowanie. Jest już dorosła. Sama zdecyduje, którą drogą podąży.

Moja druga siostra ma trójkę cudownych dzieciaczków, ale cierpi na depresję. Żyje w letargu.
Mimo że ma naprawdę fajnego męża, pomocną treściwą, bez przerwy jest sfrustrowana i agresywna. Nie potrafimy już do niej dotrzeć. Pomagamy jej przy dzieciach ile tylko możemy, wspomagamy finansowo
A ona leży całymi dniami, patrzy w telewizor, na każdą próbę nawiązania kontaktu odpowiada „nie wiem”.
Krzyczy na dzieci, jest dla nich surowa, zbyt surowa. Nie chce nawet słyszeć o lekarzu ani pomocy. Obchodzimy się z nią jak z jajkiem i nie wiemy, co robić dalej.

Brat ma 24 lata. Jest najmłodszym i długo wyczekiwanym synem, oczkiem w głowie mamy. Moczył się do dziesiątego roku żucia, ale wyrósł z niego wielki, inteligentny chłopak. Mimo to nie skończył nawet gimnazjum. Jest równie nerwowy i wybuchowy jak reszta z nas. Nie potrafi traktować kobiet z należytym szacunkiem. Nie pracuje, nie jest w stanie znieść, kiedy ktoś mówi mu co ma robić. Dobry chłopak, ale nie widzę dla niego dobrej przyszłości.

Jest jeszcze moja trzecia siostra. Ona obecnie przejęła moje obowiązki w domu, czyli przynieś, wynieś, pozamiataj.
Ona jedna jest na dobrej drodze, żeby normalnie żyć, ale również ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. Jest zbyt wrażliwa, ale wierzę, że sobie poradzi. O nią jedną jestem spokojna.

M: Czy brat ma problem z agresją?

R: Tak, duży. On nad tym nie panuje. Jeśli już wybuchnie, bardzo tego żałuje
Często mi powtarza, że jest do niczego, że czuje się jak gówno. To słowa, które mój ojciec ciągle powtarzał.
Z tego, co wiem od siostry, zdarzyło mu się pobić swoją byłą dziewczynę. Zmyłyśmy mu za to głowę bardzo. Prosiłam go, żeby przypomniał sobie jak się czuł, gdy był mały i patrzył jak ojciec bije mamę i żeby nigdy nikomu nie fundował takich przeżyć, z którymi on sam sobie nie może poradzić. Przynajmniej nie ma problemu z alkoholem jak żadne z nas. Nienawidzimy alkoholu.

M: A co z tatą? Czy będziesz mu w stanie kiedykolwiek wybaczyć?

Gdy patrze na niego, widzę już tylko starego, przegranego człowieka. Ofiarę własnej nieudolności i słabości Przeszłam przez wszystkie etapy, od niedowierzania, po żal, pretensje, nienawiść, pogardę. Teraz mu współczuję.
Wybaczyłam mu , zarobiłam to tylko dla siebie i mojego męża i być może dla dzieci, które kiedyś będę miała. Był czas, że zabiegałam o jego uznanie, typowe dla osób o stłamszonym poczuciu własnej wartości.
Jednak mój szwagier pokazał mi jakim fajnym ojcem można być. Mój drugi szwagier pokazał mi, jak można być dobrym synem i zięciem, a mój mąż, jak wspaniałym można być mężem. Mój ojciec jest nieudolny i nie zasługuje na to, żebym karmiła się żalem i nienawiścią, a przez to zatruwała swoje własne życie.

Im jestem starsza i dojrzalsza, tym bardziej zmienia się  perspektywa, z której spoglądam na moje dzieciństwo, wybory i moja rodzinę. Nie uważam, że moja historia jest wyjątkowa, nigdy nie oczekiwałam współczucia czy litości. Po prostu było jak było i nie mogę tego zmienić, opowiadam Ci jednak o tym dlatego, żeby może ktoś, kto jest w podobnej sytuacji, nie popełniał tych samych błędów. Żeby nie oczekiwał ze kiedyś będzie lepiej. Jeśli ktoś nie pomoże sobie sam, nikt i nic mu nie pomoże. Bo pierwsze zmiany zawsze musza zajść w nas. Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie niekoniecznie chcą zrozumiec, w jakim położeniu jest ofiara takiej przemocy i niekoniecznie chcą zaangażować się w taka pomoc.

M: Czy masz żal do swojej mamy, że nigdy nie próbowała pomóc waszej rodzinie, wydostając Was z tak toksycznego domu? Uciekając od przemocy, chronić Was?

R: Już nie. Czasem miałam, ale już nie mam. Ja myślę, że ona nie miała wyjścia i nie mam prawa jej oceniać. To były zupełnie inne czasy. Moja mama całkowicie poświeciła się rodzinie, nie wiem nawet czy kiedykolwiek miała jakieś marzenia.

Wiem, że karminie się żalem i pretensjami jeszcze nikomu nie pomogło.

M: Tak, ale gdyby mimo wszystko za wszelką cenę szukała pomocy, zamiast bronić swojego oprawcy, to życie Was wszystkich mogłoby wyglądać inaczej.

R: Mogłoby wyglądać inaczej, ale niestety nigdy już nie będzie. Mam jednak nadzieję, że innym kobietom się uda a Twoje teksty bardzo im w tym pomogą. Kiedy czyta się statystyki, przyjmuje się to ze wzruszeniem ramion. Gdy przeczyta się lub usłyszy jedna tragiczną historie, nada się tej jednej cyferce ze statystyk imię, kolor oczu, plany i marzenia, które nigdy się nie spełnią, to wtedy historia staje się autentyczna, zaczyna przemawiać i może mieć wpływ na drugiego człowieka.

Bardzo chciałabym żeby ta moja historia pomogła chociaż jednej osobie.

Gdy opublikowałam post o przemocy domowej, dostałam list od czytelniczki. Naładowany emocjami. Prosiła o to, aby przekazać kobiecie, o której była mowa w poście, że musi walczyć o siebie i o swoje dzieci. Napisała: „Mam32 lata i wydaje mi się, że teraz już udane życie. Jestem mądrą i pewną siebie kobietą, ale w nocy, już od 20 lat, nadal zrywam się z płaczem i krzykiem, bo w snach widzę moją matkę, bitą do nieprzytomności! Próbuję ją chronić, zasłonić, oderwać od niej ojca….Nigdy się od tego nie uwolnię.”. Po tamtych słowach postanowiłam porozmawiać z Martą. Wierzę, że historie takie jak ta, być może pomogą komuś coś zrozumieć.

Poznajcie Martę.

Mira: Marta, gdybyś miała opisać swoje dzieciństwo kilkoma słowami, co byś powiedziała?

Rozmówczyni: Gdy byłam dzieckiem, uważałam, że było normalne. Nie lubię robić szumu o to wszystko, co nas spotkało i nadal spotyka, bo gdy rozmawiam z innymi ludźmi to każdy ma jakieś tajemnice do ukrycia.

M: Czy to, o czym będziemy rozmawiać to tajemnica, którą ukrywasz?

R: Nie, nie jest to tajemnica. Moje dzieciństwo upływało pod znakiem alkoholizmu mojego ojca. Myślę, że przerobiłam wszystkie etapy…

M: To znaczy?

R: Etap rozpaczy, wstydu, powielania błędów i znowu wstydu. Co było, to było, nie zmienię przeszłości. Staram się o tym zapomnieć, ale nie mogę. Boję się, ze gdy o tym zapomnę, będę nieostrożna i popełnię błędy mego ojca.

M: O czym chciałabyś zapomnieć najbardziej?

R: Najbardziej chciałabym zapomnieć o pewnej nocy, która chyba najlepiej obrazuje nasze dzieciństwo.

M: Opowiesz mi o tym?

R: Ta noc kojarzy mi się z całym złem mojego dzieciństwa. Byłam mała, miałam 7 lat. Mama była w ciąży, spodziewała się mojego najmłodszego brata, upragnionego syna, na którego ojciec tak czekał. Wstydził się czterech córek, chciał mieć syna. Pamiętam jak obiecywał mamie, że jak teraz urodzi się syn, to już jej nigdy nie uderzy, nie zwyzywa, a synowi wyprawi huczne chrzciny z orkiestrą i kamerzystą. Tamtej nocy ojciec wrócił do domu jak zwykle pijany i w domu pił dalej. Nigdy nie potrzebował towarzystwa. Czasem brakowało na podstawowe potrzeby, ale na flaszkę było zawsze.

Obudził mnie krzyk i pisk. Leżałyśmy z o rok młodszą siostrą przytulone, bałyśmy się… Boże, jak ja go nienawidzę za ten strach…

Mama siedziała obok nas, na rekach trzymała moją dwuletnią siostrę, z jej nóżki tryskała fontanna krwi, mama próbowała zatamować krwotok. Ojciec rzucił w mamę talerzem, ale nie trafił. Talerz rozbił się o futrynę, odpryski pokaleczyły mojej siostrze twarz, a duży kawał rozciął jej cały mięsień na nodze. Byłam przerażona, chciałam rzucić się na ojca. Mama zadzwoniła na pogotowie i zabrali ją i moją siostrę do szpitala.

M: Czy ktoś Wam wtedy pomógł?

R: Gdy patrzę na całe to zdarzenie z perspektywy czasu, to przeraża mnie brak reakcji szpitala i rodziny. Musiało dojść do gorszej tragedii, żeby ktoś nam zechciał pomoc.

M: Nie zainteresowali się na pogotowiu, co się stało dziecku?

R: Nie wiem. To były inne czasy. Myślę że gdyby nawet się zainteresowali, mama i tak kłamałaby na korzyść ojca. Zawsze go broniła i broni do dziś.

M: Czy coś takiego zdarzyło się po raz pierwszy?

R: Nie, to nie było pierwszy raz, ale pierwszy raz skrzywdził dziecko w ten sposób. Zawsze obiektem agresji była mama, my nie. Dopiero później ja, kiedy byłam starsza i próbowałam bronić mamę.

M: Jak często bił mamę?

R: Co drugi dzień. Coś się zgubiło, bił ją, coś się zepsuło, bił, czym popadnie, drewnianą ramą z fotela, żelazkiem. A jak się napił to lał ją, aż traciła przytomność. Czasem wyrzucał jedzenie przed dom. Pamiętam jak mama upokorzona, zbierała resztki kury z rosołu i myla, żeby nas nakarmić.

Teraz jak o tym mówię, nie mogę uwierzyć, że to przetrwaliśmy.

M: To wszystko działo się na Waszych oczach?

R: Zawsze. Gdzie można uciec w malutkim domku? Wyzywał też swoich rodziców, do nikogo nie miał i nie ma szacunku. Nie wiem skąd tyle frustracji w jednym człowieku…

M: Ile lat musiałaś na to patrzeć?

R: Patrzę na to do dziś, mimo że od dziesięciu lat już tam nie mieszkam. Wczoraj dzwonił mój brat, który jest najmłodszy z nas, teraz ma 24 lata. Płakał.

M: Czy probowałaś z mamą o tym rozmawiać?

R: Bez przerwy. Gdy byłam młodsza, pytałam, dlaczego nie odeszła. Mówiła, że nie miała gdzie, że nikt jej nie chciał pomoc. Nie miała żadnych dochodów. Kiedyś odpowiedziała mi coś, czego nigdy nie zapomnę.
,,Gdyby nie wasz ojciec, nie maiłabym przecież was”. Cierpi bardzo, całe życie cierpiała. Sama jest bardzo łagodna i dobra dla ludzi. Dzieli się wszystkim, jest życzliwa, pogodna, zawsze dobrze życzy innym.

M: Czy nikt nigdy nie zawiadomił policji o tym, co się działo w Waszym domu?

R: Ja dzwoniłam, dzwoniła babcia. Ojciec miał założoną „Niebieską Kartę”. Panowie przyjeżdżali do domu, ojciec się chował, uspokajał na chwilę, mama prosiła, żeby go nie zabierali, bo kto zapłaci i utrzyma dom? Trzeba było wielu lat i zmian  strukturalnych w policji, żeby zmieniło się nastawienie do rodzin maltretowanych. Takie zmiany zaszły, kiedy ja kończyłam 18 lat. I wtedy doszło do takiego punktu kulminacyjnego całej tej sytuacji.

M: Co się stało?

R: Zaraz po 18 urodzinach wyczułam guza w piersi. Umierałam ze strachu. Mama kazała mi iść do lekarza. Poszłam sama, z moim ówczesnym chłopakiem. Nie było przy mnie rodziców. Nigdy ich przy mnie nie było. Okazało się, że mam gruczolaka, którego trzeba natychmiast usunąć. Mama powiedziała ojcu i wtedy po raz pierwszy w życiu przestraszył się i przestał się na jakiś czas awanturować. Babcia poruszyła niebo i ziemie, żeby załatwić mi operację u najlepszego profesora onkologii w okolicy. Miałam pojechać tam razem z mamą i tatą. Rano ojciec wstał w złym humorze i oświadczył, że „nie będzie wiózł żadnych kurew na wycieczkę”.
Nigdy tego nie zapomnę.

M: I nie pojechał z Wami? Nie zawiózł Cię na operację?

R: Nie. Pojechałam z mamą busem. Bałam się, płakałam całą drogę, bardzo mnie wtedy zawiódł, w takim momencie. Dziś myślę, że po prostu emocje go przerosły, jak zawsze. Codziennie po operacji jeździłam na zmianę opatrunku. Sama czasem z mamą, a czasem towarzyszył mi mój chłopak, który bardzo mnie wspierał, mimo że wiedzial, z jakiego domu pochodzę. Gdyby nie on i wiara w to, że kiedyś może być normalnie, nie wytrwałabym.

M: Powiedziałaś o punkcie kulminacyjnym, który miał miejsce właśnie wtedy. Co dokładnie się stało?

R: Stres związany z operacją i całą tą sytuacją chyba w jakiś sposób osłabił moją psychikę, czego do dzis się bardzo wstydzę. Były święta wielkanocne. W Wielki Piątek ojciec,  jak przy okazji każdych świąt i tym razem nie zawiódł. Nigdy nie mieliśmy normalnych świąt. Pamiętam, że nagle zaczął wyrzucać jedzenie z lodówki na podłogę.
Wszystko zniszczył. Ostro się postawiłam, wyrwałam mu jedzenie mówiąc, ze nie ma wstydu. Nie kupił nic do jedzenia własnym dzieciom, a to, co dały nam babcie i na co my sami zarobiliśmy, nie należy do niego i nie ma prawa tego wyrzucać i skazywać nas na głód i wstyd. Dostał szalu, popchnął mnie, uderzył w twarz, a gdy już leżałam na podłodze kopal mnie i pluł na mnie krzycząc, jak zwykle, że jestem zerem, śmieciem, tanią dziwką. Że nikt mnie nie chce i że w domu byłoby lepiej beze mnie.

I ten jeden raz mu uwierzyłam. W szafce miałam tabletki relanium, połknęłam wszystkie.

M: Co stało się później?

R: Myslalam, że umrę i będzie po wszystkim. Naprawdę. Leżałam na tej podłodze i szlochałam. Mama nigdy nie reagowała, nie broniła mnie, czasem krzyczała, że to ja jej zmarnowałam życie, bo się urodziłam. Dopiero dziadek kazał mamie mnie zabrać. Przyszła i kazała mi wstać. Chyba sama zauważyła puste opakowanie po tabletkach i zadzwoniła po pogotowie.

M: Żyjesz…

R: Tak. Przeszłam płukanie żołądka, nic mi się nie stało. Tym razem szpital zawiadomił policję i psychologa. Pierwszy raz ktoś chciał nam pomóc. Zaczęli zadawać pytania. Mnie, sąsiadom, rodzinie, rozpętało się piekło. Przez kilka dni w szpitalu ogłupiali mnie lekami, mówili, że będzie dobrze, a ja opowiedziałam wszystko.

M: Wreszcie coś miało się zmienić na lepsze, wreszcie ktoś zareagował…

R: Niestety ludzie nabrali wody w usta. Wszyscy. Próbowano mi wmówić ciążę i zawód miłosny. Mówili, że trułam się, bo chłopak mnie rzucił. Po tym wszystkim chłopak rzeczywiście mnie zostawił, matka go do tego zmusiła. Rodzina odsunęła się. Nie mieszała się w to. Dziadkowie, mimo że sami wielokrotnie dzwonili na policję, teraz zaprzeczali wszystkiemu, nikt nie chciał zeznawać, nikt nie chciał mi uwierzyć.

M: Zostawili to tak jak było? Nikt nic nie zrobił?

R: Policja pojechała do mojego domu, zobaczyć się z ojcem. Podobno był bardzo agresywny i groził, że mnie zabije. I wtedy został aresztowany, w obawie o nasze bezpieczeństwo.

M: Była przecież jeszcze Twoja najbliższa rodzina, w której każdy był ofiarą. Mama, rodzeństwo…

R: Moja mama odmówiła składania zeznań w sądzie! Zeznała moja najlepsza przyjaciółka i potwierdziła to, co mówiłam. Później z tego powodu jej matka wyrzuciła mnie z ich domu i zwyzywała od ladacznic i wyrodnych córek. Podejście wiejskiej społeczności, tak hermetycznie zamkniętej. Skoro ojciec mnie bił, to najwyraźniej sobie na to zasłużyłam. Wydali na mnie osąd. Jeżeli ktoś mi współczuł, nie przyznał się. Wszyscy bali się narazić moim dziadkom, którzy nagle zaczęli wybielać mego ojca. Syn w więzieniu…taki wstyd! A rodzeństwo było jeszcze za małe. Poza tym, jak to tak donosić na własnego ojca?

M: Na tym się skończyło czy sprawa trafiła do sądu?

R: Trafiła do sądu. Ojca zamknęli. Spędził w więzieniu 6 miesięcy, tyle trwało postępowanie i wydanie wyroku. Babcia nasprowadzała świadków, którzy kłamali, tym samym szargając moją reputację. Próbowali ze mnie zrobić narkomankę i alkoholiczkę.

Sędzia był miły i wyrozumiały. Starał się mi tego zaoszczędzić. Zapytał, czy chcę składać zeznania mówiąc jednocześnie, że jako członek rodziny, mogę odmówić. Wtedy podeszła do mnie moja młodsza siostra, ścisnęła mnie za rękę i powiedziała że jest ze mną, że mnie wspiera i żebym się nie bała.

M: Zeznawałaś?

R: Tak, ja i moja siedemnastoletnia siostra. Tylko my dwie. Opowiedziałam w sądzie o wszystkim, tak jak teraz opowiadam Tobie. Okazało się, że moja siostra, taka cicha i zawsze milcząca, pamięta znacznie więcej drastycznych rzeczy, niż ja. Ojcu postawiono zarzut za wieloletnie znęcanie się nad rodziną. Dostał 3 lata.

M: Jak zareagowali wszyscy ci, którzy udawali, że nic nie wiedzą?

R: Rodzina dostała szału. Babcia oddziela prąd w naszej części mieszkania, chciała nas eksmitować. Siedzieliśmy przy świeczkach, cała wieś się z nas śmiała, bo po co było zaczynać? Babcia wynajęła i opłaciła adwokata dla ojca. Zanim wyrok się uprawomocnił, zostałam zmuszona przez dziadków, adwokata taty i fakt, że byłam odseparowana od środowiska, na podpisanie apelacji i przyznanie przed sądem, że już wszystko jest dobrze i że tata się zmienił.
Zamieniono mu wyrok odsiadki na wyrok w zawieszeniu. Wrócił do domu późną jesienią, pijany. Od tamtej pory raz było lepiej, raz gorzej, ale przestał bić mamę, przynajmniej w mojej obecności. Widmo odwieszenia wyroku chyba działało.

M: Jak teraz wygląda wasze życie?

R: Moja młodsza siostra wyszła za mąż, ja też wyszłam za mąż, rozjechaliśmy się po świecie, tylko mój najmłodszy brat został w domu. Na święta i uroczystości rodzinne zjeżdżamy się i staramy się tworzyć rodzinę i podtrzymywać nasze relacje. Mimo iż jesteśmy bardzo poranieni, uważam że nawet nieźle nam idzie. Tata jednak pije do dziś i wciąż źle traktuje mamę.

Mama dokonała swojego wyboru, uważa, że jej miejsce jest w domu rodzinnym. Czasem odwiedza siostry lub mnie na kilka dni. Z naszym ojcem kontakty ograniczają się tylko do momentów, gdy przyjeżdżamy do domu.

Ja, dzięki mojemu mądremu i cudownemu mężowi, jego cierpliwości i pogodzie ducha dochodzę do siebie. Żyję i cieszę się tym życiem! Wciąż zmagam się z  demonami z przeszłości, ale mam też świadomość tego, że moje trudne dzieciństwo ukształtowało mnie na swój sposób i dziś jestem tym, kim jestem. Jestem pogodzona z życiem i tylko gdy przypadkiem gdzieś widze, gdy mała dziewczynka wita swojego tatę z radosnym okrzykiem, padając mu z ufnością w ramiona, zaczynam płakać ze wzruszenia, zawsze, bo nie ma dla mnie piękniejszego widoku.

M: Starasz się żyć normalnie, masz wspaniałego męża, pracę, swój dom. W jaki sposób przeżycia Twojego dzieciństwa odcisnęły się na Tobie?

R: Wystarczy najmniejszy konflikt w domu, żebym wybuchła. Moja reakcja obronna jest natychmiastowa. Jeśli coś lub ktoś narusza moją godność, lub próbuje mnie ograniczyć, reaguję bardzo stanowczo.
Czasem wystarczy tez, żeby maż niefortunnie zażartowa,ł a głupi żart źle mi się skojarzył i straszne wspomnienia wracają. A ja różnie na to reaguję. Wszyscy mówią, że jestem silna, ale to tylko pozory, tak naprawdę łatwo mnie urazić czy zranić.

M: Czy próbowałaś kiedyś szukać pomocy u profesjonalistów, którzy pomogliby Ci to przetrawić, poradzić sobie z przeszłością?

R: Nie. Raz w szkole. To było głupie. Kobieta, z którą rozmawiałam, dłubała w zębach i patrzyła na mnie jak bym była z kosmosu, a na koniec kazała mi iść do psychiatry. Myślę, że sama miała więcej problemów życiowych niż ja. Ciężka praca i dobrzy ludzie, którzy zawsze gdzieś mnie otaczali, pomogli utrzymać mi równowagę. Nie lubię szumu wokół tego, co się stało i nie wierze w ludzką litość. Nie potrzebuję jej. Sama się uporałam ze wszystkim.
Skupiam się zawsze tylko na dobrych stronach życia. Zawsze!

M: A Twoje rodzeństwo? Jak oni sobie z tym radzą? Czy miało to większy wpływ na ich życie?

R: U nich sytuacja wygląda już trochę inaczej.
Niszczy ich niskie poczucie własnej wartości, zerowe wręcz. Moja najmłodsza, najdelikatniejsza siostra tkwi w toksycznym związku tak jak mama. Jej chłopak, z którym jest już 8 lat, też pochodzi z rodziny z podobną historią, tylko on powiela identycznie schematy i zachowania swojego ojca-oprawcy. Staram się chronić siostrę, dzwonię i powtarzam jej, że jest wspaniała, że bardzo ją kocham i tęsknię. Nie może jednak do niej dotrzeć, że zasługuje na więcej, zasługuje na lepsze traktowanie. Jest już dorosła. Sama zdecyduje, którą drogą podąży.

Moja druga siostra ma trójkę cudownych dzieciaczków, ale cierpi na depresję. Żyje w letargu.
Mimo że ma naprawdę fajnego męża, pomocną treściwą, bez przerwy jest sfrustrowana i agresywna. Nie potrafimy już do niej dotrzeć. Pomagamy jej przy dzieciach ile tylko możemy, wspomagamy finansowo
A ona leży całymi dniami, patrzy w telewizor, na każdą próbę nawiązania kontaktu odpowiada „nie wiem”.
Krzyczy na dzieci, jest dla nich surowa, zbyt surowa. Nie chce nawet słyszeć o lekarzu ani pomocy. Obchodzimy się z nią jak z jajkiem i nie wiemy, co robić dalej.

Brat ma 24 lata. Jest najmłodszym i długo wyczekiwanym synem, oczkiem w głowie mamy. Moczył się do dziesiątego roku żucia, ale wyrósł z niego wielki, inteligentny chłopak. Mimo to nie skończył nawet gimnazjum. Jest równie nerwowy i wybuchowy jak reszta z nas. Nie potrafi traktować kobiet z należytym szacunkiem. Nie pracuje, nie jest w stanie znieść, kiedy ktoś mówi mu co ma robić. Dobry chłopak, ale nie widzę dla niego dobrej przyszłości.

Jest jeszcze moja trzecia siostra. Ona obecnie przejęła moje obowiązki w domu, czyli przynieś, wynieś, pozamiataj.
Ona jedna jest na dobrej drodze, żeby normalnie żyć, ale również ma bardzo niskie poczucie własnej wartości. Jest zbyt wrażliwa, ale wierzę, że sobie poradzi. O nią jedną jestem spokojna.

M: Czy brat ma problem z agresją?

R: Tak, duży. On nad tym nie panuje. Jeśli już wybuchnie, bardzo tego żałuje
Często mi powtarza, że jest do niczego, że czuje się jak gówno. To słowa, które mój ojciec ciągle powtarzał.
Z tego, co wiem od siostry, zdarzyło mu się pobić swoją byłą dziewczynę. Zmyłyśmy mu za to głowę bardzo. Prosiłam go, żeby przypomniał sobie jak się czuł, gdy był mały i patrzył jak ojciec bije mamę i żeby nigdy nikomu nie fundował takich przeżyć, z którymi on sam sobie nie może poradzić. Przynajmniej nie ma problemu z alkoholem jak żadne z nas. Nienawidzimy alkoholu.

M: A co z tatą? Czy będziesz mu w stanie kiedykolwiek wybaczyć?

Gdy patrze na niego, widzę już tylko starego, przegranego człowieka. Ofiarę własnej nieudolności i słabości Przeszłam przez wszystkie etapy, od niedowierzania, po żal, pretensje, nienawiść, pogardę. Teraz mu współczuję.
Wybaczyłam mu , zarobiłam to tylko dla siebie i mojego męża i być może dla dzieci, które kiedyś będę miała. Był czas, że zabiegałam o jego uznanie, typowe dla osób o stłamszonym poczuciu własnej wartości.
Jednak mój szwagier pokazał mi jakim fajnym ojcem można być. Mój drugi szwagier pokazał mi, jak można być dobrym synem i zięciem, a mój mąż, jak wspaniałym można być mężem. Mój ojciec jest nieudolny i nie zasługuje na to, żebym karmiła się żalem i nienawiścią, a przez to zatruwała swoje własne życie.

Im jestem starsza i dojrzalsza, tym bardziej zmienia się  perspektywa, z której spoglądam na moje dzieciństwo, wybory i moja rodzinę. Nie uważam, że moja historia jest wyjątkowa, nigdy nie oczekiwałam współczucia czy litości. Po prostu było jak było i nie mogę tego zmienić, opowiadam Ci jednak o tym dlatego, żeby może ktoś, kto jest w podobnej sytuacji, nie popełniał tych samych błędów. Żeby nie oczekiwał ze kiedyś będzie lepiej. Jeśli ktoś nie pomoże sobie sam, nikt i nic mu nie pomoże. Bo pierwsze zmiany zawsze musza zajść w nas. Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie niekoniecznie chcą zrozumiec, w jakim położeniu jest ofiara takiej przemocy i niekoniecznie chcą zaangażować się w taka pomoc.

M: Czy masz żal do swojej mamy, że nigdy nie próbowała pomóc waszej rodzinie, wydostając Was z tak toksycznego domu? Uciekając od przemocy, chronić Was?

R: Już nie. Czasem miałam, ale już nie mam. Ja myślę, że ona nie miała wyjścia i nie mam prawa jej oceniać. To były zupełnie inne czasy. Moja mama całkowicie poświeciła się rodzinie, nie wiem nawet czy kiedykolwiek miała jakieś marzenia.

Wiem, że karminie się żalem i pretensjami jeszcze nikomu nie pomogło.

M: Tak, ale gdyby mimo wszystko za wszelką cenę szukała pomocy, zamiast bronić swojego oprawcy, to życie Was wszystkich mogłoby wyglądać inaczej.

R: Mogłoby wyglądać inaczej, ale niestety nigdy już nie będzie. Mam jednak nadzieję, że innym kobietom się uda a Twoje teksty bardzo im w tym pomogą. Kiedy czyta się statystyki, przyjmuje się to ze wzruszeniem ramion. Gdy przeczyta się lub usłyszy jedna tragiczną historie, nada się tej jednej cyferce ze statystyk imię, kolor oczu, plany i marzenia, które nigdy się nie spełnią, to wtedy historia staje się autentyczna, zaczyna przemawiać i może mieć wpływ na drugiego człowieka.

Bardzo chciałabym żeby ta moja historia pomogła chociaż jednej osobie.


Tę historię opowiedziała dla Was Marta, która ma 32 lata, ma niebieskie oczy i zawsze marzyła od tym, aby móc rzucić się z ufnością w ramiona swojego taty. Marta nie jest tylko cyferką w statystykach i ma nadzieję, że jej historia kogoś poruszy, doda siły i wiary tym, którzy tego potrzebują.

 

Osobiście jestem głęboko przekonana, że to, jakie wówczas były czasy, nie miało aż tak dużego znaczenia. Czasy teraz są inne, mimo to wiele kobiet, zbyt wiele, tkwi w podobnych związkach, wmawiając sobie, że nie mają wyjścia. Tu potrzebna jest siła i wola walki o siebie i swoją rodzinę, ogromna chęć do życia i wiara w to, że przyszło się na świat, aby godnie żyć. I najlepszym przykładem na to, o czym mówię, jest właśnie Marta. Żyła w tych samych czasach, co jej mama i rodzeństwo. W tym samym domu, z tym samym oprawcą. I miała tę siłę, miała odwagę stanąć przeciwko całemu światu i zmienić coś w swoim życiu. Nie skorzystała z żadnej z dostępnych jej wymówek, aby wieść życie pełne obaw i strachu. Odmieniła swoje życie, bo w porę zorientowała się, że musi sama sobie pomóc. I takiej siły życzę każdej kobiecie, która tego potrzebuje. Nie patrzcie na to, jakie są czasy, nie patrzcie na to, czy ktoś chce Wam pomóc, czy chowa głowę w piasek, patrzcie na siebie i swoje życie i zróbcie wszystko, absolutnie wszystko, aby je odmienić.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
cwaniak pompka
Cwaniak Pompka

Jadę do centrum śledczego. Gościa, dla którego mam tłumaczyć, poznałam już dawno, w sądzie. Zaatakował policjanta, który chciał mu sprawdzić...

Zamknij