ofiara molestowania
CHLEBOŻERCY,

Mam dość bycia ofiarą – wywiad z cyklu „Chlebożercy”

Gdy zgłosiła się do mnie Patrycja i powiedziała mi w skrócie, o czym mogłaby mi opowiedzieć, byłam pełna obiekcji. Temat przykry, ciężki. Obawiałam się, że mógłby być zbyt ciężki. Rozpoczynając cykl wywiadów „Chlebożercy” założyłam sobie, że historie, które będę opisywać, będą wnosić coś pozytywnego, coś, co daje siłę, motywację bądź chociaż malutki bodziec, żeby zastanowić się nad swoim życiem. Myślałam, że w przypadku Patrycji zabraknie właśnie tego pozytywnego akcentu. Mimo to zdecydowałam się na rozmowę. Poznajcie Patrycję.

Mira: Witaj. Poproszę cię na początek o przedstawienie się czytelnikom.

Patrycja: Mam na imię Patrycja, w tym roku skończyłam 23 lata. Jestem żoną i matką dwójki dzieci. Jestem na etapie uczenia się bycia szczęśliwą osobą.

M: Czy myślisz, że trudno jest być szczęśliwym człowiekiem?

P: Nie lubię uogólniać, zwykle jest tak, że gdy dokonujemy bilansu życia, dostrzegamy dobre i złe chwile. Ja większość dzieciństwa wspominam źle, więc dla mnie trudno było być szczęśliwym człowiekiem, bo ciągle odkrywałam, że powielam złe wzorce. Powielam to, w czym dorastałam, a chciałam być innym człowiekiem.

M: Jak wyglądało Twoje dzieciństwo?

P: Zanim skończyłam 7 lat, kilka razy doświadczyłam molestowania seksualnego, raz przez obcego chłopca, który sam był jeszcze dzieckiem, później przez członka rodziny. W domu bywało różnie, rodzice nie byli najszczęśliwszym małżeństwem. Mieszkamy na Śląsku, obecna tu kultura picia jest widoczna na każdym kroku. Miałam okazję widzieć ją też we własnym domu. To sprawiało, że czułam się odepchnięta na jakiś boczny tor.

M: Twoi rodzice są alkoholikami?

P: Ten problem był bliższy tacie, moja mama zawsze unikała alkoholu. Zwykle toczyły się o to wojny, bo tata dorastał w tej kulturze picia i dla niego imprezy były normalne i niewinne, gdy goście przychodzą, to wódka musi być, dzień bez piwa również stracony. Moja mama znów jest trochę z innego świata, kocha teatr, jest bardzo wierząca. Nie akceptowała tego.

M: Napisałaś, że kilka razy byłaś molestowana jako dziecko. Pamiętasz pierwszy taki incydent?

P: Pierwsze molestowania? Tak, dokładnie to wszystko pamiętam. To są tak traumatyczne przeżycia, że chciałoby się o tym zapomnieć, ale niestety to trochę jest tak, jakby się miało ranę, która się nie chce zagoić i co jakiś czas o sobie przypomina. Wiele lat zajęło mi zrozumienie tego, co się działo. Jako dziecko czułam, że jest coś nie tak, ale nie wiedziałam, jak mam się zachować. Wiedziałam jak wiązać buty i jak powinnam się witać z sąsiadami, nikt mnie jednak nie ostrzegł jak reagować, gdy ktoś będzie chciał mnie dotykać czy całować.

Pierwsze takie zdarzenie miało miejsce w moim domu, miałam wtedy 4-5 lat. Był to kolega moich braci, sam był dzieckiem, był ode mnie 7 lat starszy. Wiele lat nienawidziłam go za to, teraz jako dorosła osoba widzę w nim też ofiarę. W domu mieli kasety pornograficzne na wierzchu, rodzice bardzo „lekko” podchodzili do tych spraw.

M: Co zrobił ten chłopiec?

P: Zaczęło się od zabawy. Mam 3 starszych braci, więc byłam takim rodzynkiem. Ja byłam księżniczką, którą chcą porwać potwory, a kolega moich braci miał być rycerzem. Potem miał być ślub i mieliśmy „zrobić dziecko”. Wtedy przeżyłam swój pierwszy pocałunek. Pamiętam, że ten chłopak rozebrał mnie, dotykał, kładł się na mnie, a ja leżałam jak sparaliżowana, byliśmy pod kołdrą. Nie wiem, co czułam, to było takie oderwane od rzeczywistości, ale paliła mi się w głowie jakaś czerwona lampka, że to nie jest normalna zabawa.

M: A Twoi bracia? Gdzie wtedy byli?

P: W tym samym pokoju. W pewnym momencie najmłodszy z braci, starszy ode mnie o 3 lata zaczął krzyczeć, że już koniec tej zabawy. Był jakby spanikowany. On chyba też czuł, że coś jest nie tak.

M: Co było później?

P: Potem nagle nie chcieli się już ze mną bawić, zajęli się komputerem. Gdy mama wróciła ja od razu powiedziałam jej co się działo. Pamiętam, że była blada jak ściana. Bracia mieli awanturę o to i dostali zakaz zapraszania do domu kolegów. Mnie odesłano z hasłem „to jest złe, tak nie wolno robić”.

M: Tylko tyle?

P: Podejrzewam, że dla rodziców to był problem, bo nikt nie uczył ich, jak mogą w takiej sytuacji pomóc. Nie mieli zielonego pojęcia jak zareagować. Później nikt nie wracał do tego tematu.

M: Mówiłaś wcześniej, że byłaś molestowana przez członka rodziny. Opowiesz mi o tym?

P: Jakiś czas po pierwszym zdarzeniu przeprowadziliśmy się z mieszkania do domu z ogródkiem. Dostałam swój własny pokój. W moje 7 urodziny mieliśmy przyjęcie w domu. Chciałam, żeby ktoś mi przeczytał bajkę na dobranoc, ale wiadomo, impreza, goście, alkohol, nikt nie miał czasu. Jedna osoba z rodziny się pofatygowała. Musisz wiedzieć, że to była osoba, którą uwielbiałam, ufałam i czułam się przy niej bezpiecznie. Do dziś nie mam pojęcia, dlaczego mi to zrobił. Poszedł ze mną do mojego pokoju i zaczął wspominać coś o „końskich pocałunkach”, że muszę umieć się całować i że chce mnie nauczyć. Potem zaczął mnie dotykać w intymnych miejscach. Pamiętam, że znów czułam się okropnie sparaliżowana, chciałam zawołać mamę. Nie podobało mi się to.

M: Kto to był?

P: Mój wujek. Chciał mnie namówić na seks oralny, wtedy nawet nie wiedziałam co to jest, ale byłam do tego stopnia wystraszona, że zaczęłam kategorycznie odmawiać i podnosić głos za każdym razem, gdy mówiłam „Nie”. Podejrzewam, że się wystraszył wtedy. Tłumaczył mi, że to będzie nasza mała tajemnica, że to zostaje tylko między mną a nim i mam mu to obiecać. Kilka minut po tym, do pokoju weszła moja mama zobaczyć czy już śpię. Wtedy wujek już grzecznie czytał mi bajkę, a ja miałam ochotę płakać. Sądziłam jednak, że nikt mi nie uwierzy albo że okaże się, że to jest normalne i tak się robi, a ja jestem dziwna i nie pasuję do tego wszystkiego. Tak czy siak, rodzice dowiedzieli się o tym 6 lat później. Przez cały ten czas musiałam udawać przed rodziną, ale im byłam starsza, tym większy opór stawiałam, kłóciłam się z wujkiem przy każdej możliwej okazji, czułam okropną złość, bo już rozumiałam co się stało i co mi zrobił. Nasze stosunki stały się bardzo wrogie, ja już nie chciałam dłużej udawać, że nic się nie stało.

M: W końcu postanowiłaś powiedzieć o wszystkim rodzicom. Jak zareagowali?

P: Miałam 13 lat, gdy im powiedziałam. Najpierw dowiedział się najstarszy brat, chciał nawet wujka pobić, ale ja wolałam, żeby brat nie miał problemów z tego powodu. Był bardzo wstrząśnięty. Razem postanowiliśmy, że rodzice muszą się dowiedzieć. Mama płakała, a tata mi nie uwierzył. Po raz kolejny temat został zmieciony pod dywan. Z mamą często rozmawiałam o tym, odcięła się od rodziny ze strony taty. Kłótni było więcej między rodzicami, a ja kompletnie nie czułam strefy bezpieczeństwa, które każde dziecko powinno w domu mieć. Chciałam uciec od tego wszystkiego. Dodatkowo raniło mnie to, że tata unikał nawet przytulenia mnie, raz powiedział, że pewnie go podam o molestowanie. To strasznie bolało.

M: Nie myślałaś o tym, żeby to zgłosić?

P: Myślałam, wiele razy, ale kiedy tata mi nie uwierzył, wewnętrznie się poddałam. Skoro własny ojciec mi nie wierzy, to jak obcy ludzie mają uwierzyć? Poza tym wszystkim brat miał wtedy maturę, bałam się, że będzie z tego tragedia.

M: Czy wujek próbował tego jeszcze kiedyś?

P: Tak, raz, ale byłam wtedy starsza i jak tylko zobaczyłam, że robi podchody w tym kierunku od razu zaczęłam być wredna i podnosić głos. Zebrałam wszystkie siły, jakie miałam, byleby tylko pokazać mu, że nie ma prawa mnie dotknąć. Wtedy w nim coś pękło i zaczął być dla mnie oschły. Na kilka lat kontakt z nim się skończył całkowicie.

M: To straszne, że przeszłaś przez coś takiego i nikt Ci nie pomógł. Malutka dziewczynka zostawiona całkiem sama z ogromnym problemem. Jak sobie dawałaś z tym wszystkim radę?

P: Po tych wszystkich przejściach byłam w tragicznej kondycji psychicznej. W 6 klasie podstawówki zaczęłam się okaleczać. Gdy zaczynałam gimnazjum, poszłam do całkiem innej szkoły, gdzie nikogo nie znałam. Chciałam, żeby to był nowy start w życiu, chciałam się uczyć, chciałam chodzić do szkoły, ale zamiast tego zaprzyjaźniłam się z dziewczynami, które też miały dużo problemów. Jedna drugą sprowadzała na złą drogę. Okaleczałam się coraz bardziej.

M: Wiem, że ta sytuacja z wujkiem to nie był koniec Twojego koszmaru, że stało się to jeszcze raz…

P: W trakcie pewnych wakacji, gdy wyjechałam do koleżanki do innego miasta, poszłyśmy na pizzę do jej znajomych. Byłam wtedy świeżo po rozstaniu z chłopakiem i nie miałam ochoty na imprezowanie. Strasznie naciskali jej koledzy, żebym się rozluźniła, napiła, w końcu trochę uległam. Wzorzec zadziałał. Mimo tego, że miałam te swoje 15 lat, to doskonale wiedziałam ile mogę wypić. Był taki moment, że szukałam swojej szklanki z sokiem czy colą i jeden z chłopaków mi podał mówiąc, że to jest moja. Nie zastanawiając się ani trochę, wypiłam ją i poszłam szukać koleżanki. Od tego momentu nie pamiętałam nic. Gdy się ocknęłam, jeden z chłopaków mnie gwałcił. Byłam bardzo słaba, czułam jakbym w ogóle nie miała sił. Szeptałam tylko w kółko „Nie! Nie! Nie! Nie! Nie!”, bo nie potrafiłam nawet krzyknąć. W końcu przestał. Kiedy wróciłam z koleżanką do jej domu, bardzo krwawiłam, wszystko mnie bolało.

M: Co zrobiłaś?

P: Wpadłam w straszną panikę. Siedziałam i próbowałam sobie wmówić, że sama tego chciałam, że to na pewno nie gwałt, że nie może być tak, że w życiu muszę przez to wszystko przejść. Po tamtych incydentach z wujkiem i z kolegą braci zawsze bardzo się bałam, że spotka mnie to ponownie. I mój najgorszy koszmar stał się rzeczywistością.

M: Wiesz, kto Cię zgwałcił?

P: Pamiętam tego, którego zobaczyłam, gdy się ocknęłam. Nawet nie wiem, co działo się wcześniej. Kilka lat zajęło mi zebranie się na odwagę, żeby spojrzeć na jego zdjęcie na jednym z portali społecznościowych. Psychicznie czułam się jak wrak, całe życie zaczęło kręcić się wokół myśli, aby to życie zakończyć. Cały czas zadawałam sobie pytania: Dlaczego ja? Co zrobiłam w życiu takiego, że taka kara mnie spotyka?

M: Zgłosiłaś gwałt na policji?

P: Nie.

M: Dlaczego?

P: Z tego samego powodu, dla którego wcześniej nie zgłosiłam molestowań. Miałam w sobie ogromne poczucie tego, że nikt mi nie uwierzy. Wyrastałam myśląc, że na problemy tego typu się nie reaguje, rodzice nie pokazali mi jak się przed tym chronić. Nie powiedzieli, że mam prawo i obowiązek z tym walczyć. Poddałam się. Czułam się brudna, miałam wrażenie, że moje ciało jest mi obce. Myślałam, że może tylko na to w życiu zasługuję i tylko po to jestem na tym świecie.

M: Gdzie szukałaś pomocy po tym, co się stało?

P: Z początku nigdzie, poddałam się totalnie, często płakałam. Chodziłam do psychologa. Z powodu problemu alkoholowego taty miałam wrażenie, że rodzice spychają temat na dalszy plan. To tylko potęgowało we mnie poczucie, że jestem tak beznadziejna, że tylko na to zasługuję.

W końcu trafiłam do pewnej chrześcijańskiej grupy, która bardzo mi pomogła. Zwierzyłam się tam jednej z kobiet i ona okazała mi wsparcie. W sumie to ona obudziła we mnie wolę walki o siebie.

M: A czy powiedziałaś o tym, co się stało, rodzicom?

P: O gwałcie nie dowiedzieli się do dziś. Chciałam mamie tego oszczędzić, dość miała problemów i zmartwień. Chciałam ją chronić. Wiem jednak, że przyjdzie taki dzień, że jej o tym powiem.

M: Mówiłaś, że myślałaś o tym, żeby popełnić samobójstwo. Czy kiedykolwiek podjęłaś próbę?

P: Tak, próbowałam zbyt mocno się ciąć, szukałam w garażu czegoś, na czym mogłabym się powiesić, szukałam leków, które mogłyby zabić… Ciągle jednak coś mnie powstrzymywało. Myślałam o mamie, bałam się, że to ją zniszczy. Poza tym gdzieś tam tlił się taki płomyk nadziei, że może to nie wszystko, że może będę jeszcze mieć wspaniałe życie. Byłam wtedy bardzo nieszczęśliwa i rozdarta. Z jednej strony chciałam zniknąć z tego świata i przestać cierpieć, a z drugiej rosło we mnie poczucie odpowiedzialności za ten świat, za ludzi, którzy tu zostaną.

M: Rozpoczęłaś walkę o siebie, musiałaś więc uwierzyć w to, że to jeszcze nie koniec, że jeszcze może być pięknie. Od czego zaczęłaś?

P: Najpierw przestałam się okaleczać. Pozwoliłam sobie uwierzyć w to, że nie jestem winna temu, co się stało. Mówiłam dość otwarcie o tym, przez co przeszłam.

Narodziny mojego pierwszego syna to był przełomowy moment. Zdawałam sobie sprawę, że skoro chcę, by mój syn był szczęśliwy jako dorosły człowiek, żeby kochał siebie i innych, to ja muszę kochać siebie. Bo jak inaczej mam Go nauczyć takiej miłości? Dużo czytałam, chodziłam na sesje coachingowe. Rozwijałam się.

M: A co z wiarą w ludzi?

P: Domyślam się, że po takich przejściach oczekuje się od ofiar, żeby nie ufały ludziom, żeby nienawidziły mężczyzn itd. Ale ja tak nie umiem. Wierzę w ludzi, ale też dużo od nich wymagam.

M: Jak się tego nauczyłaś? Na nowo ufać ludziom? Tyle razy cię zawiedli.

P: Przestałam uogólniać. Za to, co przeszłam, zaczęłam winić ludzi, którzy mnie skrzywdzili, a nie cały świat. Zaczęłam też zastanawiać się nad tym, co doprowadziło te osoby do takiego miejsca, w którym dopuszczają się takich rzeczy.

M: Nie czułaś nigdy potrzeby zemsty na tym chłopku?

P: Do pewnego momentu miałam takie myśli. W moim odczuciu ten, co mnie zgwałcił to był już dorosły facet, bo był pełnoletni. Kiedyś nawet myślałam o wynajęciu ludzi, którzy by go pobili czy cokolwiek, ale dojrzewałam w tej kwestii i zaczęłam uczyć się przebaczenia. Uznałam, że fakt, że wciąż żyję, to dowód mojego zwycięstwa i przewagi nad nimi. Uwierzyłam w to, że to oni są słabi. Momentami jest mi ich szkoda, jak musieli zostać potraktowani w życiu, że robią takie straszne rzeczy?

Wierzę też w to, że w życiu powielamy wzorce wyniesione z lat dziecięcych, dopiero gdy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia, to możemy przełamać te wzorce i świadomie decydować o tym, kim chcemy być i jakimi wartościami chcemy się kierować. Teraz wiem, jakim człowiekiem chcę być. Zemsta jest destrukcyjna, ja nie chcę niszczyć tego, co zbudowałam.

M: Wiem, że marzysz o założeniu organizacji, która pomagałaby ludziom, którzy przeszli w życiu przez podobne problemy.

P: Tak, bardzo bym chciała, bo wiem, że jest nadzieja. Na całym świecie molestowania i gwałty to problemy na ogromną skalę. I niestety ten temat wciąż wzbudza wiele kontrowersji lub jest bagatelizowany. Nie ma ośrodków, które prowadziłyby odpowiednie terapie dla ofiar, zwłaszcza jeżeli chodzi o dzieci. To są przestępstwa na tle seksualnym, bardzo ciężko mieć zdrową seksualność po takich przejściach. Trzeba stworzyć przestrzeń dla ofiar, do tego by mogły opowiedzieć swoją historię i być potraktowane poważnie, poczuć się bezpiecznie. Ten problem to nie tylko kwestia stresu pourazowego. Jest problem z akceptacją siebie, z wiarą, z dostrzeganiem piękna w swoim ciele, z seksualnością, erotomanią, uzależnieniami. To, co się dzieje z ofiarami sięga bardzo daleko, ale o tym się nie mówi.

M: Jak teraz wygląda Twoje życie?

P: Skłamię, jeżeli powiem, że jest idealnie, wciąż wiele się uczę, szukam odpowiedzi. Jednak jestem szczęśliwa i kocham życie, bardzo chcę żyć. Mam wspaniałego męża, który bardzo mnie wspiera, 4 miesiące temu urodziłam drugiego synka. Cały czas chcę się rozwijać, mam mnóstwo marzeń i planów. Planuję napisać książkę, może nawet kilka. Obecnie idę na studia. Pracuję, jestem makijażystką i to jest dla mnie ogromnym sukcesem, bo praca jest jednocześnie moją pasją, a ponadto motywuje mnie to do szukania piękna w ludziach.

M: To wszystko brzmi wspaniale. Jestem pod wrażeniem. Jesteś bardzo silną kobietą.

P: Kiedyś usłyszałam, że nie widać po mnie, że przeszłam takie rzeczy. Czasami niektórzy myślą, że jestem zbyt szczęśliwa jak na takie przejścia więc pewnie kłamię. Ale ja po prostu nauczyłam się kierować moją energię na dobre rzeczy, a nie destrukcyjne. Chcę tworzyć, nie niszczyć.

M: To bardzo imponująca postawa.

P: Jeżeli pomogę swoim życiem i przykładem choć jednej osobie to uznam, że było warto walczyć. Warto przede wszystkim dla siebie.

M: Twoje życie jest dowodem na to, że warto! Dziękuję Ci za tą rozmowę, za odwagę i za tyle pozytywów.

P: Ja również dziękuję. Dużo mi dała możliwość opowiedzenia swojej historii.

Po przeczytaniu wstępu powinniście umieć sobie wyobrazić, jakie było moje zaskoczenie. Okazało się, że historia Patrycji to nie tylko historia o krzywdzie i bólu. To historia przede wszystkim o sile! A takie historie są bardzo ważne.

Patrycja tryska optymizmem. Opowiedziała mi swoich orzejściach i zapewne każde wspomnienie rzeczy, o których mówiła wywoływało ukłucie w sercu, a i tak czuło się ten optymizm. Patrycja opowiedziała bardzo ważną historię. Pokazała, że nie warto do końca życia stać na pozycji ofiary, bo to nas nigdzie nie zaprowadzi. Ona z tej pozycji wyszła i w swoje miejsce postawiła ludzi, którzy ją skrzywdzili.

Nie ma nic piękniejszego, jak oglądać siłę i determinację do tego, aby upiększyć swoje życie. Patrycja należy do osób, które swoja tragedię potrafią przekuć w coś pozytywnego nie tylko dla siebie, ale i dla innych. Nie sztuką jest usiąść i do końca życia płakać nad swoim losem. Sztuką jest zobaczyć światło w tunelu, sztuką jest znaleźć siłę i wstać. I wreszcie sztuką jest wyprostować to, co zostało doszczętnie złamane i zacząć tworzyć dla siebie lepszy świat!

Pozostałe wywiady z serii Chlebożercy znajdziesz tutaj

  • zielonamalpa.blog.pl

    Zazdroszczę Patrycji siły do życia. Szkoda, że wynika ona z tak traumatycznych przeżyć.
    Mam nadzieję, że uda się jej stworzyć organizację, która niejednej osobie pomoże.

    • Ja też mam taką nadzieję i mocno trzymam kciuki :)

  • Najwięcej siły dają traumatyczne przeżycia.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
historia o lesbijstwie
Opowiedzieć wam niezłą historię?

Tytuł kłamie. Historia nie będzie niezła w żadnym tego słowa znaczeniu. Zaczęłam tak, bo w taki właśnie sposób zaczepił mnie...

Zamknij