hand-447040_1280
CHLEBOŻERCY,

Nie jestem bohaterem, to instynkt.

Ilu z nas bez zastanowienia rzuciłoby się na pomoc człowiekowi, uwięzionemu z płonącym samochodzie? Lubię myśleć, że większość, jednocześnie jednak odczuwam obawę, że mogłabym się zawieść…również na sobie samej.

”Nie jestem bohaterem” – mówi mój rozmówca, który…nie wie, co mówi! Zapraszam na wywiad z Robertem.

Mira: Witam i dziękuję, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Czy możesz w dwóch zdaniach przedstawić się czytelnikom?

Robert: Mam na imię Robert, mam chyba 37 lat, nie jestem pewien (śmiech) i uczę ludzi jeździć samochodem.

M: Czy zawsze zajmowałeś się właśnie tym?

R: Nie. Wcześniej przez 12 lat jeździłem ciężarówką, a w Polsce miałem swoją firmę transportową.

M: Czyli zawsze pracowałeś za kółkiem?

R: Tak, przez większość czasu.

M: Zanim przejdę dalej, powiedz mi, proszę, kim według Ciebie jest bohater?

R: Bohater, to człowiek, który świadomie, powtarzam, świadomie, potrafi zaryzykować, poświęcić zdrowie lub życie, ratując innych i robić to bezinteresownie.
Całe życie za bohaterów uważałem ludzi broniących i ginących za naszą ojczyznę w czasie II wojny światowej. Nie tylko tej wojny, jednak okres II wojny światowej jest mi wyjątkowo bliski.

M: Jeżeli większość swojej doby spędzasz za kierownicą, to zapewne często widzisz wypadki drogowe, prawda? Jak myślisz, ile razy mijałeś je na swojej drodze?

R: Dużo. W Polsce więcej, wiadomo, w Anglii trochę mniej, w tym trzy bardzo poważne,  przy których pomagałem, dwa tutaj w Anglii i jeden w Polsce.

M: Czyli zrobiłeś to więcej niż raz?

R: Tak, tak.

M: Czy możesz opowiedzieć o pierwszym wypadku, przy którym komuś pomagałeś?

R: To było chyba wtedy, gdy jechałem do Częstochowy. Jechałem ciężarówką i była mgła. Na naszej drodze był wypadek, poszliśmy zobaczyć, co się stało. W Polonezie była prawdopodobnie matka z synem, ale nie jestem pewien. Ta kobieta prosiła o pomoc, a chłopak był całkowicie niekontaktowy. Próbowaliśmy wyciągnąć ich z tego samochodu, ale auto było dość mocno zmasakrowane, także staraliśmy się, żeby nie uszkodzić tych ludzi jeszcze bardziej. Wezwaliśmy pomoc i czekaliśmy na pogotowie. Z tą kobietą cały czas rozmawialiśmy, chłopak był nieprzytomny, więc tylko trzymaliśmy mu głowę w górze. I to w sumie tyle. To był bardzo poważny wypadek i nie wiem, czy ten chłopak przeżył. Gdy już znalazł się w karetce,  w ogóle nie odjeżdżali, tylko tam stali, więc nie wiem, czy udało się go uratować.

M: Ile miał lat?

R: Nie wiem, może z 20.

M: A wypadek, przy którym pomagałeś tutaj w Anglii? Czy możesz mi to opowiedzieć?

R: Jechałem do pracy w sobotę rano i nagle przed sobą ujrzałem jakiś pożar, jakieś ognisko. W pierwszej kolejności pomyślałem, że ktoś pali jakieś śmieci na poboczu, ale wszyscy zaczęli zwalniać, dwóch kierowców przede mną się zatrzymało i wyskoczyli z samochodu, więc ja też wyszedłem, żeby zobaczyć, co się dzieje. Okazało się, że w rowie palił się samochód. Stanęliśmy tam wszyscy trzej, ale nie było czasu, żeby się zastanawiać, nawet ze sobą nie rozmawialiśmy, tylko podbiegliśmy do samochodu i próbowaliśmy wyciągnąć z niego kobietę. Tutaj chciałem zwrócić uwagę wszystkim kierowcom żeby nie siedzieli blisko kierownicy, bo tej pani nie szło wyciągnąć z auta. Miała na oko 60 lat i siedziała tak blisko kierownicy, że nie dało się nawet włożyć ręki, żeby odpiąć jej pasy. Wszedłem do samochodu od tyłu i wtedy udało mi się odpiąć pasy, w międzyczasie z samochodu wyciągnęliśmy psa, który był w środku. Gdy już ją odpiąłem, zaczęliśmy ją wyciągać, co nie było łatwe, bo siedziała tak blisko kierownicy, ale gdy w końcu się udało, to jej nogawki już do połowy były spalone, więc dosłownie wydostaliśmy ją w ostatniej chwili. Odciągnęliśmy kobietę na bezpieczną odległość od samochodu i gdy obróciłem się za siebie, to samochód w środku cały już się palił.

M: Czyli spadliście tej kobiecie z nieba w ostatniej chwili!?

R: Tak udało jej się. Z tego, co się dowiedziałem później z telewizji i z internetu, nie doznała ona żadnych większych obrażeń, a jechała Oplem Corsą i zderzyła się z ciężarówką, więc możesz sama zobaczyć, jakie miała szczęście.

M: Kim były te dwie pozostałe osoby, które razem z Tobą pomagały tej pani?

R: To byli przypadkowi kierowcy, kobieta, która była z jednym z nich, zadzowniła na pogotowie, ale nie była z tamtej okolicy i nie potrafiła wyjaśnić, gdzie się znajduje, więc jeszcze poinformowałem pogotowie, gdzie dokładnie jesteśmy i w zasadzie na tym się skończyła moja pomoc. Później wsiadłem do samochodu i odjechałem, bo miałem zaplanowane lekcje.

M: Kiedy zorientowałeś się że to, co się paliło, to nie były śmieci, tylko samochód, co Ci pierwsze przyszło do głowy? O czym pomyślałeś?

R: Generalnie odkąd skończyłem 15 lat, byłem strażakiem w ochotniczej straży pożarnej i…

M: Naprawdę byłeś strażakiem?

R: Tak, nie wiedziałaś o tym? (śmiech). Skończyłem  Szkołę Główną Służby Pożarniczej. Więc z reguły no…człowiek nie zastanawia się, po prostu idzie pomóc innej osobie. Przynajmniej tak mi się wydaje.

M: Czy bałeś się podejść do samochodu, który po prostu płonął i czy myślałeś w tamtej chwili o swojej rodzinie?

R: Nie, o rodzinie pomyślałem dopiero później, gdy zrelacjonowałem to wszystko moim znajomym, albo już w momencie, kiedy mijałem na swojej drodze karetkę jadącą właśnie to tego wypadku. Chyba dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z powagi tego, co się stało. Muszę przyznać, że byłem troszeczkę roztrzęsiony po tym wszystkim i nie mogłem się skupić, ale w momencie całego tego wypadku, to była dosłownie chwila, to był chyba instynkt niesienia pomocy drugiej osobie. Dopiero gdy  emocje opadły, to pomyślałem sobie, że ponieważ mam syna, to gdyby ten samochód wybuchł, kiedy byłem w środku, to byłaby trochę niedobrze.

M: Myślisz, że to rzeczywiście jest instynkt? Bo jestem pewna, że jest wielu ludzi, którzy jednk by tego nie zrobili.

R: Nie wiem. Ja nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co mogło się stać mnie samemu na przykład. Kiedy byłem strażakiem, też brałem udział w pożarach, wchodziłem do palących się lasów i wtedy też nie zastanawiałem się nad tym. W momencie wypadku człowiek racjonalnie chyba nie myśli. Myślałem trzeźwo, w sensie, myślałem jak pomóc tej osobie, ale racjonalnie o sobie raczej się nie myśli w takich chwilach. To wszystko jest związane z tą adrenaliną, która pojawia się w takich sytuacjach. Myślałem na przykład, że wyłamałem drzwi w tym samochodzie, a okazało się, że to były jakieś krzaki, był taki hałas, więc tak to działa. Jak taki porządny zastrzyk adrenaliny. Później jednak, kiedy ta adrenalina opadła, pojawiła się jednak obawa, głównie o to, że mogłem stracić własne życie, ale to też jakby nie dotyczy mnie bezpośrednio, tylko myślałem o moim synu.

M: Bałeś się? Bałeś się, kiedy zdałeś sobie sprawę, że ten samochód pali się w środku?

R: Nie pamiętam czy się bałem o siebie, na pewno bałem się bardziej o tą osobę, która  w nim była.

M: A przyszło Ci do głowy, że ten samochód może w każdej chwili wybuchnąć?

R: Dopiero później, gdy już odjechałem z stamtąd, pojawiła się taka myśl.

M: Wiem, że pisali o tym wypadku w gazecie. Czytałeś ten artykuł?

R: Żona przyniosła z pracy tą gazetę i tak, czytałem to.

M: I co myślałeś wtedy o sobie?

R: Nie mam naprawdę żadnych odczuć w związku z tym. Kobiecie na szczęście nic  się nie stało. Miło mi było, że babka przeżyła, chociaż tak naprawdę byłem na nią wkurzony, bo siedziała tak blisko tej kierownicy. Jest to bardzo duży błąd, kiedy się prowadzi samochód.

M: No w końcu jesteś instruktorem, więc takie rzeczy wiesz najlepiej.

R: Tak i dlatego byłem trochę zły, wiadomo, wypadek może się zdarzyć każdemu, ale jak już ktoś siedzi tak blisko, to jest pomyłka! Przekaż to wszystkim kierowcom (śmiech).

M: Dobrze, przekażę. A czy po tym wszystkim miałeś jakiś kontakt z tą kobietą? Czy miała okazję Ci podziękować?

R: Podziękowała nam za pośrednictwem gazety. Ona oraz główny komendant tamtejszej straży pożarnej. Powiedział, że gdyby nie nasza pomoc, to kobiecie by się nie udało,  nie zdążyliby przyjechać na czas. Aczkolwiek, gdybym miał z nią kontakt, to na pewno bym jej powiedział o tej kierownicy!

M: To jest naprawdę godne podziwu, nie jestem pewna, czy każdy na Twoim miejscu zareagowałby właśnie tak.

R: Może i nie, pewnie są tacy, którzy staliby i patrzyli, a są tacy, którzy zrobiliby dokładnie to samo. Ja całe moje życie starałem się właśnie tak postępować. Pomagałem, gdy była taka potrzeba.

M: Gdy wracasz pamięcią do tych wydarzeń, kiedy próbowałeś komuś pomóc, lub w rzeczy samej pomogłeś, tak jak tej kobiecie z wypadku, czy czujesz dumę?

R: Nie. Nic nie czuję.

M: Czy uważasz się za bohatera?

R: Nie. Nigdy nie czułem się bohaterem. To było po prostu naturalne.

M: Dlaczego? Ustaliliśmy przecież, że pewnie nie każdy  by tak postąpił?

R: Nie wiem. Większość moich znajomych postąpiłaby napewno tak samo.

M: Masz wspaniałych znajomych!

R: Mam nadzieję! I mam nadzieję, że jak będę się palił w aucie, to mnie wyciągną (śmiech).

M: Tylko nie zapinaj się blisko kierownicy! Powiedziałeś wcześniej, że po wypadku, gdy poziom adrenaliny opadł, czułeś obawę, że mógłbyś osierocić syna. Czy miałeś wobec tego żal do siebie, że tak ryzykowałeś? Czy jeśli by się to zdarzyło znowu, jutro, pojutrze, zachowałbyś się inaczej?

R: Zachowałbym się dokładnie tak samo, tak mi się wydaje.

M: I nadal twierdzisz, że nie jesteś bohaterem?

R: Tak. Powiedziałem wcześniej, że bohater, to ktoś, kto poświęca się dla innych świadomie. To co ja zrobiłem, raczej nie było bohaterstwem, lecz działaniem pod wpływem chwili i adrenaliny. Gdy emocje opadły, już nie byłem taki bohaterski, aczkolwiek myślę, że w podobnych sytuacjach będę podobnie reagował.

M: Bardzo Ci dziękuję, że poświęciłeś mi trochę czasu. Mam ostatnie pytanie, kompoletnie nie w temacie, ale zadałam je wcześniej, więc zadam i Tobie, bo odpowiedzi dalej nie ma. Kto jest ojcem dziecka kangurzycy z „Kubusia Puchatka”?

R: To ona miałam dziecko? No jakiś kangur.

M: Ale tam nie ma żadnego kangura!

R: Pewnie wyjechał do Anglii do pracy!

I to tyle, moi drodzy. Byłam pod wrażeniem, rozmawiając z bohaterem, który nawet nie wie, że nim jest.

  • Lubię ten cykl wywiadów i póki co ten wywiad jest moim numerem jeden. Zastanawiam się czy udałoby mi się w takim momencie skupić tylko na ofierze, a nie na tym co ja mogę stracić i obawiam się, że zwyciężyłby egoizm. Fajnie, że są ludzie tacy jak ten człowiek.

    • Mira Faber

      Mnie też to przeraża, że gdyby doszło co do czego, pokierowałabym się czymś innym… choć nikt z nas nie wie, jakbyśmy zareagowali, dopóki nie znajdziemy się w takiej sytuacji.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
sexy-439053_1280
Silikonowe cycki mnie nie kręcą

-Ile razy powiększałaś sobie biust? -Nie wiele, może z trzy…za to od botoksu jestem już uzależniona, ale nie widać tego...

Zamknij