74499_4077
CHLEBOŻERCY,

„Jestem chamskim bydlakiem” – na pewno?

Pana Bogumiła poznałam w pracy. Gdy weszłam do jego domu i zamieniłam z nim kilka słów, od razu zrodziła się niewyjaśniona sympatia do tego człowieka. 54-letni, drobny mężczyzna, który ma to do siebie, że wali prosto z mostu to, co ma do powiedzenia. Poznałam w ogromnym skrócie jego historię i nigdy nie wyleciała mi ona z pamięci. To było niecały rok temu, kiedy ten blog dopiero powstawał. Dom był urządzony bardzo skromnie i potrzebował solidnego remontu. Dziś dom jest pięknie odświeżony, na podłogach błyszczy parkiet a w ogródku rosną wyhodowane przez pana Bogumiła pomidory i sałata. Zapraszam i Was w jego skromne progi.

Mira: Panie Bogumile, jaki jest pana sposób na życie?

Bogumił: Być twardym, nie poddawać się.

M: Co to znaczy „być twardym”?

B: Wiadomo, że życie nie jest usłane różami. Jest brutalne i chamskie, ale trzeba je brać takim, jakie jest. I trzeba mieć do niego odpowiednie podejście. Mimo że w życiu nam ciężko, to z uśmiechem na twarzy trzeba brnąć do przodu.

M: Skąd się wzięło u pana takie przekonanie?

B: Taki byłem już od młodych lat. Nigdy nie brałem sobie problemów na głowę. Nie podchodziłem do ciężkich problemów w sposób: „O rany!, nie daję rady, poddaję się!”. Nie zrobię czegoś dzisiaj, zrobię to jutro.

M: Jak to się w panu zrodziło? Czy to zostało panu wpojone przez kogoś, czy nauczył się pan tego metodą prób i błędów? Czy może z takim podejściem do życia pan się już urodził?

B: Zawsze mama z siostrą mi powtarzali: „na księcia nie wyglądasz, jesteś chamskim bydlakiem”. I tak to jakoś we mnie gdzieś zostało. Nie przyjmuję na siebie problemów z takim nastawieniem, że zaraz się poddaję, załamuję, nie daję rady.

M: Dlaczego mama z siostrą tak o panu mówiły?

B: Moja mama i siostra to są takie księżniczki bardziej. Ja mam charakter po ojcu. Mój ojciec był twardzielem, przeżył okupację, wojnę. Zawsze twierdzono, że idę po trupach do celu. I jeżeli mam zamiar coś wykonać, a po drodze sprawy się komplikują, wtedy robię się chamski. Gdzie kultura, tam kultura, a gdzie mi nie wychodzi i mam pod górkę, to tam staję się chamskim bydlakiem.

M: Powiedział pan, że życie jest brutalne i chamskie. W jaki sposób pana doświadczyło?

B: Zaczęło się już w szkole. Nawet jak umiałem na piątkę, dostawałem tróję. Nauczyciele twierdzili, że w życiu nic dobrego mnie nie spotka. Nie wiem, czy stwierdzali tak, tylko patrząc na mnie, czy moje podejście do życia już wtedy było widoczne. Mówili, że skończę w kryminale, z dożywotką albo karą śmierci (śmiech).

M: Był pan niegrzeczny?

B: Aniołkiem nie byłem. Wtedy stwierdziłem, że skoro wszyscy mnie mają za takiego najgorszego, to ja im pokażę, na co mnie stać. Po zawodówce zacząłem pracować na kolei i tam bardzo mi się podobało. Kochałem kolej. Ggy w podstawówce uciekałem ze szkoły, to zawsze właśnie tam. Obserwowałem pociągi godzinami. Bardzo mile wspominam tamten okres w moim życiu, mimo że bywało bardzo ciężko. Nadeszły czasy, kiedy kolej zaczęła pozbywać się wielu pracowników i ja miałem tego pecha, że po tylu latach wylądowałem na bruku. Życie jest brutalne, ale nie można siąść, załamać rąk i płakać, bo to nic nie da. Brnąłem do przodu, zacząłem kombinować, otworzyłem handel, cały dolny Śląsk objechałem  wzdłuż i wszerz i jeszcze w poprzek, handlowałem też na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. I wtedy zauważyłem, że jak się chce to się da. Są problemy, owszem, małe i wielkie, ale jest też jedna prawidłowość. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Jak poczekasz, to problemy prędzej czy później same się rozwiążą. Nie da się dzisiaj, poczekaj, jutro spojrzysz inaczej.

M: Co było dalej?

B: W 2005 roku wyjechałem do Anglii po raz pierwszy. Gdy po kilku miesiącach wróciłem do Polski, wykryto u mnie raka. Pamiętam, że właśnie wtedy przyszedł do mnie kumpel, że nie ma za co żyć, że musi wyjechać i prosił, żebym mu pomógł tam w Anglii się odnaleźć. Stwierdziłem, że rak może poczekać, zawiozłem go to tej Anglii i wskoczył na moje miejsce w pracy. Wracając do Polski, ważyłem 28 kilogramów, na pachwinie miałem guza wielkości kurzego jajka. Kilka miesięcy później przeszedłem operację. Pamiętam, że gdy otworzyłem oczy zaraz po, to pomyślałem „Rany boskie! Żyję!”. Stwierdziłem, że skoro przeżyłem, to już będę żył, poprosiłem o kawkę i papierosa. I żyję do tej pory.

M: Było ryzyko, że pan nie przejdzie przez tę chorobę?

B: Tak. Gdy poszedłem do lekarza przed operacją, powiedziałem, że nie nie jestem małym chłopczykiem i żeby walił prosto w oczy, co ma do powiedzenia. Powiedział, że to nowotwór i że z tym bywa różnie. Pamiętam, gdy położyli mnie na stole tuż przed operacją, nachyliła się nade mną pani anestezjolog. Widziałem jej dekolt, więc powiedziałem: „Bardzo ładne masz piersi, rozepniesz jeszcze jeden guzik?”. Odpowiedziała: „Tobie śmierć w oczy zagląda, idziesz do piachu a tobie się jeszcze cycki marzą?”. Guzika nie rozpięła, położyła mi maskę na twarz, a ja nie wiedziałem, czy się jeszcze obudzę. Obudziłem się. Pamiętam, że przyszła ta babka do mnie później i powiedziała: „Cieszę się, że żyjesz”. Powiedziałem jej tylko, że cieszyłbym się, gdybym te jej cycki zobaczył wreszcie (śmiech).

M: Wyszedł pan z choroby nowotworowej. Co się działo dalej?

B: Zachorowała moja żona, też na raka. Gdy ją zdiagnozowano, rak był w trzech miejscach, później już w sześciu. Gdy sam byłem chory, poznałem wielu lekarzy, z wieloma przeszedłem na „Ty” i gdy zachorowała moja żona, szukałem u nich pomocy, ale ona nie chciała. Nie chciała pomocy. Wiedziałem już, że idzie do piachu, nie dała sobie pomóc. Położyła się pewnej nocy do łóżka, a rano obudziłem się koło martwej żony.

M: Jak pan to przeżył? Musiało być ciężko.

B: Tak, ale nie załamałem się. Umarła mi żona, zostałem sam z dwójką dzieci, mimo to nie załamałem się. Wtedy okrzyknięto mnie chamskim skurwielem. Bo powinienem się był załamać i walić głową o beton. Ja tego nie zrobiłem.

M: I wtedy pan wyjechał do Anglii na stałe. Co pana do tego zmusiło?

B: Bieda, po prostu. Nie chciałem tak żyć, miałem dwie nastoletnie córki, jedna miała wtedy 12 druga 14 lat. Stwierdziłem, że muszę zrobić coś, żeby poprawić warunki ich życia, chciałem dać im wykształcenie, stworzyć dla nich dom i doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie wyjechać. Wyjechałem najpierw sam, bardzo płakały, bo bały się, że je zostawię. Zostały wtedy ze swoją ciotką. Przyjechałem po nie dwa miesiące później.

M: Jak wyglądały wasze początki w Anglii?

B: Przyjechałem sam w Maju 2013 roku. Wszyscy, którzy mnie znali z poprzedniego pobytu, byli w szoku, że jestem, że wróciłem, że żyję w ogóle, bo gdy wyjeżdżałem zżerany przez raka, to wszyscy na mnie krzyż położyli. W Lipcu ściągnąłem córki i wtedy zaczęły się problemy. Nie miałem gdzie mieszkać, nikt nie chciał wynająć pokoju facetowi z dwójką dzieci. Spaliśmy na podłodze w salonie u zaprzyjaźnionej rodziny. Doszedłem do takiego momentu, kiedy stwierdziłem, że muszę wydębić mieszkanie socjalne, nie mam wyjścia. I powiedziałem sam sobie i wszystkim dokoła, że w rok zdobędę dom. Polacy wytykali mnie palcami, mówili, że jestem najgorszym imbecylem, jakiego ziemia nosiła. Poszedłem do urzędu i usłyszałem, że na mieszkanie to nie mam co liczyć. Zrobiłem się chamski i nieprzyjemny. Pani wyrzuciła mnie z biura. Na drugi dzień zadzwoniła i powiedziała, żebym cierpliwie czekał. I wtedy stało się coś, co chyba przyniosło mi szczęście w tym wszystkim.

M: Co takiego się wydarzyło?

B: Były Święta Bożego Narodzenia, później Nowy Rok, a mnie się kasa skończyła, byłem pusty jak bęben. Nie miałem nic, a wypłatę miałem dostać dopiero za dwa dni. Poszedłem do polskiego sklepu i podszedłem to Rosjanki, która tam pracuje. Zapytałem, czy dałaby mi do jutra na krechę jakiś chleb i pasztetową. Wyciągnęła z portfela £5 i dała mi. W dniu, w którym dostałem wypłatę, poszedłem jej oddać te pieniądze a ona powiedziała, że absolutnie, że to był prezent, bo ona jeszcze nigdy w życiu nie widziała, żebym w sklepie kupował, piwo, wódkę czy wino, tylko zawsze jedzenie dla dziewczyn. Anioł jakiś w tą ruską wstąpił i od tamtej pory zaczęło mi się szczęścić. Życie przyspieszyło tempa.

M: Ale wciąż spał pan na podłodze.

B: Tak, ale jeszcze w styczniu dostałem miejsce w motelu dla ludzi bezdomnych, gdzie zamieszkałem wraz z córkami. Dwa miesiące męczarni, wszy, pchły. Po dwóch miesiącach przenieśli nas do mieszkania zastępczego, tam było to samo, ale pomyślałem, że skoro tak ma wyglądać droga do mojego domu, to dobra, nie odpuszczę, wytrzymam. W maju 2014 roku, równo rok od mojego przyjazdu odebrałem klucze do przyznanego mi domu socjalnego.

M: Czyli było tak, jak pan założył, kiedy upierał się pan, że w rok dostanie dom.

B: Tak, minął dokładnie rok.

M: Nie bał się pan przyjechać tu z córkami w momencie, kiedy nie miał pan nic?

B: Nie. Wiem, że może postąpiłem trochę brutalnie, ale chciałem być z nimi. Wszyscy mi mówili, że jestem popieprzony i że powinni mnie zamknąć w wariatkowie. Nie wyobrażałem sobie jednak siebie bez nich. A one też się muszą uczyć życia. Biedę klepać mogłem w Polsce, ale wiedziałem, że jeżeli chcę zapewnić im dom, dać im porządne wykształcenie, to łatwiej będzie tutaj więc wyjechałem i tyle.

M: Córki nie miały panu za złe, że pan je tu przywiózł?

B: Na początku były złe. Teraz za nic nie chcą do Polski wracać.

M: Dostał pan to, o czym pan marzył, czyli dom dla siebie i dzieci. To wspaniale.

B: Tak, ale ten dom to była istna ruina. Pamiętam, jednak że mało mnie to wtedy obchodziło. Miałem łzy w oczach, gdy mówiłem do siebie „to będzie moje!”. Pomyślałem, że mam jeszcze na tyle siły, że postawię ten dom na nogi. I powoli mi się to udaje.

M: Czy zdarzyło się w pana życiu kiedyś coś, co jednak pana złamało? Czego nie mógł pan udźwignąć?

B: Pierwszy związek nieudany, powrót do domu, zaczynanie od zera. Drugi związek nieudany, powrót do domu, zaczynanie od zera. Trzeci związek poszedł do piachu, wyjechałem do Anglii, zacząłem od zera. Tyle razy w życiu zaczynałem od kompletnego zera i dawałem radę, musiałem. Matka zmarła mi na rękach. To też mnie nie złamało, bo wiedziałem, że po to się rodzimy, żeby kiedyś umrzeć. Tak musi być. Było kilka sytuacji podbramkowych w moim życiu i wiem, że gdybym miał słaby charakter to bym nie przeszedł przez to.

M: Jak pan sobie radzi, sam z dwiema nastoletnimi córkami?

B: Jest bardzo ciężko. Jest ciężko. Ale muszę sobie radzić. Może poznam jeszcze kiedyś jakąś kobietę i ułożę sobie życie. Powiem pani, że czuję, że moja gwiazdka jeszcze nie rozbłysła tak do końca. Te moje „pięć minut” jeszcze nie nadeszło.

M: Jestem przekonana, że będzie Pan miał jeszcze swoje „pięć minut”. Z pana nastawieniem i wiarą nie może być inaczej. I z całego serca życzę panu wszystkiego co najwspanialsze w życiu. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Pan Bogumił mówi o sobie, że jest chamskim bydlakiem. Na ile jest to kwestia dorastania w takiej opinii na swój temat, a na ile jego przekonanie, nie jestem pewna. Wiem jedno. Są ludzie, którzy podobne słowa wyrzucają z siebie w kierunku innych z ogromną łatwością. Bo nie dałeś się złamać, bo nie lamentujesz nad grobem ukochanej żony, bo…nie boisz się życia. Ja widzę w tym sympatyczny panu jedynie determinację, wiarę, siłę, zaparcie i serce, które każe mu dbać o najbliższych. Pan Bogumił bierze życie za rogi, kopie je po tyłku, kiedy trzeba, nie kładzie się na wietrze i do tego wszystkiego hoduje pomidory. Czasem marzę o takiej odwadze, czasem wierzę, że też taką mam, choć usiąść w kącie i lamentować nad swoim losem jest zdecydowanie łatwiej i taka postawa  jest niekiedy bardzo kusząca.

 

 

  • Bardzo inspirujący wywiad i pozdro dla fightera, Pana Bogumiła :)

    • Mira Faber

      Dziękuję i pozdrowienia przekażę :)

      • ~irena

        Witam ,jestem mamą 6 dzieci czytając ten artykul az się poplakalam ,gdyż ja sama przeszłam tez ciężkie chwile .Mąz mój zginąl w wypadku a ja zostałam z 6 dzieci -gdzie najmlodsza maiala 2 miesiące a najstarsza 15 lat ,wiem co się czuje w tak ciężkich chwilach i zawsze jest pod gorkę ,zawsze są jakies problemy i przeszkody na drodze ,ale nie poddalam się i zawsze walczyłam i glowa do góry – co ja nie dam rady – dla dzieci i dzięki dzieciom jesteśmy silniejsi.TERAZ SĄ JUZ DUZE DZIECI I DOBRZE SIE UCZĄ ,DOSTAJĄ STYPENDIA ZA NAUKĘ A LUDZIE ZAZDROSZCZĄ ZE MAM DOBRE DZIECI ALE TO BIEDA UCZY TEGO ZEBY YC SILNYM I NIE DAC SIĘ,POZDRAWIAM

        • Mira Faber

          Grtauluję Pani wytrwałości i siły i cieszę się, że teraz może Pani czerpać dumę ze swych dzieci. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

    • ~Internautka

      Dzięki za ten tekst, niesamowicie pozytywny. Takiej walki , takiej determinacji ludzie po prostu innym zazdroszczą bo ciężko w sobie wydobyć minimalne pokłady chcenia a co dopiero takiej heroicznej , okupionej cierpieniem walki z nastawieniem ” mogę” Dla mnie tacy ludzie to bohaterowie dzisiejszych czasów i trzymam za ich powodzenie kciuki . Nie mówią ” należy mi się jak psu kiełbasa ” boi nic nikomu się nie należy ,walczą z czołem wysuniętym do przodu. Życzę w te święta spełnienia wszystkiego dla tego Pana B.

      • Mira Faber

        Dzikuję w imieniu Pana Bogumiła i pozdrawiam serdecznie.

  • ~Pani S.

    Lubię ludzi, którzy walczą, choć rozumiem, że w życiu zdarzają się momenty, kiedy siedzi się w czarnej dziurze i nie widzi się wyjścia. Chodzi o to, żeby to nie trwało za długo. Z drugiej strony niebezpieczna jest sytuacja, kiedy walcząc, zapominamy o wrażliwości, zaskorupiamy się szczelnie. Jak zwykle najlepiej jest balansować gdzieś pośrodku.

    • Złoty środek pewnie jest najlepszy, ale i najtrudniejszy do osiągnięcia.

  • Pan Bogumił to chyba doskonały przykład człowieka, który sobie wszystko wywalczył. Naprawdę duży szacunek.

  • Bo w życiu nie ważne jak mocno potrafisz uderzać, a ile ciosów potrafisz przyjąć i iść dalej. Szacunek dla Bogumiła

    • Nie sztuką jest upaść. ZSztuką się dźwignąć i iść do przodu.

  • Od razy przypomniał mi się Bogumił z filmu „Noce i dnie” (powieści nie udało mi się przeczytać, chociaż była lekturą szkolną).

    • Niestety, nie pamiętam nic :)

      • ~Beata

        To koniecznie obejrzyj film

  • ~artur

    Ja płacze jak bobr bo jestem w podobnej sytuacji ale nie mam siły i determinacji pana Bogumiła.

    • ~arti

      Trzymaj się ciepło i nie daj się.

      pozdrawiam serdecznie

    • ~Jagoda

      Artur, chętnie porozmawiam z Tobą ………

    • Mira Faber

      Być może nie potrafisz jej jedynie odkryć u siebie. Czy mogę w jakiś sposób pomóc?

  • ~CzzK

    A MNIE SIĘ BARDZO SMUTNO CZYTA TAKIE TEKSTY….ukryta apoteoza cierpienia + popieranie walki- życie to walka , życie to nie bajka, trzeba walczyć, walczyć walczyć jaka to odwaga…jaka odwaga? Modne podejście i tyle- dla mnie odwagą (nie ujmując nic temu panu) jest umieć się szczerze i życzliwie uśmiechnąć do obcego i uronić publicznie łzę na grobie zony….nie zabić w sobie uczuć mimo że wszyscy niemal to obecnie obśmiewają….bo to niby jest słabość.
    Nie słabość – uleganie trendom to jest słabość, zakładanie masek żeby być takim jacy się innym podobają to jest słabość, nie umieć się przyznać przed sobą, ze w czymś się nawaliło i nie da się rady czegoś zrobić- naobiecywać i nie dotrzymać a opowiadać na ten temat wielkie androny – to jest słabość.
    Moda na niełamliwego bierze się z sytuacji nędzy i zagrożenia – szkoda że obecnie stać nasze społeczeństwo tylko na taką modę……i miażdżymy tak wiele wartości, które niesie nie sobą posiadanie wolnej, niezawisłej duszy…:)
    Pozdrawiam optymisto-realistów-POMIMO z wyboru:)

    • Mira Faber

      Smutno się czyta, bo trochę bez rozumienia. Pan Bogumił jest orzemiłym człowiekiem, jest życzliwy i uśmiechnięty. Co nie przeszkadza mu w tym, że idzie twardo do przodu. Jeżeli chodzi o żonę, nie powiedział, że nie uronił ani jednej łzy, tylko że go to nie złamało. To nie to samo. Ja również pozdrawiam.

      • ~CzzK

        :) Nie oceniałam Pana Bogumiła- tylko sytuacje- SMUTNO…ze tzw życie kreuje takie sytuacje i tak eliminuje inne wzorce jak tylko te „twarde= niełamliwe, żeby nie wiem co”. Rezultatem jest np prześladowanie ludzi o subtelnej naturze i próba nastawiania ich na siłę silnych na, mimo, ze otwarcie społeczeństwo deklaruje tolerancję. Jest to niestety uzasadnione naszą biedą o ogólnym brakiem poczucia bezpieczeństwa. To głębszy temat i szerszy – na pewno lepiej zrozumiemy przykazany sens SMUTKU, skoro już wiemy że to nie była tępa „hejterska” krytyka:)
        Wiem co to walczyć, ale…że tak to ujmę…walczę o prawo bycia silnym inaczej niż ogólna moda oczekuje. w skrócie – aby „inni” mieli prawo do życia. Tylko tak wg mnie możemy się nazywać sinymi i cywilizowanymi a nie gdy szanujemy tylko tych, którzy przetrwali najgorsze pomimo.
        …Obyś żył w ciekawych czasach;) CZEMU TO JEST PRZEKLEŃSTWEM?
        Pozdrawiam:)

        • Mira Faber

          Nie odebrałam Twojego komenatrza, jakko hejterską krytykę :). Zgadzam się z tym co piszesz teraz, społeczeństwo i ludzie potrafią być okrutni, niezależnie od tego jaką postawę prezentujesz. I to rzeczywiście jest smutne. Pozdrawiam serdecznie.

          • ~CzzK

            a ja się zgadzam z tym, ze trzeba umieć wypracować sobie przy takiej wrażliwości mechanizm obronny, by nie wrażliwość nie stała się własnym wrogiem. Jednak jeśli nie pojmuje się zwiazku jednego z drugim…sama twardość jest czymś wręcz niebezpiecznym a na pewno zubożającym…wrażliwość ( i powiązana z tym wyobraźnia) jest niezwykle ważna właśnie po to abyśmy przeżyli -stad np. potrzebna jest też do rozwoju sztuka (dla niektórych zbytek)….ale to byłby kolejny duuży temat. Niebezpiecznie jest…upraszczać.
            Jeśli teraz do końca dobrze się rozumiemy:)

  • ~szczery

    Życzę temu człowiekowi ,żeby już miał z górki i zdrowia dla niego i córek.
    A nam wszystkim, żebyśmy mogli żyć godnie w ojczyżnie , a nie tylko za granicą.

    • Mira Faber

      Ja też życzę tego każdemu, niezależnie od tego, gdzie mieszka.

  • ~internautka 50+

    Mam podobną historię na swoim przykładzie.W 1997r musiałam zabrać córki i wyprowadzić się od ich ojca i jego super mamuśki.Alkohol,awantury-standart.Rodzice przeciwko mnie bo w tej rodzinie nie ma rozwodów.Jak 1999r było zaćmienie słońca i wszyscy mówili że będzie koniec świata to ja na niego czekałam i się cieszyłam-byłam wtedy po 8 przeprowadzce,ponieważ wynajmowałam tanie mieszkania i najczęściej u jakichś psycholi.W końcu dostałam socjalne w warunkach urągających,ale przynajmniej nikt mi i moim dzieciom nie zwracał na wszystko uwagi.Wreszcie w 2000 r otrzymałam mieszkanie komunalne,które w 2007 wykupiłam na własność.Córki poszły w świat.Jedna mieszka w Krakowie ,skończyła studia,wyszła za mąż ma dwójkę uroczych dzieci(3i5lat)druga wyjechała do Irlandii,ponieważ nie ma parcia na szkołę,chce pracować za godziwe wynagrodzenie i tak ma.Syn,który mieszkał z ojcem bardzo szybko się od niego wyprowadził i mieszka u żony ma śliczną córkę którą ja kocham nad życie.Wszystko się ustabilizowało ale,właśnie ale przyszła mi ochota aby po ostatnim zabraniu przez nasze kochane państwo pieniędzy z funduszy emerytalnych zarobić trochę pieniędzy do emerytury ,bo tej prawdopodobnie dostanę 1100zł.Wynajęliśmy w 3 osoby pensjonat i odbiliśmy się od muru biurokracji, przepisów rodem z księżyca że jestem znowu w takiej czarnej d….e jak byłam przy poprzednim zaćmieniu słońca.Jedyna nadzieja że jak za poprzednim razem wszystko odwróci się na dobre.Teraz mam o tyle dobrze że moje dzieci mnie wspierają duchowo i finansowo.Nasz kochany kraj w niczym nam nie pomaga a ludzie którzy może i by mieli ochotę to robić MOPS toną w dokumentach bo przepisami i dokumentami stoi nasza kochana ojczyzna.

    • Mira Faber

      Życzę Pani dużo siły i wiary w siebie. Raz się udało, uda się i teraz, jestem tego pewna, tylko nie można się poddać.

  • ~Justyna

    Przeszlam dokladnie to samo z dwojgiem swoich dzieci :) Zabralam je ze soba i zaczynalam kompletnie od zera tylko ze moje dzieci byly o wiele mniejsze corka 7 lat a syn 9 Wszyscy pukali sie w glowe ze jestem porabana sama w swiat z malymi dziecmi zacislam zeby i dalam rade chociaz bylo ciezko nie raz plakalam w poduszke z bezsilnosci czasem ze strachu.Jednak jedno musze przyznac ze najbardziej pomogl mi wzrok mojego ex meza ktory zegnajac nas z usmiechem dal mi do zrozumienia ze sobie nie poradze ze wroce na kolanach z podkulonym ogonem jednak determinacja i sila w lepsze jutro bardzo mi pomogly.Zycze Wszystkim sily i wytrwalosci w zyciu. Pozdrawiam i goraco pozdrawiam Pana Bogumila.

    • Mira Faber

      Czasami właśnie czyjś brak wiary w nas samych może być najlepszą motywacją. Życzę aby wszystko dobrze się ułożyło.

  • ~Duta

    Wielki szacunek dla Tego Pana.
    Prawdziwy, mądry, dobry człowiek a przede wszystkim kochający ojciec.
    Tylko on sam wie ile go te wszystkie trudności losu kosztowały a mimo wszystko dalej idzie i trwa z nadzieją na lepsze.
    Życzę aby osiągnął wszystko czego pragnie, by los się do niego i jego córek „uśmiechnął”.

    • Mira Faber

      Jestem przekonana, że tak właśnie będzie. Pan Bogumił jest bardzo zdeterminowanym i pozytywnym człowiekiem.

  • ~sloneczko010981

    Rewelacyjny człowiek, oby więcej takich zdeterminowanych i odważnych. Ja tak naprawdę niedawno zaczęłam o siebie walczyć, ale już nie popuszczę i takie historie dodatkowo mnie mobilizują. Jeśli on mógł, to i ja mogę. Dzięki za ten wpis i zapraszam.
    .http://moje-zycie-z-nia.blog.pl/

    • Każdy z nas może, tylko musi w to uwyerzyć.

  • ~rafal

    Ale ludzie w tym tragedia ze w Polsce ten pan nie mialby przyszlosci jak I 2.5 mln ludzi mamy wojne czy co? Czemu o tym sie nie mowi ze politycy niszcza narkd doslownie

    • Mówi się, ale to i tak nic nie zmienia,

  • ~goska

    Trzymam kciuki za Pana Bogumiła. życzę wszystkiego najlepszego dla niego i jego córek:)

  • ~Marcin35

    Ja nie mogę dojść do siebie po śmierci mojej ukochanej mamy,odeszła trzy tygodnie temu.Nie wiem w jaki sposób żyć od nowa.Zostałem z 70-letnim ojcem pod jednym dachem,nadajemy na całkowicie innych falach.To jest zwykła życiowa wegetacja.Jestem w sytuacji bardzo trudnej,właśnie wychodziłem na prostą po wieloletniej walce z depresją i nerwicą teraz jest nawrót choroby bo czuję nasilenie objawów.Ze zdrowiem krucho to i z pracą również,a to minimalizuje moją perspektywę wyprowadzenia się i koło się zamyka.

    • ~CzzK

      Proponuję – zgłoś się do lekarza z cała tą historia i poproś o radę – skoro czujesz, że nie poradzisz sobie sam. Gdybyś nie trafił na mądrego pójdź do drugiego. Nie odkładaj tego problemu na potem – zrób to JUŻ.
      Pozdrawiam

      • Mira Faber

        Popieram!

    • Koniecznie zgłoś się do specjalisty. Wierzę, że wyjdziesz na prostą. Pamiętaj, że pon dedszczu zawsze w końcu pojawia się słońce.

  • ~maria-antyczka

    Panie Bogumile,czapka z glowy za sily i pozytywne myslenie. Uwazam sie za silna osobe, ale nie wiem czy dalabym rade bedac na Pana miejscu. Mozna sie od Pana uczyc. Pozdrowienia dla Pana i corek:)

    • Mira Faber

      Dziękuję w imieniu Pana Bogumiła.

  • Przyznam, że wywiad robi wrażenie. Faktycznie niezwykły człowiek, niech mu się szczęści.

    • Mira Faber

      Dziękuję za miłe słowa.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
cinema-647062_1280 (1)
Agata mnie zabije!

Byłam kilka dni temu w kinie. Znowu. Na czym? Aaaaa tam…na Grey'u, po raz drugi. Byłam, bo musiałam, bo moja...

Zamknij