82
DAMSKO-MĘSKIE,

Jak zmusić faceta do działania

Pielęgniarki strajkują, lekarze, nauczyciele też. I kolejarze od czasu do czasu. Ogłaszam strajk i ja! Od dzisiaj rozpoczynam oficjalny ogólnodomowy strajk pod hasłem „Napraw mi prysznic!”. Postawiono mnie pod murem i chyba strajk to niestety jedyna opcja, jaka mi pozostała. Prośby, groźby i szantaże emocjonalne nie pomogły.

Od jakiegoś czasu coś się dzieje z prysznicem. To coś, jak dla mnie, oznacza, że pewnie się spieprzył i trzeba kupić nowy, ale ja się najwyraźniej nie znam. Mamy prysznic elektryczny i ostatnio zwykła kąpiel przerodziła się w niezłą jazdę. Nawet zmotywowało mnie to do wymyślenia nowych przekleństw, te zwykłe są już oblatane i w tej sytuacji nie wystarczają. Otóż prysznic działa, jak chce i nie zauważyliśmy żadnej prawidłowości w jego działaniu tudzież niedziałaniu. Raz leci wrzątek, mimo że temperatura jest ustawiona na normalną, a raz leci lodówa. I temperatura ta zmienia się co chwilę. Czasami zdarza się ciepła woda, znaczy taka w sam raz, ale to z rzadka i jak już to i tak mam jakieś kilka sekund, żeby z niej skorzystać. Rezultat jest taki, że szybki prysznic trwa minimum półgodziny. Z czego przez jakieś 20 minut stoję namydlona, z pianą w oczach i w ogóle wszędzie i przeklinam, bo nic innego mi nie pozostało. Stoję i czekam, aż pod wodę będzie się dało wejść, na dodatek muszę bezbłędnie wyczuć, kiedy temperatura zaczyna się zmieniać, wtedy wskakuję, spłukuję, ile się da i odskakuję z powrotem na bok. I znowu czekanie i powtórka z rozrywki.

M to chyba nie przeszkadza aż tak, bo cóż on tam ma do spłukania, włosy, pożal się Boże, krótkie i rzadkie, to spłukują się w moment. Nie to, co moje-długie, gęste i…bujne (no co?). Choć czasami tam słyszę, jak mięso z łazienki leci, ale nie wkurza go to na tyle, żeby coś zrobić. Podejmował jakieś próby, nie powiem, rozkręcał, grzebał, przepychał, ale dawało to rezultat na jakieś 20 minut. Trzeba po prostu kupić nowy prysznic, innego wyjścia nie widzę. Będzie to tańsze niż zapraszanie hydraulika, to na pewno.

Chciałam nawet ten prysznic kupić sama i postawić M przed faktem dokonanym, połowicznie co prawda, bo nowy prysznic trzeba jeszcze zamontować, ale wtedy przynajmniej łatwiej by mu było podjąć decyzję typu: „ dobra, co mi tam, zrobię z tym prysznicem”. Ale mi powiedział, że „ani się waż, bo kupisz niedobry z nie takimi rurkami i będzie jeszcze większy problem!”. Co prawda nie wiem, jak problem może być jeszcze większy, ale dobra, nie kupuję i czekam, aż mój zbawiciel łaskawca mnie wybawi z opresji i tym samem od całkowitej zapaści nerwowej. A że czekania mam dość już to ogłaszam strajk i koniec. Do odwołania! Oczywiście, jeżeli ktoś chce, może dołączyć i walczyć razem ze mną. Dostarczę nawet szyldy z hasłem i gorącą herbatę. Względnie lampkę wina. Tylko z tym hasłem mam problem, a że hasło i szyld musi być, każdy głupi, co kiedykolwiek strajkował, albo chociaż oglądał jakieś strajki, wie.

Problem w tym, że na M ciężko znaleźć bata. ”Napraw prysznic, bo się zagłodzę” odpada. Wolę być brudna niż głodna. A poza tym mam powody, by podejrzewać, że mogłoby się to skończyć tragicznie, pod jakąś kroplówką czy coś, bo M by się chyba średnio przejął. ”Zrób mi prysznic dziadu, bo nie będzie obiadu”? Nie ma szans. W tej kwestii jest całkowicie samowystarczalny (i nie, nie jest mężczyzną w wyniku zmiany płci) i to czy w domu jest obiad, czy nie jakoś go średnio rusza. Często mówi nawet „jesteś zmęczona? To nie gotuj kochanie, coś sobie wymyślimy”. Tak, wiem, Oooooooow! Urocze, ale nic w tej chwili nie złagodzi mojego gniewu. Zagrozić mu, że nie będę się myła wcale? Podejrzewam, że zacząłby spać na kanapie na dole, a ja musiałabym się załamać i zamknąć w sobie, bo nie ma dla mnie nic gorszego, jak być brudnym (oprócz bycia głodnym). I z pracy by mnie wylali. Odpada. Jedyne co może zadziałać w te sytuacji to pozbawić M tego, co tygryski lubią najbardziej (i wbrew pozorom nie jest to wołowina). Pozbawię go siebie! Ha! Hasło na szyld: “Nie ma prysznica? Będzie kara! Najgorsza kara to brak bara-bara!”. Najbardziej trywialny slogan świata, ale niech będzie. Przynajmniej się rymuje.

Od dzisiaj więc zapowiadam całkowitą wstrzemięźliwość aż do odwołania, które nastąpi po pierwszej udanej kąpieli. Powinno zadziałać. Żebym tylko nie została wtórną dziewicą orleańską. Nie domytą w dodatku. Dam znać, jak się posuwa sytuacja a póki co, możecie mnie wspierać dobrym słowem. I trzymajcie kciuki (żebym się nie dała zbałamucić)

Visit Us On FacebookCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
kryzys wieku średniego
Kryzys wieku średniego

Myślę, że się zaczyna. Kryzys znaczy. Nie, żeby u mnie, ale u M zauważyłam pewne zmiany. Wydawać by się mogło, że to...

Zamknij