boy-447701_1280
CHLEBOŻERCY,

Przeszłość, przez którą czasem nie mogę oddychać

Za każdym razem staram się Was jakoś wprowadzić w rozmowę z moim „chlebożercą”. Tym razem jednak nie wiem, co napisać. Cokolwiek by to nie było i tak byłoby za mało.

Natalia ma 21 lat, mieszka w UK od 2, jest mamą i uczy się, jak być szczęśliwą.

Mira: Poprosiłam Cię o wywiad, mimo że spotkałam Cię zaledwie kilka razy. Domyślasz się dlaczego?

Natalia: Chciałaś porozmawiać o moim dzieciństwie?

M: Tak, zgadza się. Dziękuję Ci, że zgodziłaś się na to, mimo tego, że jestem dla Ciebie obcą osobą. Miałaś dobre dzieciństwo?

N: Nie. Okropne.

M: Czy możesz mi opowiedzieć swoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Pierwsze, jakie pamiętasz.

N: Miałam cztery lata. Mama zostawiła nas same w domu, mnie i moją siostrę i poszła sobie gdzieś, nie wiem gdzie. W oknie były kraty, a my przedostałyśmy się jakoś przez nie i wyszłyśmy na zewnątrz. Policja zabrała nas z ulicy, zawiozła na komisariat, a stamtąd odebrała nas babcia.

M: Ile lat miała Twoja siostra?

N: Pięć.

M: Czy Wasza mama zrobiła to więcej niż raz? Zostawiała Was same w domu?

N: Tak, cały czas nas zostawiała. Nawet jak spałyśmy. I wracała dopiero rano. A jak byłam starsza, zostawiała mnie z moim młodszym rodzeństwem nawet na kilka dni.

M: Ilu Was jest?

N: Mama ma nas siedmioro. Z czego troje najstarszych, w tym ja, ma wspólnego tatę, pierwszego męża mamy. Z pozostałej czwórki, każde dziecko ma innego ojca.

M: Jak myślisz, dlaczego twoja mama prowadziła taki, a nie inny tryb życia?

N: Wydaje mi się, że mama myślała, że jak będzie miała z mężczyzną dziecko, to sobie z nim życie ułoży. Myślała, że facet z nią zostanie, ze względu na dziecko.

M: A czemu nie zostawał?

N: Nie wiem. Mama patrzyła tylko na pieniądze. Może to dlatego. Miała też facetów, którzy ją bili, a potem odchodzili. Pamiętam jak jeden z nich bił moją mamę, kiedy była w ciąży, gonił ją z nożem, a ja wtedy siedziałam w pokoju z pozostałymi dziećmi i ich pilnowałam całą noc, żeby im się nic nie stało. Ten facet raz nawet przyniósł broń do domu.

M: Jak wyglądało twoje życie na co dzień, kiedy byłaś mała?

N: Rano wstawałam. Często nie było nic do jedzenia, musiałam iść na śmietniki, żeby coś znaleźć. Później musiałam iść do lasu po jakieś drzewo, żeby zapalić, bo było bardzo zimno. I siedziałam w domu, w czterech ścianach, na których był sam tynk. Nie miałam zabawek, nie było telewizora, nic. Najpierw siedziałam sama, później z młodszymi dziećmi. Czasami szłam do szkoły, choć bardzo rzadko, ale gdy już szłam, to chodziłam po korytarzu i prosiłam inne dzieci, żeby dały mi 10 czy 20 groszy. Czasami uzbierałam z 5 zł i wtedy kupowałam dwa chleby do domu dla tych młodszych dzieci, a ja jadłam często płatki kukurydziane z herbatą. Młodszym dzieciom też to musiałam dawać. Wtedy tak było, że opieka społeczna dawała takie dary dla biednych rodzin. Stawało się w kolejce, oni dawali kartki, a potem za te kartki dawali mąkę albo właśnie płatki. Czasami w szafce były tylko te płatki, to dawałam je dzieciom z herbatą.

M: Zdarzało się, że w szafce nic nie było?

N: Ile razy. Pamiętam, jak raz nie jadłam przez trzy dni. Wtedy poszłam do szkoły, żeby tam dostać obiad i to był jedyny posiłek dla mnie. Jak były jakieś płatki w domu, to zostawiałam dla tych młodszych dzieci, a jak nic nie było, to pamiętam, że szłam do sklepu i prosiłam, czy dadzą mi coś „na zeszyt”, czasami dawali. I mówili mamie, że jak to jest, że ma pieniądze na kosmetyki, a nie ma na jedzenie dla dzieci. Moja mama zawsze była umalowana, zafarbowana na blond, wszystko wydawała na kosmetyki i na maszyny. Ma bardzo dużo długów. Pamiętam, jak raz przyszedł do domu komornik i postraszył nas, że jeszcze nasze dzieci będą spłacać jej długi. Mama brała na przykład telefony na abonament, ale komórki, które dostawała, od razu zastawiała w lombardzie i szła na maszyny. I nie wracała. Nie raz przeszukiwałam z babcią całe miasteczko, żeby ją znaleźć.

M: I gdy jej nie było, Ty zajmowałaś się swoim rodzeństwem?

N: Tak. Raz musiałam dać herbatę miesięcznemu dziecku, bo nie mogłam dostać mleka.

M: Mama zostawiła Cię z miesięcznym dzieckiem?

N: Dziecko miało tydzień, jak mamy już nie było. Pamiętam, że jeszcze nawet pępowina dziecku nie odpadła, a mama już znikała. Czasami moja siostra z nim zostawała, a ja szłam na śmietniki coś znaleźć. Czasem też kradłam ze sklepu jedzenie albo kosmetyki w Biedronce. Później je sprzedawałam, żeby mieć na mleko dla tego dziecka. Czasami jak już kompletnie nic nie mogłam znaleźć albo ukraść, to szłam do babci. Wtedy babcia przychodziła i krzyczała na mamę. Kilka razy przyszła opieka społeczna. Raz przyszli kiedy w domu nie było prądu, nie było nic do jedzenia, a my tak siedzieliśmy z tymi dziećmi małymi. I wtedy powiedzieli, że ma ostatnią szansę i że jeżeli to się nie zmieni, to jej dzieci zabiorą. Mama się uspokoiła na chwilę, ale później znowu było to samo.

M: Czy to Ty poinformowałaś opiekę społeczną o tym wszystkim?

N: Nie. Bałam się, że mojej mamie zabiorą młodsze dzieci i wtedy mama będzie na mnie zła i mnie z domu wyrzuci. Chyba szkoła poinformowała, bo pamiętam, że nie raz chodziłam do kucharek i prosiłam je, żeby mi dały coś dla dzieci, jakieś resztki z obiadu. Czasami dawały naleśniki, czasami ziemniaki z sosem. I chyba te kucharki musiały komuś powiedzieć.

M: Próbowała Cię mama kiedyś wyrzucić z domu?

N: Pamiętam, że jak tylko skończyłam osiemnaście lat, mama powiedziała mi, że albo jej zacznę płacić za to, że mieszkam w domu, albo mam się wynosić. Znalazłam pracę i wtedy mama zaczęła ode mnie wyciągać na jedzenie. I ja jej dawałam te pieniądze, ale jedzenia nigdy nie było. Zamiast tego szła grać na maszynach.

M: Powiedziałaś, że mężczyźni, których mama sobie znajdowała, czasami ją bili. Czy bili też Was?

N: Tak, często. I mama nigdy nie stanęła w naszej obronie, czasami nawet mówiła, żeby bili mocniej. Pamiętam, że raz był u niej jakiś facet i…no wiesz, byli w łóżku. Mama zamknęła mnie w pokoju, ale ja wyszłam i wtedy ten facet mnie tak mocno uderzył pasem, że miałam takiego wielkiego siniaka. I wyrzucił mnie na klatkę. I siedziałam tam dopóki nie skończyli.

M: A Twoja mama? Czy ona kiedykolwiek Cię uderzyła?

N: Oczywiście, cały czas mnie biła. Nie chodziłam do szkoły, bo nie miałam żadnych książek ani zeszytów, no nic. I nauczycielki czasami przychodziły do domu, zapytać, czemu nie chodzę do szkoły. Dostałam nawet kuratora za to, że nie chodziłam. I ona wtedy mnie biła i krzyczała, że to moje wina. Sama często mówiła, że nie mogę iść do szkoły, bo mam pilnować dzieci, a potem, jak nauczyciele pytali, dlaczego nie chodzę, to mnie biła.

M: Babcia nigdy nie próbowała Wam jakoś pomóc?

N: Mówiła, że możemy do niej przyjść, jak nie mamy nic do jedzenia czy coś, ale poza tym, nie. Bo babcia się nie odzywała do mojej mamy bardzo długo. Mama raz zastawiła całą jej biżuterię w lombardzie. Poza tym nie lubiła tych jej facetów. Oni byli okropni, to byli alkoholicy, jeden nawet ćpał, robili w domu awantury. Raz przyjechała policja, moja mama leżała pobita we krwi, ale jeszcze się darła: „nie zabierajcie mi go!”. Jak jeden kiedyś przyszedł do domu z bronią, to się tak bardzo bałam, że chce ją zastrzelić.

M: Co się stało z Twoim tatą?

N: Odszedł od mojej mamy, bo miała innego faceta. I zabrał mojego brata, a ja i moja siostra zostałyśmy z mamą. Przychodził do nas przez jakiś czas, przynosił nam zabawki, ale potem przestał. I zawsze myślałam, że już nas nie chciał. Założył drugą rodzinę. Kiedyś powiedział, że mama zawsze mu broniła się z nami spotykać. I nam też nie pozwalała do niego chodzić.

M: A pamiętasz tatę? Jaki był?

N: Z tatą było dobrze. Nawet babcia zawsze powtarzała, że jak tata był, to nie mieliśmy źle. Było zawsze jedzenie, było ciepło, mieliśmy ubrania, wszystko. Później mama go zaczęła zdradzać i on odszedł.

M: Teraz jesteś dorosła, mieszkasz za granicą, masz swoją rodzinę, jesteś matką, czekasz na narodziny Twojego drugiego dziecka. Czy utrzymujesz kontakt z mamą?

N: Tak, często do niej dzwonię, wysyłam pieniądze, żeby pomóc dzieciom, które tam zostały, bo są jeszcze małe, najmłodsze ma 4 latka. Wysyłam jej paczki, ale ona i tak wszystko sprzedaje. Wysłałam jej laptopa, żebyśmy mogły rozmawiać na Skype, żeby widziała swoją wnuczkę i my, żebyśmy mogły widzieć moje rodzeństwo, ale to też sprzedała.

M: W jaki sposób twoje dzieciństwo odbija się teraz na Twoim życiu?

N: Na pewno nie biorę przykładu z mojej mamy. Mam jednak pewne problemy, chodzę do psychologa, bo często dostaję silnych ataków paniki, nie mogę wtedy oddychać, zwłaszcza gdy zostaję sama w domu. Boję się też, że nadejdzie taki dzień, że nie będę miała jedzenia dla mojej córki. Tyle razy byłam głodna. Kupuję bardzo dużo jedzenia w puszkach i gromadzę to, ze strachu, choć wiem, że głód nam raczej nie grozi. Ataki paniki są czasami tak silne, że wiem, że gdyby nie moja mała córeczka, to chyba bym się zabiła, to jest straszne. Jednak ze względu na to, że ją mam i że jestem teraz w ciąży, poszłam po pomoc, chcę być zdrowa, dla moich dzieci.

M: Podziwiam Cię i życzę Ci wszystkiego dobrego. Jestem pewna, że wszystko się ułoży i pozbędziesz się ataków paniki.  To, że zgłosiłaś się po pomoc dowodzi tylko tego, że Twoje dzieci  mają wspaniałą, silną mamę. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiając z Natalią, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest bardzo dojrzałą osobą, mimo że ma dopiero 21 lat. Przez cała rozmowę Natalia ani razu nie użyła brzydkiego słowa, choć mnie cisnęły się na usta cały czas. Ani razu nie powiedziała nic, co mogłoby obrazić jej mamę. Odpowiadała tylko na moje pytania. Było ciężko, za każdym razem, kiedy próbowałam wyobrazić sobie małą, przestraszoną dziewczynkę zamkniętą w czterech ścianach, głodną i całkowicie bezradną, chciałam zatkać uszy. Kiedy natomiast widziałam obraz tej samej dziewczynki, tyle że starszej, szukającej jedzenia dla swojego rodzeństwa, napawało mnie to ogromną nadzieją. Nadzieją w człowieczeństwo. Byłam dumna z tej młodej kobiety, którą ledwo znam. I cieszę się, że ją poznałam. Ten świat jest pełen wspaniałych ludzi, musimy tylko otworzyć się na człowieka, który przechodzi obok.

Natalia ma przed sobą całe życie. Uczy się, jak żyć, jak być szczęśliwą. Nie martwię się o nią, nie martwię się dlatego, że na własne oczy widziałam siłę, która w niej drzemie.

  • ~Pani S.

    Prowadzę ostatnio podobne rozmowy z pewnym młodym człowiekiem. Historia bardzo podobna. Jak pewnie wiele niestety. Te rozmowy przypomniały mi czasy, kiedy byłam wolontariuszką w świetlicy dla dzieciaków pochodzących z rodzin patologicznych. To, czego się tam naoglądałam, na zawsze zmieniło mój ogląd świata. To była szkoła życia. A przynajmniej jego mrocznej strony.

    • Mira Faber

      Najgorsze jest to, gdy właśnie człowiek zdaje sobie sprawę, że takich rodzin jest mnóstwo. Dzieci cierpią, nikt nic z tym nie robi.

    • ~Internautka

      To straszna historia i zapewne przypadek nie odosobniony. Prawo boskie nakazuje nam czcić ojca i matkę swoją ale za co, kiedy takich rzeczy dopuszcza się nie kto inny jak matka. Współczuje takim dzieciom , które przeżyli tą gehennę , które teraz przeżywają i które w przyszłości będą mieć różnego rodzaju psychiczne urazy. Tylko dlatego , że matka czy też ojciec zgotowali im taki los.

      • ~Internautka

        sprostowanie błędu : nieodosobniony

      • ~Internautka

        sprostowanie błędu ” przeżyły

  • Aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach, gdy istnieją instytucje sprawujące opiekę nad takimi rodzinami, dzieci przeżywają takie piekło.

    • Mira Faber

      Dokładnie. Jak widać opieka społeczna w Polsce pozostawia wiele do życzenia.

      • ~Adriana N

        W dzisiejszych czasach opieka społeczna jest dla cwaniaków i symulantów! Ten, co na prawdę potrzebuje, nie dostanie ale kombinatorzy „chorzy” i nie tylko dostają! To jest straszne!

        • Mira Faber

          Niestety.

  • Nie da się nie płakać czytając takie historie. Z drugiej strony budzi się w człowieku ogromne poczucie niesprawiedliwości i złość na to, że takie sytuacje mają miejsce.

    • Mira Faber

      Własnie tak się czułam, gdy rozmawiałam z Natalią. Nawet nie próbuję sobie wyobrażać, co musiała czuć Natalia, kiedy wracała do swojego dzieciństwa.

  • Przerażające jest to, że niektórzy „dorośli” w ogóle nie biorą odpowiedzialności za bycie rodzicem. Można być lepszym lub gorszym, ale dlaczego najczęściej to dzieci cierpią? W skutek czego koszmary z przeszłości/dzieciństwa trzymają się człowieka przez całe życie

    • Niestety tak jest. W wyniku tak traumatycznych przeżyć, takie osoby mają o wiele trudniej w życiu.

  • Serce prawie mi pękło, gdy to czytalam. Trudno uwierzyc w tą historię, ogrom biedy, przemocy fizycznej i psychicznej, głodu i braku miłości od najbliższych .
    To , co przeżyła ta dziewczyna, na pewno nie jest historią zwykłego chlehożercy.
    Życzę jej z całego serca, aby nigdy nie zabrakło jej, już miłości i ciepła rodzinnego, bo silna psychicznie jest i z resztą widać radzi sobie dobrze.

    • Mira Faber

      Jest silna i mam nadzieję, że dzięki temu upora się z przeszłością i będzie wiodła wspaniałe życie.

  • popłakałam się jak to czytałam, a teraz ściskam dłonie ze złości, że tak jest, że tak się dzieje…. gdzie ta opieka, która powinna reagować w takich sytuacjach, co to za matka… matka – nie to tylko naczynie, które rodzi dzieci, bo nie zasługuje na miano matki…. :(… straszne to… a dziewczyna silna i dzielna zarazem, jak światełko w tunelu

    • Mira Faber

      Masz rację, dłonie same się zaciskają.

  • No i się ( kurwa ) zryczałam…

    Magda.

    • Mira Faber

      Się nie dziwię wcale. Pozdrawiam!

  • ~Aneta

    Ludzie sa okrutni. W Polsce tak jest opieka społeczna pomaga pijaka i degenerata a rodziny ktore potrzebują pomocy sa lekceważone. Wiem cos o tym. Smutne ale prawdziwe. cieżko i nic tego nie zmnieni.

    • Mira Faber

      Niestety, tak właśnie bywa, że ci najbardziej potrzebujący mają najciężej.

  • ~czy ktoś w końcu zajął się tymi małymi dziećmi w PL???

    czy ktoś w końcu zajął się tymi małymi dziećmi w PL???
    aby ten koszmar się zakończył!

    • Mira Faber

      Z tego co wiem, niestety nie.

      • ~D

        To rzeczywiscie,tzw opieka spoleczna ,nie wywiązuje sie ze swoich dzialań,czy nie widzą co się tam dzieje.Pozdrawiam.

      • ~marwi

        Jak to q….!!!!! nie mam zamiaru przepraszać za styl i pisownie ale tak mnie tym rozgniewałaś, ze z chęcią tobie bym przywalił i to bardziej niż matce tej dziewczyny.Jak to „z tego co wiem to nie”. Pierdolisz o tym jaki to świat jest zły i jak opieka socjalna nie pomaga a jak już to tym którzy tego nie potrzebuja ale umieja sobie pewne rzeczy załatwić. Tak,śżwiat jest zły bo takie jak ty widząc, wiedząc i mając możliwości zareagować, poruszyć temat, zrobić coś -zwrócić się do jakiś instytucji fundacji, zrobić szum wokół tej sprawy bo to najlepsze dla załatwienia pewnych rzeczy, NIE ROBISZ NIC. Lepiej napisać sobie to i owo, jakąś sensacje i co: wzruszyć ramionami- taki świat a świat jest zły. Jesteś nie wiele lepsza od tej wyrodnej matki (powiedzmy tez miała swoje przezycia które sprawiły, ze jest taka a nie inna) ale ty CO Z TYM ZROBISZ? mam ochote wytargać cie za klaki. koniec. i to mówiłem ja marwi1@wp.pl

        • Mira Faber

          Dziękuję za jakże kulturalny komentarz. Jestem blogerką, zajmuję się pisaniem, nie rozdmuchiwaniem tego tyou historii. Po pierwsze, Natalia chciała pozostać anonimowa i z uwagi na to, nie wiem nawet w jakiej części Polski kiedyś mieszkała. Po drugie opieka społeczna była w tamtym domu nie raz i nie zrobiła za wiele. Po trzecie, drogi czytelniku, nie napisałam tego tekstu dla sensacji, bo sensacja to średnia, gdyż każdy z nas wie, że takich rodzin jak ta, jest całe mnóstwo. napisałam to po to, by pomóc. Liczyłam na to, że moi czytelnicy skupią się bardziej na Natalii, jej odwadze i sile, a nie na tym, co oczywiste. Liczyłam na komentarze wspierające Natalię, a nie ganiące jej matkę, bo to akurat jest najłatwiejsze. A panu proponuję poszukać pomocy w związku z radzeniem sobie z własną agresją.

          • ~marwi

            Wiele osób mówiło, pisało, ze poprawność polityczna wpędzi nas w największy kryzys socjalno kulturowy na granicy rewolucji więc z czystym sumieniem będe nazywał rzeczy takimi jakimi one są. Pisze Pani na dość wrażliwy temat ale ważny bo jak wszyscy wiemy sytuacja sprzyja tworzeniu się takich powiedzmy patologii. Jest druga strona medalu w postaci wrażliwych na taka sytuacje ludzi a Pani( życzyłbym sobie tego po przeczytaniu tej historii) ospisując to jakze jeden z wielu przypadków zostawia temat do skomentowania tudzież poklepania po ramieniu Natalie mówiąc, że jest dzielna, niesamowicie doba i silna. Silna? Siłe otrzymuje się wraz ze wsparciem, miłością z bezpieczeństwem itp Chciałbym przypomnieć co mówiła Natalia o atakach paniki o strachu i prawdopodobnym samobójstwie gdyby nie dzieci- siły w tym nie widze jedynie poświęcenie dla wyższych celów (dla kogoś innego). O co mam żal to to, ze nie ma i z Pani strony też imperatywu do zrobienia czegoś z tym by nie pozostawić tego i innych przypadków samym sobie, by miał miejsce jakiś ruch by pomóc tym ludziom, zmienic system itd. Nie ubliżałem matce stwierdziłem tylko jaka jest i nie oceniałem tłumacząc dlaczego. Jestem osoba bardzo spokojną i nie potrzebuje z tym nic robić ale jak każdy ma pewne czerwone płachty które nadmiernie pobudzają a ten temat jest nią właśnie. Już nie chce wyrywać Pani włosów ale nadal zły jestem na bezradność bo sam to nie moge nic zrobić bo nie mam nawet możliwości życzyłbym sobie by miało miejsce pewne sprawcze działanie zmieniające ten stan rzeczy. kto jest za łapka w góre.

          • Mira Faber

            To całe szczęście, bo lubię swoje włosy :) A tak na poważnie, ja wszystko rozummiem i wiem, że tego typu histrie działają jak przyslowiowa płachta. Jednak błędne jest tutaj rozumowanie, że skoro już mam dostęp do takiej historii, to od razu mam moc sprawczą. Nie wiem nic na temat tej rodziny, jednakże na pewno nie mieszkają na pustyni. Mają sąsiadów, znajomych i nikt nigdy nie zareagował. To, że piszę o tym, nie oznacza, że mam od razu zrobić z tego aferę. Tysiące dziennikarzy opisuje codziennie to co widzi w Syrii czy w Iraku, ale czy to ma moc sprawczą? czy to cokolwiek zmienia? Rozumiem pańską frustrację, bo zapewniam, sama mam podobne odzcucia.

          • ~marwi

            Apropo Natali, która może to czyta to chciałbym życzyć jej by się nie poddawała i intensywnie poświęcała się terapii bo wszystkie słowa otuchy (jestem o tym przekonany) będą niewystarczające. Wiem, ze to czego doświadczyłaś będzie zawsze stymulowało Twoje zachowanie ale wiedz, ze można się nauczyć żyć normalniej i bez częstych retrospekcji i z myślami skierowanymi na tym co dobrego może Cie spotkać bo nic gorszego już na pewno nie. Trzymaj się. V

  • ~kobieta-nie-typowa

    Wielka naiwność prostych kobiet. Tragiczna w skutkach dla nich samych, jeszcze bardziej dla ich potomstwa. Szukają faceta jakby to był jedyny pewny punkt zaczepienia na tym świecie. Rodzą mu dziecko, naiwnie myśląc, że los własnego potomstwa jest dla niego ważny na tyle, aby go przy sobie zatrzymać. Nie zatrzyma. Los potomstwa nie jest dla przeciętnego faceta tak ważny, jak wygodne życie bez obowiązków. Ponadto, kiedy mężczyzna mówi A, myśli zazwyczaj B, a robi C. Są co prawda wyjątki – to osobnicy u których gen ludzki nie uległ całkowitej degrengoladzie, ale to wątły margines. Może ktoś by się zajął na poważnie, edukacją seksualną tych prymitywnych kobiet, które w rozmnażaniu upatrują szansy na zmianę nieciekawego życia, za dobre życie uznają wyłącznie te przy boku mężczyzny. Jakiegokolwiek.

    • Mira Faber

      Ja rozumiem, są takie kobiety, które uzależniają się od mężczyzn. Jednak dzieci to co innego, kimkolwiek jest kobieta i jakiekolwiek życie prowadzi, przede wszystkim jest przecież matką i powinna zapewnić dzieciom chociaż to minimum. Przykre to wszystko.

  • ~elizka

    jaka trzeba być matką żeby opuścić swoje dzieci ?
    masakra ! instynkt macierzyński chyba całkowicie zanikł w tej kobiecie… to chyba nie była kobieta ! to sie nie może zdarzyć w naturze
    http://www.alestrona.net/32/troskliwa_kocia_matka.html

  • ~elizka

    jaka trzeba być matką żeby opuścić swoje dzieci ?
    masakra ! instynkt macierzyński chyba całkowicie zanikł w tej kobiecie… to chyba nie była kobieta ! to sie nie może zdarzyć w naturze
    http://www.alestrona.net/32/troskliwa_kocia_matka.html

  • ~andrzej

    Natalia jest jeszcze w fazie wyparcia – czyli dalej posyła mamie pieniądze i laptopa bo wierzy, że mama to spożytkuje dla dobra dzieci. Niestety mama sprzedaje te rzeczy, a dzieci nadal głodne, czyli nic się nie zmienia. Natalia wierzy, że się zmieni – czyli jest w fazie wyparcia. Natalia potrzebuje dobrej terapii aby poradzić sobie w życiu, aby przejść je bez lęku – bo niestety ataki paniki pojawiają się wtedy, kiedy jest dobrze – czyli życie się stabilizuje – a wtedy takie osoby dostają ataków paniki – jest to prosty mechanizm – Natalii jest nauczona bać się – czyli kiedy jest dobrze boi się, bo całe życie się bała więc wie co to strach i kiedy go brakuje to go przywołuje. Taki mechanizm niestety.

    • Mira Faber

      Tak. Myślę podobnie. Dodatkowo nasuwa mi się na myśl to, że Natalia musi być wspaniałą osobą, aby po tym wszystkim co przeżyła, nie mieć potrzeby wyrzucenia tego z siebie czy ukarania matki. A Natalia jest w trakcie terapii i mam nadzieje, że to jej pomoże.

  • ~andrzej

    Natalia jest jeszcze w fazie wyparcia – czyli dalej posyła mamie pieniądze i laptopa bo wierzy, że mama to spożytkuje dla dobra dzieci. Niestety mama sprzedaje te rzeczy, a dzieci nadal głodne, czyli nic się nie zmienia. Natalia wierzy, że się zmieni – czyli jest w fazie wyparcia. Natalia potrzebuje dobrej terapii aby poradzić sobie w życiu, aby przejść je bez lęku – bo niestety ataki paniki pojawiają się wtedy, kiedy jest dobrze – czyli życie się stabilizuje – a wtedy takie osoby dostają ataków paniki – jest to prosty mechanizm – Natalii jest nauczona bać się – czyli kiedy jest dobrze boi się, bo całe życie się bała więc wie co to strach i kiedy go brakuje to go przywołuje. Taki mechanizm niestety.

    • Mira Faber

      Tak. Myślę podobnie. Dodatkowo nasuwa mi się na myśl to, że Natalia musi być wspaniałą osobą, aby po tym wszystkim co przeżyła, nie mieć potrzeby wyrzucenia tego z siebie czy ukarania matki. A Natalia jest w trakcie terapii i mam nadzieje, że to jej pomoże.

  • Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, ale opisując historię Natalii, liczyłam bardziej na to, że ludzie czytając, skupią się na niej i na tym, aby swoim komenatrzem ją wesprzeć i powiedzieć jej kilka ciepłych słów, bo z pewnością na to zasługuje. Jestem pewna, że pomogłoby jej to bardziej, niż czytanie komenatrzy na temat swojej matki.

    • ~D

      Szanowna autorko,to już wiem dlaczego nie umiescilaś moich wszystkich postów.Napisalam tak o matce p Natalii,ponieważ takie mam o niej zdanie,sorry,ale jak to czytalam to sam agresor się we mnie wlącza,nie wyobrażam sobie takiego traktowania wlasnych dzieci i takiej nieodpowiedzialności w polowywaniu na świat dzieci które będą poniewierane i nic się im nie zapewni i soorry ,ja rozumiem że ta osoba może chciala sobie ulożyć z kims życie,ale jak widać zadawala się z jakąś patologią,byle jakiś ,nie uzyję tego określenia ,byl.A swoją drogą ja takiej matki nie znalabym więcej, w miarę możliwości staralabym sie uratować mlodsze rodzeństwo,wyrzeklabym sie takie tzw matki,znienawidzilabym ją,przestalaby dla mnie isnieć,ale każdy ma swoje zdanie .Pozdrawiam.

      • Mira Faber

        Usunęłam Pani komentarz nie dlatego, że odniosła się w nim Pani do matki Natalii, lecz dlatego, że składał się głównie z mocnych wulgaryzmów, a nie chcę tego typu komentarzy na moim blogu. Pozostałe komentarze udostępniłam. Pozdrawiam.

  • ~wojak

    Moja Mama była aktorką Teatru Kolejarza w Krakowie, jej Matka też, bo Dziadek Stasio był maszynistą kolejowym na PKP. Mama stale pięknie śpiewała wodewile Bałuckiego i arie z Operetek o miłości. Nie dbała o porządek w mieszkaniu, ani o czystość dzieci, ubierała się strojnie i pięknie, zawsze w makijażu. Uwielbiała częste uczty, urządzała stale imieniny i urodziny dla znajomych i licznej rodziny i bale w naszym mieszkaniu, a myśmy spali w kącie brudnej kuchni jak porzucone sieroty. Nie miała ani czasu, ani ochoty, aby nas przytulić, porozmawiać o dziecinnych problemach, za to często się nas pozbywała z domu wysyłając nas jako niby chorych na astmę na 3 mies. turnusy do sanatoriów. Dorotka lądowała głownie w Kołobrzegu, a ja w Rabce, bo tam żyła mama mojego Taty … Ja z młodszą siostrą stanowiliśmy dla niej zbędny „bagaż”. Ubierała nas w potargane szmaty, pozszywane byle jak „na okrętkę”. Sama też jeździła na leczenie do Sanatoriów, z których przywoziła liczne nowe piosenki i wspomnienia z tańców oraz balów z licznymi Panami. Potem nas nieustannie raczyła śpiewem wypominając mężowi, a naszemu ojcu, że jest nieudacznikiem życiowym i niezaradnym, bo nie bierze łapówek. Umizgiwała się do naszych nauczycieli i zawsze była Szefową kolejnych Komitetów Rodzicielskich. Organizowała nam w naszych szkołach bale i Kabarety, do których pisała teksty rymowane i śpiewała, śpiewała, śpiewała oraz prowadziła życie bohemy naszym kosztem w naszych szkołach….Też bylem przez nią często bity jako dziecko czym jej w rękę popadło i głodowałem. Bo jedzenie i to wykwintne było jedynie dla Gości. Lecz tłumaczyłem Ją, że to przez NIemców, przez których przeżyła straszną II Wojnę Światową. B. mi skomplikowała życie. Od zawsze byłem nieśmiały. Lecz teraz ? po rozwodzie ? mam 67 lat. Właśnie ( w kwietniu ’14 ) owdowiałem … Mówię Jej to o czym tu piszę, ale Ona jest już u Pana Boga … a ja żyje dalej. Jednakże – niech Mamy będą ciepłe dla swych dzieci, niech będzie biednie, ale troskliwie, niech mają dzieci co zjeść może nawet niedużo, ale z sercem na dłoni…

    • Dziękuję, że podzielił się Pan swoją historią i szczerze współczuję. Pozdrawiam gorąco.

  • ~Lun

    Na matkę nadajecie a do tanga trzeba dwojga czyż nie ?

  • ~Lun

    Na matkę nadajecie a do tanga trzeba dwojga czyż nie ?

  • Księżniczka

    To koszmar. Natalia jest dorosła, prawdopodobnie gdybym była na jej miejscu, zgłosiła bym jej matkę. Może nawet udało by się znaleźć kogoś kto by przyjął do siebie te małe dzieci, które są jeszcze w tym piekle. A matkę, na dożywocie.

    • Mira Faber

      Ciężko zrozumieć tok rozumowania osób, które przeszły przez coś takiego, jednakże Natalii podczas całej rozmowy nie przeszło nawet jedno przekleństwo w stronę matki…nie wiem, jak to jest.

  • Księżniczka

    To koszmar. Natalia jest dorosła, prawdopodobnie gdybym była na jej miejscu, zgłosiła bym jej matkę. Może nawet udało by się znaleźć kogoś kto by przyjął do siebie te małe dzieci, które są jeszcze w tym piekle. A matkę, na dożywocie.

  • ~Monia

    Czytam teks i komentarze… ale jedyne co mi się nasuwa to myśl o tej reszcie małych dzieci zostawionych samym sobie. Owszem Natalia jest dzielna i bardzo silna… Ale strasznie mnie dziwi, że pamiętając to co sama przeszła nie robi nic żeby pomóc tym maluchom, które zostały z matką. One mogą nie mieć tyle siły co ona. Skoro masz z nią kontakt, może zasugerowałabyś jej żeby zgłosiła gdzieś to co się dzieje z maluchami…

    • Mira Faber

      Sugerowałam to nawet kilkukrotnie, Natalia nie chce nawet o tym słyszeć. Mówi, że wszystko lepsze niż dom dziecka.

  • ~Monia

    Czytam teks i komentarze… ale jedyne co mi się nasuwa to myśl o tej reszcie małych dzieci zostawionych samym sobie. Owszem Natalia jest dzielna i bardzo silna… Ale strasznie mnie dziwi, że pamiętając to co sama przeszła nie robi nic żeby pomóc tym maluchom, które zostały z matką. One mogą nie mieć tyle siły co ona. Skoro masz z nią kontakt, może zasugerowałabyś jej żeby zgłosiła gdzieś to co się dzieje z maluchami…

  • ~DDA

    Oj załamać się idzie jak się czyta niektóre komentarze. Ja miałam nie najgorsze dzieciństwo ale moja mama jest alkoholiczką. Też przeszłam swoje (choć to pewnie nawet nie 1% tego co bohaterka reportażu) moje wspomnienia bolą wiec trudno mi wyobrazić sobie jak zmaga się z życiem ta dziewczyna. Przepraszam, ale wzbiera we mnie złość jak czytam te porady i wylewki złości. Ludzie! Nie macie pojęcia o złamaniu psychicznym tej dziewczyny! Nie macie pojęcia jakie było by wasze myślenie gdybyście byli „wychowywani” w takich warunkach. Łatwo jest powiedzieć „donioslabym na matke” kiedy jest się człowiekiem, który dorastał w normalnym świecie w poczuciu własnej wartości z wpojoną codzienną normalnością.
    Bohaterkę reportażu podziwiam i trzymam kciuki. I wcale nie uważam ze jest silną osobą. Jest porostu mądrym człowiekiem – wie ze potrzebuje pomocy i korzysta z niej. Gratuluję takiej postawy. Będzie dobrze. Ja to wiem. Z czasem przyjdzie spokój a z nim pewność i siła na to wszystko!

    • Mira Faber

      Bardzo mądry komentarz, dziękuję. Niestety wciąż są ludzie, którym nic nie wiadomo o innym życiu, o cierpieniu i własnie oni najchętniej doradzają, myśląc, że doskonale wiedzą jak to jest i co należy zrobić. Pozdrawiam radośnie.

  • ~DDA

    Oj załamać się idzie jak się czyta niektóre komentarze. Ja miałam nie najgorsze dzieciństwo ale moja mama jest alkoholiczką. Też przeszłam swoje (choć to pewnie nawet nie 1% tego co bohaterka reportażu) moje wspomnienia bolą wiec trudno mi wyobrazić sobie jak zmaga się z życiem ta dziewczyna. Przepraszam, ale wzbiera we mnie złość jak czytam te porady i wylewki złości. Ludzie! Nie macie pojęcia o złamaniu psychicznym tej dziewczyny! Nie macie pojęcia jakie było by wasze myślenie gdybyście byli „wychowywani” w takich warunkach. Łatwo jest powiedzieć „donioslabym na matke” kiedy jest się człowiekiem, który dorastał w normalnym świecie w poczuciu własnej wartości z wpojoną codzienną normalnością.
    Bohaterkę reportażu podziwiam i trzymam kciuki. I wcale nie uważam ze jest silną osobą. Jest porostu mądrym człowiekiem – wie ze potrzebuje pomocy i korzysta z niej. Gratuluję takiej postawy. Będzie dobrze. Ja to wiem. Z czasem przyjdzie spokój a z nim pewność i siła na to wszystko!

    • Mira Faber

      Bardzo mądry komentarz, dziękuję. Niestety wciąż są ludzie, którym nic nie wiadomo o innym życiu, o cierpieniu i własnie oni najchętniej doradzają, myśląc, że doskonale wiedzą jak to jest i co należy zrobić. Pozdrawiam radośnie.

  • Dot

    Ale historia… Natalia pokonała ogromną drogę, wygrała. Ma dobre, poukładane życie, nie idzie śladem swojej mamy, a to najważniejsze. Dobrze, że zgłosiła się po pomoc – o takich przeżyciach nigdy się nie zapomina, one zawsze pozostają gdzieś w środku. Natalia jest matką, więc takie wsparcie psychologiczne na pewno jej pomoże.
    Bardzo jej współczuję, że musiała tyle przejść, nie wyobrażam sobie jak ja bym sobie z tym poradziła.
    Zastanawiam się tylko, czy mogłaby jakoś pomóc swojemu rodzeństwu, które zostało z jej matką. Być może przechodzą teraz taką gehennę jak ona sama? To straszne, że tak małe dzieci muszą tak bardzo cierpieć :(

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
1331035553_326315929_1-Casting-do-TV-Super-Tesciowa-szuka-zony-dla-syna-wa
Nie tacy teściowie straszni…

Przychodzi baba do sklepu i pyta: - Jest cukier w kostkach? - Nie ma. - To proszę jakąś inną tanią...

Zamknij