7807165686_fe8018567f_z (1)
CHLEBOŻERCY,

Wspomnienia znad krawędzi

Życie jest bardzo kruche, niby każdy z nas to wie, ale czy do końca zdaje sobie z tego sprawę? Dzisiaj chciałam Wam przedstawić kogoś, kto doszedł kiedyś do samej krawędzi, stanął nad przepaścią i skoczył w nią.

Rozmowa trwała bardzo długo i była najcięższą do tej pory. Robiliśmy przerwy, aby móc się uspokoić. Nie mogę zamieścić całej rozmowy, bo wyszłaby mi książka, ale postaram się Wam nakreślić najlepiej, jak tylko potrafię, sytuację, w której znajdował się mój rozmówca. Poznajcie Grzegorza.

Mira: Witaj, bardzo dziękuję, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Na początek poproszę Cię o przedstawienie się czytelnikom.

G: Witam. Mam na imię Grzegorz, mam 34 lata. Mam żonę, dwójkę dzieci i w tej chwili jestem na emigracji.

M: Czym jest dla ciebie życie?

G: Do niedawna udręką, pustką, nie miałem celu w życiu.

M: Dlaczego tak się czułeś?

G: Życie było dla mnie ciężkie od samego początku. Kiedy miałem 4 miesiące, mój ojciec zginął tragicznie. Z mamą często się przeprowadzaliśmy i gdy byłem trochę starszy, nie mogłem nigdzie zagrzać miejsca. Byłem zawsze taki wyobcowany wśród rówieśników i to przysparzało mi wielu problemów. Wychowywała mnie tylko mama, która przez całe życie starała mi się zapewnić tyle, ile tylko mogła, ciężko pracowała, brała nadgodziny, przez co byłem ciągle sam. To wszystko miało na mnie ogromny wpływ. Siedziałem sam, nie miałem obok siebie rodziców, rówieśników, kolegów.

M: Powiedziałeś, że czułeś się wyobcowany z grona rówieśników. Dlaczego tak się działo?

G: Na to miały wpływ chyba głównie dwie rzeczy. Z powodu częstych przeprowadzek często musiałem zmieniać szkoły, a wiadomo jak to jest. Wśród chłopaków zawiązywały się takie grupki na początku roku a mi ciężko się było do nich wbić tak nagle, w połowie roku szkolnego. Ja też nie wykazywałem zbytniej inicjatywy. Na przerwach stałem sam, ze szkoły wracałem sam, z nikim nie gadałem. Drugi powód był taki, że po prostu byłem trochę inny, nie widziałem na jedno oko, miałem karnację i wygląd nacji cygańskiej, to wszystko było świetnym pretekstem do wyśmiewania się ze mnie, wytykania palcami. Dodatkowo kto wiedział o moim tacie, dokuczał mi, że on się zabił i teraz jestem sierotą. Nie chciałem być blisko takich ludzi. Odsuwałem się.

M: Nie wierzysz w to, że twój ociec się zabił?

G: Nie, wierzę bardzo mocno w to, że był to przypadek. Coś się stało z anteną telewizyjną i mój tata chciał to naprawić. Stanął na parapecie, poślizgnął się i spadł z siódmego piętra. Wiele osób mówiło, że on skoczył z tego okna, ale odsuwam od siebie tę myśl, chcę wierzyć w to, że to był nieszczęśliwy wypadek. Nie dopuszczam do siebie innej możliwości.

M: Mama pracowała przez większość dnia, nie miałeś przyjaciół, a rodzina?

G: Rodzina od strony mamy mieszkała w innym mieście, natomiast ta od strony taty wyrzekła się mnie. Wzięło się to stąd, że potępiali związek mojego ojca z mamą i za wszelką cenę próbowali doprowadzić do tego, żeby się rozstali. Tata był dorosłym człowiekiem, a oni robili wszystko, żeby nie mógł się widywać z moją mamą. Zamykali go na klucz, jego ojciec wbijał mu widelce albo noże w kolana, żeby tylko nie mógł wychodzić.

M: To straszne. Czyli twoi dziadkowie się ciebie wyrzekli i nie chcieli cię znać? Nawet nie próbuję sobie wyobrażać, jak musiałeś się czuć.

G: Na początku się mnie wyrzekli, w ogóle mnie nie uznawali, byłem przez nich potępiony. Jednak po jakimś czasie, gdy byłem już starszy, mojemu dziadkowi nagle się odwidziało i stwierdził, że nie chce, aby mama się mną zajmowała i próbował mnie przekonać, abym zamieszkał u niego. Wiedział, że bardzo lubię komputery i gry, więc chciał mnie przekupić tym wszystkim, żebym tylko się do niego przeprowadził.

M: Czy wiedziałeś wiele na temat swojego taty? Wiesz kim był?

G: Bardzo dużo rzeczy przede mną ukrywano, z tego, co się wtedy działo. A ja dostawałem szału z niewiedzy. Dodatkowo miałem wciąż żal do siebie i do Boga, nie rozumiałem czemu urodziłem się taki. Jestem ślepy na jedno oko, nie było mi dane poznać ojca, było mi bardzo ciężko z tą świadomością. Dla piętnastolatka po pewnym czasie było to nie do zniesienia.

M: Czy to właśnie wtedy doszło do takiego punktu kulminacyjnego w twoim życiu?

G: Tak, właśnie wtedy to zaczynało mnie przerastać. Pamiętam, jak pojechałem w odwiedziny do brata mojego ojca. Była to jedyna osoba z tamtej rodziny, z którą miałem kontakt. On bardzo kochał mojego tatę i po jego śmierci odsunął się od własnej rodziny, po to, aby pomagać mnie i mojej mamie i aby utrzymywać z nami kontakt. I wtedy jego żona opowiedziała mi kilka rzeczy. Wtedy dowiedziałem się o tym wszystkim, co do tej pory przede mną ukrywano, czyli o tych nożach, widelcach o tym, jak mój tata był traktowany przez swoich rodziców. Ponoć jego mama miała plan, żeby ożenił się z pewną bogatą dziewczyną, ale mój tata kochał tylko mamę, mimo że była od niego dużo starsza. To wszystko mną wstrząsnęło. Dodatkowo wydarzyło się coś jeszcze co jeszcze spotęgowało mój żal.

M: Co takiego?

G: To był okres przedświąteczny. Poznałem takich dwóch kolegów i myślałem, że się zaprzyjaźniliśmy. Bardzo się cieszyłem, bo jak mówiłem wcześniej, byłem raczej wyobcowany. I w drugi dzień świąt moi „przyjaciele” włamali się do naszego mieszkania i ukradli wszystko, co mieliśmy.

M: To wszystko sprawiło, że musiałeś mieć bardzo ciężki okres z życiu.

G: Tak, było mi wtedy bardzo ciężko. Miałem wtedy dziewczynę, z którą byłem bardzo blisko. Ta dziewczyna jest teraz moją żoną I jesteśmy razem od dwudziestu lat (śmiech). Zaraz po tym włamaniu był Sylwester. Mimo że miałem tylko 15 lat, trochę się napiłem, co spotęgowało mój ból. Dodatkowo dwóch kolegów mojej dziewczyny zaczęło na tym sylwestrze mieszać między nami, dokuczać.

M: Dochodzimy do tego okresu, o którym głównie chciałam porozmawiać. Opowiedz mi, co się stało po tym sylwestrze.

G: Wszystko, o czym mówiłem wcześniej, to cierpienie, które rosło we mnie z powodu odrzucenia, informacje o moim tacie i jego rodzicach, włamanie do mieszkania i koledzy mojej dziewczyny, którzy próbowali mieszać, plus alkohol to wszystko okazało się zbyt duże do przełknięcia. W nowy rok obudziłem się już tylko z jedną myślą. Po co żyć? Po co to wszystko? Od samego początku moje życie było do dupy i nie zanosiło się na to, że będzie lepiej, stwierdziłem, że jestem tylko niepotrzebnym ciężarem dla wszystkich. I wybrałem dla siebie jedno wyście. Nie chciałem dłużej żyć.

M: Co czuje człowiek, który budzi się rano i postanawia, że ten dzień będzie ostatnim dniem w jego życiu?

G: Praktycznie nie czuje nic. Nie docierają żadne bodźce zewnętrzne, przynajmniej ja tak miałem. Obudziłem się z przeświadczeniem, że to jest koniec. Mimo że miałem tylko 15 lat, dla mnie nie miało sensu ciągnięcie dłużej tego życia. Wydawało mi się, że wszystko jest poza moim zasięgiem, że jestem zawieszony w próżni, nic mnie nie otacza, nic mnie już nie czeka, tylko to, co najgorsze. Nie czułem głodu, nie czułem nic. Obudziłem się, przyszła ta myśl, sięgnąłem do szuflady, zażyłem wszystkie lekarstwa, jakie w niej były, położyłem się na łóżku i chciałem zasnąć i już się więcej nie obudzić.

M: Siedzisz tu teraz i rozmawiasz ze mną. Nie udało ci się…

G: Straciłem przytomność. Byłem nieprzytomny parę dni. Bardzo trudno mi opisać przeżycia, które nastąpiły tuż przed moim wybudzeniem.

M: Spróbujesz?

G: Pamiętam tylko tyle, że byłem w jakimś ciemnym korytarzu i nie było widać nic kompletnie, jakbym był w czarnym tunelu. I na końcu widziałem światło. I jak chciałem iść do niego, to nie mogłem, bo to światło się oddalało. Nagle usłyszałem głos ojca, który powiedział, że to nie mój czas, że mam wracać, że jeszcze dużo przede mną, że jeszcze będzie dobrze. I wtedy się obudziłem. Nigdy nie zapomnę tego tunelu i tego głosu. Był taki ciepły.

M: Co było później?

G: Później zaczęły się te wszystkie rozmowy z psychologami, psychiatrami. Chcieli mnie odebrać matce, bo stwierdzili, że to przez nią. I jej rodzina mnie wtedy wzięła do siebie. To był dla mnie wielki szok, ale starałem się dawać sobie jakoś radę. Zawsze słyszałem ten głos i starałem się wierzyć w to, co mówił, że będzie dobrze. I nigdy nie dałem sobie wmówić, że może to były halucynacje. Dla mnie to było tak rzeczywiste, jak to, że teraz z tobą rozmawiam. I, mimo że nie mogłem przecież znać głosu mojego ojca, od razu go poznałem w jakiś sposób, wiedziałem, że to on. A on mówił, że będzie dobrze.

M: Czy było dobrze?

G: Było ciężko. Nadal. Chodziłem do szkoły, byłem w innym mieście, próbowałem utrzymywać związek na odległość z moją dziewczyną. I gdy miałem 18 lat, dowiedziałem się, że będę ojcem. Było ciężko, ale miałem nowe pokłady siły. Wszyscy mi mówili, że jestem za młody, żeby mieć dziecko, a ja właśnie wtedy odnalazłem cel, który dodał mi sił.

M: Czy przeszłość odeszła w niepamięć?

G: Nie do końca. Miałem cel w życiu, ale wciąż miewałem momenty, kiedy przypominałem sobie o tym wszystkim, co spotkało mojego ojca, moją mamę, mnie i wtedy dostawałem szału, nie mogłem wytrzymać bólu, to wszystko, co było w mojej głowie zamknięte na klucz, czasami się uwalniało. I pewnego razu, przez takie coś mogłem skończyć w więzieniu. Nagle to wszystko wróciło, dostałem szału, nic nie mówiąc, wyszedłem z domu, poszedłem do domu mojego dziadka, z kopa wywaliłem drzwi i mu natłukłem. Wtedy jednak przyszła myśl, że teraz moje życie wygląda inaczej, w końcu nie byłem sam, miałem żonę, dziecko, miałem dla kogo żyć. I to spowodowało, że przestałem. Dziadek chciał iść na policję, ale nie zrobił tego, brat mojego taty go przekonał, żeby dał spokój.

M: Po twojej próbie samobójczej, twoje życie nie do końca nabrało kolorów, miewałeś bardzo ciężkie chwile, kiedy stare rany z przeszłości otwierały się. Czy nie przychodziło ci do głowy to samo co wtedy, w Nowy Rok, gdy miałeś 15 lat?

G: Nie. Nigdy później nie miałem już myśli samobójczych. Nigdy. Cieszyłem się, że miałem szczęście w nieszczęściu i że dostałem kolejną szansę. I choć miałem później depresję i chwile totalnego załamania, to już nigdy nie pojawiła się ta myśl.

M: Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co by było, gdyby wtedy ci się udało?

G: Tak. I za każdym razem jestem przerażony. Po prostu przerażony ogromem tragedii, cierpienia i bólu, który bym wyrządził, a którego, podejrzewam, moja mam by nie przeżyła. Ja nie byłem jej jedynym synem. Była w ciąży na długo, zanim poznała mojego tatę, ze swoim pierwszym mężem. I straciła tamto dziecko, poroniła. I myślę, że gdyby mi się udało wtedy, ona mogłaby tego nie przeżyć. Cieszę się, że żyję I chcę wykorzystać szansę, którą dostałem. Teraz moje życie zaczyna nabierać kolorów, może to jest mój czas, może o to ten okres miał na myśli mój tata, gdy powiedział „jeszcze będzie dobrze”.

M: Bardzo dziękuję ci za tą trudną rozmowę, naprawdę doceniam to, że odważyłeś się otworzyć te drzwi w twoim umyśle, które przez większość czasu są zamknięte na klucz. Czy jest coś, co chciałbyś powiedzieć komuś, kto być może stoi teraz nad tą samą przepaścią, nad którą stałeś ty?

G: Tak. To nie jest absolutnie żadnym wyjściem. Taki krok przyniesie ulgę tylko tobie, natomiast twoje samobójstwo, nawet nieudana próba, będzie źródłem niepojętego bólu i cierpienia dla twoich najbliższych. Ta myśl mnie czasami paraliżuje. Co musieli czuć wszyscy, którzy mnie kochali? To nie jest rozwiązanie. Żyjąc, jesteś jednostką, to prawda, ale nie żyjesz tylko dla siebie. I nie zawsze jest łatwo, ale takie wyjście jest bardzo egoistyczne i samolubne. I jeżeli jest taka osoba, która myśli o tym, żeby skończyć ze swoim życiem, to pierwszy podam jej rękę i spróbuję wytłumaczyć, dlaczego nie warto. Trzeba wierzyć, że wyjdzie się z tego zakrętu, że jeszcze będzie dobrze. Nieważne jak pochmurne jest twoje życie, kiedyś w końcu wyjdzie to słońce.

Jeżeli czytasz ten tekst, mam nadzieję, że zapamiętasz przekaz, który z niego wynika. Życie może być ciężkie, może być nie do zniesienia czasami, ale tylko żyjąc mamy szansę na to, aby zobaczyć słońce, przytulić ukochaną osobę, naprawić swoje błędy, poszukać odpowiedzi…

Jeżeli czytasz ten tekst, stojąc nad przepaścią, proszę, cofnij się, usiądź i pomyśl raz jeszcze. Być może chciałbyś porozmawiać z kimś, kto nie będzie cię oceniał, choćby nie wiem co, z kimś, kto wie jak się możesz czuć. Skontaktuj się ze mną,  a ja pomogę ci się skontaktować z Grzegorzem, który zapewnił mnie o tym, że pierwszy poda rękę komuś, kto przestał wierzyć w życie.

  • Czasami trudno uwierzyć, że dorośli ludzie potrafią tak bardzo zniszczyć życie dziecku.

    • Mira Faber

      Prowadzeni niewyjaśnioną nienawiścią potrafią, niestety.

  • Julka

    Uratowała mi Pani życie. Siedzę przed komputerem i płaczę. Łzy skapują na klawiaturę, a ja sama dziwię się, dlaczego przed momentem chciałam się zabić….
    Pan Grzegorz i jego historia są tak szczere, tak prawdziwe..
    Z całego serca dziękuję. <3

    • Dziękuję że zechciałaś się ze mna tym podzielić. Niezmiernie się cieszę, że to co napisałam, mogło pomóc, choć wierzę, że sama sobie uratowałaś życie! Pamiętaj, nidy nie jest tak źle, jak nam się wydaje. Jakby co, napisz, wyżal się, ja chętnie posłucham, a jeśli będę mogła, doradzę.

      Trzymaj się ciepło. Życzę Ci od dzisiaj samych słonecznych dni!

    • Dziękuję że zechciałaś się ze mna tym podzielić. Niezmiernie się cieszę, że to co napisałam, mogło pomóc, choć wierzę, że sama sobie uratowałaś życie! Pamiętaj, nidy nie jest tak źle, jak nam się wydaje. Jakby co, napisz, wyżal się, ja chętnie posłucham, a jeśli będę mogła, doradzę.

      Trzymaj się ciepło. Życzę Ci od dzisiaj samych słonecznych dni!

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
4023620949_1107b8af85_z
Problemy w związku, czyli o tym jak uciekałam z domu

Kłótnia z mężem. Bo obraził twoje uczucia, mówiąc, że film, który kochasz najbardziej na świecie i widzisz w nim wspaniałe...

Zamknij