sad-505857_1280 (1)
RODZICIELSTWO,

Kiedy przestajesz być matką

Kiedy kobieta staje się matką? W którym dokładnie momencie? Czy wtedy, kiedy położna kładzie jej na piersi nowo narodzone dziecko, tak żeby mogła poczuć jego zapach, zobaczyć jego oczy i usłyszeć jego głos? Czy to wtedy? A może staje się matką wtedy, kiedy zobaczy swoje dziecko po raz pierwszy na ekranie, gdzie widać maleńkie bijące serduszko?

Ja mam swoją teorię na ten temat. Pamiętam dokładnie moment, w którym stałam się matką.

Ona też dokładnie pamięta chwilę, w której zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym. W tamtej właśnie chwili, w mgnieniu oka, z dala od świadków, stała się matką. Była w ciąży i nie miał żadnego znaczenia fakt, że jej dziecko, według lekarzy czy otoczenia, nie było jeszcze dzieckiem.

Od tamtej pory jej życie się zmieniło. Budziła się co dzień ze świadomością, że jest mamą. Jej myśli krążyły tylko i wyłącznie wokół jej dziecka. Żyła tą chwilą, jednocześnie spoglądając w przyszłość. Każdego dnia zanurzała się w marzeniach i wyobrażała sobie to, co ją czeka. Wyobrażała sobie spotkanie ze swoim maleńkim cudem, zastanawiała się, czy to chłopczyk, czy dziewczynka i czy będzie mieć niebieskie oczy. Wyobrażała sobie uczucie własnej radości i szczęścia na widok pierwszych kroków, pierwszego „mama”, pierwszego uśmiechu, ząbka. W myślach meblowała dziecięcy pokój, dobierała łóżeczko, pościel, zasłony. Już wtedy wiedziała, że zrobi wszystko, absolutnie wszystko dla tej maleńkiej istoty.

Kiedy zobaczyła krew na bieliźnie, w jednej sekundzie ogarnął ją taki strach, że nie była w stanie ustać na nogach. Położyła się z nogami do góry i myślała, że tak się zdarza, przecież czytała, że niektóre kobiety krwawią podczas ciąży. Do szpitala zawiózł ją mąż w momencie, kiedy zorientowała się, że to nie do końca wygląda normalnie, że boli za bardzo. Położyli ją na kozetce i kazali czekać na przyjście lekarza, który akurat gdzieś się zapodział. Leżała tam i wyła z bólu. Sama nie wiedziała, co bolało bardziej, ciało czy serce. Mąż trzymał ją za rękę a Ona myślała tylko o tym, co się dzieje z jej dzieckiem. W końcu zjawił się lekarz, kazał podać środki przeciwbólowe i wykonał USG.

Tamtego wieczoru, w jednej, bolesnej do granic możliwości chwili, tak jakby przestała być matką. Od tamtego dnia budziła się z nową świadomością. ”Nie jestem już mamą” męczyło ją każdego ranka zaraz po przebudzeniu. I w tamtej chwili okazało się, że jest sama na świecie. Że nie ma nikogo obok. Jej mąż robił co mógł, przyjaciele, rodzina pocieszali najlepiej jak potrafili, mimo to była całkiem sama. Nikt nie był w stanie zrozumieć. Mówili, że będzie dobrze, że jeszcze będzie mieć dzieci, że z czasem zapomni, pogodzi się z tym. Ona czuła inaczej. Była osamotniona w ogromnym żalu i gniewie. Nękało ją poczucie niesprawiedliwości. Chciała się buntować, ale przeciw komu? Czemu? Na widok kobiet pchających przed sobą wózki, odczuwała jedynie zazdrość. Nikt nie mógł jej pomóc, bo nikt nie rozumiał. Każdy próbował umniejszyć psychiczny, osobisty dramat, który przeżyła.

Nauczyła się z tym żyć i choć nie mogła się z tym pogodzić, zaczęła tolerować fakt, że przytrafiło się to właśnie jej i że już nigdy nic tego nie zmieni. Czas leczy rany, teraz o tym wie. Została pownie matką, doświadczyła tego, o czym wtedy marzyła. Czy zapomniała? Nie. Nigdy. Zawsze już będzie matką dziecka, któremu nie było dane się narodzić.

I gdyby spojrzeć na to z całkiem innej strony, można by dostrzec w tej sytuacji maleńki zaszczyt, który ją spotkał. Gdzieś w świecie jest dusza, która nigdy nie była ubrana w ciało, najczystsza, niestrudzona życiem. Kochać mocno kogoś, kogo się nigdy nie poznało, to zaszczyt. To sztuka miłości.

  • Nie wiem, czy to zaszczyt. Wolałabym jednak tego zaszczytu nie doświadczyć. Jestem mamą aniołka, jednak wolałabym, żeby mój synek był tutaj ze mną. Racja, że tego się nie zapomina, rana się zabliźnia, ale we mnie pozostał paniczny strach o córcię. Pewnie dlatego tak trudno mi odciąć pępowinę.

  • Aniu kochana, oczywiście, że każda z nas wolałaby takiego zaszczytu nie doświadczyć, że wolałybyśmy inne zakończenia, ale tego zmienić nie możemy, a skoro musimy z tym żyć, to można spróbować znaleść coś, co choć trochę nas pocieszy.

    • Pewnie każdy szuka swojego sposobu.

  • Sztuką miłości jest też kochać samego siebie, bo jakże często się nienawidzimy, choć to przecież takie okrutne

    • Mira Faber

      Kochać siebie samego to chyba największa sztuka, a możnaby pomyśleć, że to takie proste.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
snow-man-590386_1280
Wszystko co dobre…wiadomo…

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Powszechnie znana, lecz jakże bolesna prawda. Wiedziałam, że kiedyś nasze ferie się skończą, ale...

Zamknij