aroni-738306_1280
RODZICIELSTWO,

Czy dziecko ma swoje prawa?

Zdarzyła Ci się kiedyś taka sytuacja, że chciałaś sprawić dziecku przyjemność i zabrać je do kina na przykład? Kupowałaś bilety, popcorn i cieszyłaś się jak dziecko, że maluch będzie miał frajdę, a potem po pięciu minutach musiałaś wychodzić z zamazgajonym, ogluciałym dzieckiem na zewnątrz, zostawiając za sobą tonę rozsypanego na podłodze, drogiego jak diabli, popcornu? Nie? No to wszystko przed Tobą. Ja byłam w takiej sytuacji i pamiętam, że miałam wtedy ochotę włożyć dziecku do buzi knebel, albo najlepiej cały popcorn, żeby się nie zmarnował, przywiązać go do fotela i niech patrzy na ten francowaty film, skoro specjalnie po to tu przyjechaliśmy, a ja wydałam na to pieniądze. Taką miałam ochotę, no bo przecież szkoda. Nie zrobiłam tego.

Albo gotujesz pół dnia marcheweczki, pietruszeczki, mięseczko z króliczka i inne cuda na kiju, a potem się okazuje, że Twoje dziecię ma Cię za kompletną frajerkę i nie tknie króliczka ani troszkę? I przez następne pół dnia wmawiasz dziecku, że to jest pyszne, za tatusia, za mamusię, za proboszcza, a dzieciak ani drgnie. Można się wściec, nie?

W sobotę siedziałam sobie na basenie, patrząc na moje dzieci, kiedy nagle jakieś babsko zasłoniło mi cały widok. Stanęło przede mną i próbowało córce założyć okularki do pływania. Dziewczynka była spóźniona, więc matka spieszyła się bardzo, no bo przecież szkoda. Tak się kotłowała z małą, że chyba jej wyrwała połowę włosów, mała ryczy, krzyczy, że boli, a ta na chama jej te okulary wciska. Po pięciu minutach matka się tak wnerwiła, że wyszarpała małą za rękę z pływalni i zaciągnęła ją do kibla. Po chwili wyszły, dziecko rozczochrane, czerwone jak burak, ale okularki są. Zalane łzami, ale to nic. Do wody, szybko, bo już 10 minut spóźnienia.

I co? I mała nie wejdzie. Za chiny ludowe. Mnie też by się odechciało, jakby mi matka w taki sposób okulary zakładała. Ale mamuśka się nie poddaje, sadza małą na ziemi i szarpie za jedną nogę, wkładając ją na siłę do wody. ”Właź mówię”, krzyczy, przytrzymuje jedną nogę ręką i na siłę próbuje włożyć drugą do wody. Nie da rady. No to bierze dziewczynkę na ręce i próbuje wrzucić (!) do wody, bo lekcja już trwa, a gówniara się szarpie. Dziecko się tak uczepiło jej szyi, że musiałaby chyba wskoczyć razem z nią. Znowu wyszarpuje ją z pływalni, wraca po 5 minutach, upocona, czerwona ze złości, mała jeszcze bardziej zaryczana, wyszarpana za ręce, bo widać ślady. Siadają na ławce koło mnie. Mała się tuli do mamy, a ta ją cały czas odpycha mówiąc „odejdź ode mnie!”.

Przypominałam sobie swoją złość, którą czułam, kiedy dziecko nie chciało czegoś zrobić, a nie mogło tego zrobić później. Patrząc jednak z boku na coś takiego, nie przez pryzmat własnej frustracji, zobaczyłam, jak często rodzice nie szanują swoich dzieci. Ta matka miała kompletnie w dupie fakt, że jej dziecko, po tym, jak je już wyszarpała za kudły, nie miało ochoty wchodzić do wody. Przecież ona zapłaciła, a gówniara  fochy sobie stroi. Jak można na chama próbować wrzucić dziecko do wody, bo już zapłacone? Jak można tak potraktować drugiego człowieka? Czy, gdyby próbowała tak postąpić z kimś dorosłym, nie byłoby to uznane za przemoc? Fakt, że to jej dziecko, daje jej prawo do używania tej przemocy?

Jak często rodzice zapominają, że każdy ma swoje prawa, ich dziecko również? Jak często publicznie rodzic odziera własne dziecko z godności, odbierając mu to prawo? Jak bardzo dziecko musi wtedy cierpieć, czując, że nie może zrobić tego, co chce, bądź nie robić tego, czego nie chce, bo wtedy mama je odtrąci i powie „odejdź ode mnie!”?

Na lekcjach pływania przypomniałam sobie w bardzo dobitny sposób o tym, o czym też zdarza mi się zapomnieć. Moje dziecko jest przede wszystkim człowiekiem i nie mam prawa go zmuszać do robienia czegokolwiek. Patrząc na to, kotłowała mi się po głowie jedna myśl. Miałam nadzieję, że gdy byłam mała, nikt nigdy nie potraktował mnie w taki sposób.

  • Ja za każdym razem gdy widzę lub czytam coś takiego nie potrafię poradzić sobie z tym obrazem, że rodzic dziecko krzywdzi, a ono szuka w jego ramionach bezpieczeństwa. Bo ma tylko jego, bo tylko jemu ufa, a w tej chwili ufa nawet, że tak trzeba, że to co robi matka jest jego winą. Dramat….

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
cloud-143152_1280
Dlaczego porażka jest ci potrzebna

Porażka. Jak smakuje, wie chyba każdy. Nie lubisz tej goryczy wypełniającej cię od środka, której nie da się popić czymś...

Zamknij