flower-22656_1280
CHLEBOŻERCY,

Lekarstwo na HIV

Moi ”Chlebożercy” to zwyczajni ludzie. Jednak według mnie, każdy zwyczajny człowiek jest szczególny, wyjątkowy i, w swojej zwyczajności, niezwyczajny.

Aneta, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić, jest niesamowita. Nie tylko ze względu na swoją osobowość, którą miałam okazję troszeczkę poznać, ale również przez to, jakich decyzji dokonała w związku ze swoim własnym życiem.

Mira: Na wstępie chciałam Ci bardzo podziękować za to, że zgodziłaś się ze mną porozmawiać i opowiedzieć swoją historię. Wymagało to wiele odwagi. Czy mogłabyś się w kilku zdaniach przedstawić czytelnikom?

A: Mam na imie Aneta i mam 30 lat. Jestem osobą po przejściach, a mianowicie jestem rozwódką.

M: Jesteś bardzo interesującą osobą w każdym znaczeniu tego słowa, ale dziś chciałabym się skupić głównie na Twoim związku z Mariuszem.

A: Dziękuję, ale uważam się za kogoś zwykłego. I mam nadzieję, że moja historia uświadomi innym, że każdy potrzebuje być szczęśliwy.

M: Kiedy i jak poznałaś Mariusza?

A: Mariusza poznałam 2 lata temu w dziwnych okolicznościach, nie sprzyjających wtedy znajomości, związkowi czy też miłości. Poznaliśmy się w sieci na stronie internetowej “Polish heart”. Czułam się wtedy samotna, zagubiona po rozwodzie, wszystko jeszcze było świeże. Pisało do mnie wielu mężczyzn, ale po jakimś czasie miałam dość i chciałam usunąć swój profil. Większości chodziło o sex i przygodę. Gdy postanowiłam zrezygnować, napisał do mnie Mariusz. Wywarł na mnie wrażenie. Piękne duże niebieskie śmiejące się oczy i taki w nich błysk. Zaczęliśmy pisać do siebie.

M: Rozumiem, że jemu nie chodziło o sex i przygodę?

A: On był inny.

M: Dlaczego?

A: Też już zrezygnowany, podobnie jak ja. Przeszedł wiele w życiu, zmarła kobieta, z która ma dziecko i został sam. Szukał kogoś do wspólnego życia, nie na ulotną chwilę. Był w tym wszystkim bardzo szczery.

M: Co sprawiło, że uwierzyłaś w jego słowa? Przecież w sumie każdy może napisać wszystko, co mu przyjdzie do głowy.

A: Uwierzyłam w jego słowa, bo był realny, od razu chciał wejść na Skype. Rozmawialiśmy o życiu, o tym, czego oczekujemy, przez co przeszliśmy i kogo szukamy.

M: I co się stało później? Pierwsze spotkanie? Miłość od pierwszego wejrzenia?

A: Korespondowaliśmy ze sobą codziennie, ale ciągle było nam mało. To były wakacje, a ja miałam jechać nad morze z przyjaciółmi. Zaproponowałam mu, by przyleciał i pojechał ze mną. To była spontaniczna myśl. I wyszło tak, że pojechaliśmy sami (śmiech). Może to niezbyt odpowiedzialne, ale tak właśnie było. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, stał na dworcu z ukrytym wielkim bukietem slonecznikow-moje ulubione kwiaty. Zmiękły mi kolana a serce od razu przyspieszyło. Pojechaliśmy nad morze i spędziliśmy tam najwspanialsze chwile.

M: Nie bałaś się?

A: Trochę tak, ale serce podpowiadało mi, że mam się nie bać, że mam zaryzykować. Może oszalałam, ale tak właśnie zrobiłam.

M: Nie przeszkadzało Ci kompletnie, że Mariusz ma dziecko, które sam wychowuje?

A: Wręcz przeciwnie, złapało mnie to za serce, bo który mężczyzna opiekowałby się sam dzieckiem? Niejeden oddal by do mamy lub do domu dziecka i szalałby. Bałam się tylko, bo jego syn jest już na tyle duży, by wszystko rozumieć i ma wykształtowany charakter, ale opowiadał mi o nim. Wiedziałam, jak bardzo potrzebuje kobiecej reki i ciepła.

M: Bałaś się, czy Cię zaakceptuje?

A: Bałam się, że nie dam rady, ze może zawiodę i znowu ten mały chłopiec kogoś straci.

M: Ile miał lat, gdy zmarła jego mama?

A: Cztery, nie pamięta wiele z tamtego okresu. Mariusz przez 3 lata musiał sobie radzić sam.

M: Powiedz czytelnikom, dlaczego Wasz związek jest nietypowy i przez to również wyjątkowy?

A: Dlatego ze Mariusz jest nosicielem wirusa HIV.

M: W którym momencie dowiedziałaś się o tym?

A: Już na początku naszych rozmów. Bardzo szybko mi napisał i dal czas do zastanowienia, czy chce nadal z nim utrzymywać kontakt. To był dla mnie ogromny szok, chciałam się zastanowić, bo pomimo że ma się jakśś tam wiedzę na ten temat, nie żyje się z kimś takim na co dzień. Przez 3 dni się nie odzywałam i czytałam. Czytałam o tym, jak z tym żyć. Bałam się, ale to, w jaki sposób się zaraził, też dało mi do myślenia i sprawiło, że chciałam go poznać bliżej. Po tych 3 dniach sam się odezwał. Ja byłam skołowana, ale to on mnie uświadomił, wyjaśnił mi jak można żyć będąc nosicielem, jak można żyć w związku. Wysłał mi informacje na temat HIV, które dostał od pielęgniarza, który się nim opiekuje.

M: Powiedziałaś, że dało Ci do myślenia to, w jaki sposób się zaraził…

A: Wielu odbiera takie osoby negatywnie, myśląc, ze same sobie zgotowały taki los. W przypadku Mariusza było inaczej. Jego zaraziła umierająca partnerka. Zachorowała na Miastenię i miała mieć przeszczep serca. Mariusz, zanim znalazła się w szpitalu, wiedział o jej zdradach, ale o HIV oboje dowiedzieli się w dniu, gdy miała mieć przeszczep. Lekarze nie zrobili przeszczepu, bo organ mógł by być odrzucony a u niej wykryto już AIDS. I w tym momencie Mariuszowi świat się zawalił, dowiedział się, że jej nie można już pomoc, choroba postępowała bardzo szybko, ponieważ się nie leczyła, nie wiedziała że ma aids. Mariusz w tym momencie bał się też o siebie i synka, czy ich nie zaraziła. Po badaniach okazało się, że dziecko jest zdrowe, a Mariusz jest nosicielem wirusa HIV. W jednym momencie dowiedział się, że został sam, z bólem, złością, chorobą i małym chłopcem.

M: Jak wygląda życie z osobą zarażoną wirusem HIV? Mimo że mamy 21 wiek, ludzie wciąż nie wiedzą zbyt wiele na ten temat, stąd moje pytanie.

A: Zgadza się, każdy myśli „mnie to nie dotyczy”, ja też kiedyś myślałam, że taka wiedza mi nie potrzebna. Życie z taką osobą jest normalne, piję z kubka Mariusza, używam tych samych sztućców, kąpię się pod tym samym prysznicem. Mariusz jest nosicielem w trakcie leczenia.

M: A jak wyglądają kwestie te najbardziej intymne?

A: Sex z prezerwatywą, ale są dni gdzie nawet tego nie używamy, bo poziom wirusa jest niewykrywalny.

M: Nie ma w Tobie strachu? Czy nie wystarczy mała ranka, do której dostanie się jego krew?

A: To musiała by być dużą ilość krwi, duża rana. Mariusz od 4 lat jest pod stałą opieką medyczną i stałą kuracją antywirusową i zagrożenie jest praktycznie zerowe. Od dwóch lat jesteśmy w związku i jestem osobą zdrową.
M: Dowiedziałaś się o wirusie HIV praktycznie zaraz na początku waszej znajomości, czy nie przyszło Ci nigdy do głowy, że może lepiej byłoby zapomnieć o Mariuszu i poszukać innego partnera?
A: Pewnie że wtedy pomyślałam o tym, ale nie chciałam też go zostawić. Był szczery. Może, gdyby sam sobie zgotował taki los, byłby kobieciarzem na przykład, to pewnie by tak było, jednak nie było w tym wszystkim jego winy. Czułam że mnie potrzebuje, a chciałam być komuś potrzebna.

M: Ja rozumiem, ale czy nie bałaś się o siebie? O to, że coś się stanie i się zarazisz?

A: Wtedy się bałam, nie miałam wiedzy, byłam ograniczona.

M: Wtedy się bałaś, jak doszłaś więc do podjęcia decyzji, którą podjęłaś?

A: Podjęłam taką decyzje, ponieważ chciałam zrobić coś dla kogoś, nie tylko dla siebie. Czułam, że mam w sobie tyle miłości i nadziei ze mogę ja mu dać. A lęk? Ogarnęła mnie jakaś taka dziwna siła i chęć oderwania się od szarej rzeczywistości. Lęk jest niczym, kiedy ma się nadzieję i wiarę w drugiego człowieka. Ponadto lęk przed samotnością był większy.

M: Stworzyłaś z Mariuszem rodzinę, nie tylko jesteś jego partnerką i opiekujesz się jego synem, jesteś również matką jego drugiego dziecka. Czy możesz wytłumaczyć, jak to możliwe, że bez przeszkód mogliście się z Mariuszem zdecydować na wspólne dziecko?

A: Tak, jestem szczęśliwą mamą małego aniołka. Wszystko zależy od poziomu wirusa jak wspomniałam powyżej. Jest on regulowany przez leki. Ryzyko, że dziecko będzie chore, było zerowe.

M: Wyjechałaś z Polski i przyjechałaś tutaj, żeby zacząć nowe życie z Mariuszem. Z jaką reakcją ludzi się spotkałaś?

A: Przyznam, że doznałam szoku, niestety w negatywnym sensie. Ludzie na nas dziwnie patrzyli, że ja w ciąży. Powinnam była mieć przecież głowę nisko opuszczoną, a byłam wesoła i szczęśliwa. Nie wiedzieli, że ja i dziecko jesteśmy zdrowi. Niektórzy myśleli, że Mariusz mnie okłamał i że ja nie wiem, że on jest nosicielem. Każdy był w szoku, że byłam w ciąży.

M: Tak, ludzie uwielbiają takie historie i z miłą chęcią budują sobie ideologię na dany temat. A jak jest teraz? Czy ludzie się Ciebie boją?

A: Nie myślę, że się boją. Ja się trochę zdystansowałam może i odcięłam, nie czuję się inna, gorsza ani lepsza, po prostu jestem szczęśliwa. Jeśli ktoś chce mnie poznać, nie odpycham go i jestem otwarta.

M: A jaka była reakcja Twoich najbliższych?

A: Wie o tym tylko moja siostra. Moi rodzice akceptowaliby to, ale nie wiem, czy mam siłę tłumaczyć im, że ich wnuczka jest bezpieczna i ja też. Nie chcę, żeby się martwili, ale pewnie nadejdzie moment, że im powiem. Muszę się zebrać w sobie.

M: Dobrze, ostatnie pytanie, w ogóle niezwiązane z tematem, ale zadałam je moim poprzednim rozmówcom, więc zadam i Tobie. Kto jest ojcem dziecka Kangurzycy z Kubusia Puchatka?

A: (Śmiech) Dobre pytanie!

M: Wiem.

A: Wędrowny kangur ukrywający się w lesie.

M: Ale czemu by się ukrywał?

A: Może jest taki przystojny, że każda by chciała mieć takie małe kangurzątko (śmiech).

M: Dziękuję Ci bardzo za tą rozmowę. Było mi bardzo miło.

 

Kiedy poznałam tę historię, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że fakt, że Mariusz spotkał na swojej drodze kogoś takiego jak Aneta, zadecydował o jakości jego życia.

Nie wyobrażam sobie, jak ciężko musiało mu być, w momencie gdy uderzył w niego grom z jasnego nieba. Nagle dowiadujesz się, że ktoś, kogo kochasz, nie tylko jest śmiertelnie chory, nie tylko cię zdradzał, ale jeszcze dowiadujesz się o tym, że za czyjąś zdradę będziesz płacił do końca swoich dni.

Świat idzie do przodu, teraz HIV to nie wyrok, rozumiem…Ale czy leki antywirusowe czy cokolwiek innego potrafi uleczyć dogłębnie zranioną duszę? Nie wydaje mi się.

Mariusz znalazł swoje lekarstwo, a Aneta zapewne nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak jest. Zrobiła tak wiele dla drugiego człowieka, nie wiedząc tak naprawdę, co robi.

Jestem wzruszona postawą obojga tych ludzi. Takie historie przypominają mi o tym, co w życiu najważniejsze. I dlatego musiałam Wam o tym napisać.

 

 

 

 

  • W dzisiejszych czasach HIV jest chorobą uleczalną, to znaczy mógłby być gdyby nie ludzie, gdyby nie nasze uprzedzenia i gdybyśmy potrafili pomagać bez zadawania pytań, umoralniania i stawiania warunków. Lata 80-te, kiedy ludzie z HIV umierali minęły, niestety nadal w wielu społecznościach HIV zbiera śmiertelne żniwo. Nie musiałoby tak być, gdybyśmy byli dużo bardziej tolerancyjni. Dzisiaj życie, współżycie, decydowanie się na dziecko z nosicielem niesie zerowe ryzyko, czegóż chcieć więcej by raz na zawsze wygrać z tą potworną chorobą? Nie wygramy jednak póki ludzie nie zaczną troszczyć się o drugiego człowieka bez względu na jego historię. HIV nie zniknie dopóki nie znikną uprzedzenia.

    • Mira Faber

      Tak jest, niestety. I mam nadzieję, że ta historia choć trochę poszerzy horyzonty myślowe czytelników.

    • ~PodSkrzydłamiAnioła

      Szczęśliwa odnalazła szczęście i ukoiła dusze…dzięki Tobie Mira uświadomiłam sobie jak wiele siły mam i że mam jaja ;-)Dziękuje za pozytywne opinie i wpisy,serce się uśmiecha i nabieram siły by dalej trwać w tym co zrobiłam robię.Kocha się nie za coś lecz pomimo wszystko…Warto!

      • Mira Faber

        Pewnie, że warto! Takie historie jak Twoja pomagają w to wierzyć! Jeszcze raz dziękuję, że zgodziłaś się ze mną porozmawiać.

  • Piękna historia z tragicznym i pełnym bólu wątkiem.
    A kobieta naprawdę wyjątkowa, odważna, mająca konwenanse i opinie gdzieś. Dziś jest szczęśliwa :)

    • Mira Faber

      Tak, jest szczęśliwa i może być z siebie dumna!

  • Niezwykły wywiad i niezwykła bohaterka. Odważna. Ale i świadoma. A nie można skreślać kogoś, kto jest chory, choć z pewnością nie jest to łatwe, gdy dowiadujemy się, że ktoś jest nosicielem HIV, to pewnie działa odstraszająco. Jestem pełna podziwu. Gratuluję.

    • To bywa dosyć paraliżujące, gdy nagke dowiadujemy się, że ktoś kto np stoi obok nas jest nosicielem. Nie mamy wiedzy na tem temat i zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego ten wywiad wydał mi się potrzebny,

  • Piękna historia. Jestem pod wrażeniem odwagi obojga. Jego, bo powiedział, jej, ponieważ zdecydowała się spróbować.

  • ~asia

    Pan Bóg kieruje naszymi losami, nic nie dzieje się bez przyczyny. Splot zdarzeń, myśli, słów, miejsc, osób, spotkań tworzy przejmujące historię.
    Rewelacyjny wywiad!:)

    • Mira Faber

      Dziękuję w imieniu swoim i przede wszystkim Anety!

  • ~Ewa

    Ja powiedziałam moim bliskim ,że nie życzę sobie ratowania w przypadku zagrożenia mojego życia.
    Dlatego gdybym wiedziała ,że mam HIV to postarałabym się uporzadkować moje życie i wyjechać w podróż mojego życia w jedną strone.
    Nie znosze litości –mam troje dzieci i wiem ile musi z siebie dać samotny rodzic by je wychować na ludzi.
    Szanuję każdę decyzję ale ja bym oddała dzieci i chyba pozwoliła sobie na śmiecć.Zabić się bym nie umiała.
    Do tego trzeba mieć odwage a ja jej nie mam.
    Strach paraliżuje człowieka a ja jestem dominantem i zawsze mam wszystko pod kontrolą.
    Ta choroba skazałaby mnie na strach i zależność –i jak tu żyć??????????

    • Nie na wszystko mamy wpływ niestety. Nienawidzisz litości, natomiast oddając własne dzieci, wystaławiłabyś je na litość ze strony innych…Pozdrawiam.

    • ~miss

      Ale dlaczego chciałabyś odejść? Jestem nosicielem wirusa HIV 20 lat, mam poziom wirusa niewykrywalny, owszem, trzeba brać leki, ale dwie czy trzy tabletki dziennie nie są problemem, mam męża i jest zdrowy. W dzisiejszych czasach HIV jest wirusem z którym można normalnie żyć. Taka postawa jak twoja tylko utwierdza ludzi w błędnym przekonaniu, że to jakiś wyrok, a tak nie jest.

    • A co, jesli smierc by nie przychozila? Z HIV mozna zyc latami,
      A gdybys zamiast HIV stracila wzrok? Czy nie byloby to gorsze przy Twojej natorze dominanta (jak sama sie okreslasz)? Czlowiek boi sie tego, czego nie zna – jestem pewna, ze po kilku latach z wirusem poznalabys go na tyle, ze przestalabys sie go panicznie bac, zwlaszcza, jesli mialabyc mozliwosci panowania nad nim do pewnego stopnia.
      Zycie jest zbyt cenne, aby je trwonic na strach i inne tego typu emocje. Zwlaszcza, jesli ma sie dla kogo zyc…

  • ~pwn28

    Ja również jestem w takim związku. Ale mój partner zaraził się w trakcie naszego związku przez „skok w bok”. Przez miesiąc nie mieliśmy kontaktu. Wówczas „oprzytomniał” ale zaczęły się też objawy zakażenia. Wówczas zadzwonił do mnie że coś jest nie tak, że źle z nim, ze potrzebuje pomocy. Wróciłem bo kochałem i kocham. Przeszliśmy razem przez chorobę retrowirusową i pierwsze wizyty u wirusologa. Przez to że jesteśmy w związku też jestem pod opieką tej poradni, ale jestem „ujemny”. U mojego faceta wiremia jest już niewykrywalna i żyjemy NORMALNIE, choć on mówi że ciągle się boi, szczególnie „lampka mu się zapala” w trakcie chwil intymnych… W lutym minie 9 lat związku a w grudniu minęło 6 lat od zakażenia. Bierze tabletki terminowo, czego też pilnuję, lekarka jest IDEALNYM lekarzem. Można żyć z osobą seropozytywną w normalnym związku. Miłość i przyjaźń wszystko pokonają. Od tamtego czasu nie widziałem wierniejszego faceta, nie znam równie kochającego. Pewnie – kłótnie są jak w każdym związku, ale nie o to co najważniejsze. Nie zwątpiliśmy w siebie. Nie odtrącajcie ludzi z wirusem HIV czy HCV. Żyją wśród nas i nawet nie wiecie kto jest nosicielem. Boją się przyznać by nie być odrzuconym. A czasem nawet nie wiedzą ze są nosicielami i rozprzestrzeniają go innym. Włączcie myślenie zdroworozsądkowe w życiu – HIV, HCV to nie wyrok, a badać się należy zawsze i używać gumek. Pozdrawiam pary „mieszane” 😉

    • Dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią i życzę wszystkiego dobrego!

  • ~Krzysiek

    Dlatego każdy HIV owiec powinien mieć przymusowy tatuaż na czole. „Jestem Nosicielem” Do tego zero leczenia za publiczne pieniądze! Problem HIV zostałby rozwiązany w ciągu 20-30lat.
    Dla co wrażliwszych „humanitarystów” tatuaż w miejscu intymnym.
    Każdy,kto zarazi innego(celowo czy nie) powinien zostawać dożywotnio odizolowany od reszty społeczeństwa-może być przydatny np do testowania nowych leków,kosmetyków itp.

    • Mam nadzieję, że nigdy w życiu nikt nie będzie Ci życzył tego, czego Ty życzysz innym. Znaczy, bądź zawsze zdrowy i opamiętaj, nie ma miejsca na błędy, przypadki czy pomyłki.

    • Drogi panie Krzysztofie załóżmy, że pana syn/córka zostaje pobita, zgwałcona, pchnięta nożem i dochodzi do zakażenia. Wina oczywiście nie leży po jej stronie. Podążając pana tokiem myślowym robimy tatuaż i skazujemy na wygnanie/badania/test itp tylko dlatego, że spotkała ją taka tragedia?? Nie sądzę by tak samo wypowiadał się pan gdyby dotyczyło to kogoś bliskiego panu sercu!

  • ~ragazzo

    miałem czterdzieści lat jak dowiedziałem się że mam HCV byc moze po zarazeniu szpitalnym ,zona zostawiła mnie z dwójką dzieci 1 i 5 letnim ,tłumaczyła mi ze bała ze się zarazi ,prowadziłem warsztat,zaimiowałem się dziecmi bez pomocy ,poza dziecmi nie miałem nikogo bliskiego pewnego razu będąc w złym stanie psychicznym i fizycznym pomodliłem się do boga ,by mi ulżył ,byłem u kresu wytrzymałosc,następnego dnia poznałem anioła,oczywiscie w ludzkiej postaci Magdaleny,młodej pięknej dziewczyny,dzięki niej mogłem podjąć kuracje anty hcv ,życie stało się znów piękne,dziele się moją historią bo jest oodobna ,i jak tu nie wierzyc w cuda

    • W cuda trzeba wierzyć, bo cuda się zdarzają! Gratuluję i cieszę się razem z Tobą, że właśnie Tobie przytrafił się cud. Wszystkiego dobrego!

  • jestescie wspaniali,bez tajemnic i kretactw.przyklad dla wielu z nas. pozdrawiam

    • Dziękuję w imieniu Anety i Mariusza!

  • ~Grazyna

    A skąd otoczenie (szczególnie za granicą gdzie ludzie w dużo mniejszym stopniu interesują się innymi już szczególnie tak osobistymi sprawami) wiedzieli o HIVie Mariusza? W tym miejscu historia wydaje mi się naciągana.Zresztą również jego relacja o HiVie zony pewnie pochodziła z jego ust.
    Nie jest to akurat tak bardzo istotne dopóki teraz zyją
    szczesliwie. Ale wciąż nie jest to typowe nawet w Polsce że o tak dyskretnej chorobie wiedzą ludzie dookoła nawet w Polsce a co dopiero za granicą.
    Że też nikt nie zwrócił na to uwagi…

    • Zapewniam, że nic nie jest naciągane. W UK Polacy tworzą społeczność. W każdym mieście czy miasteczku ludzie znają się, zwłaszcza jeżeli miasteczko jest niewielkie. Ich dzieci chodzą do tej samej szkoły, ludzie pracują w tych samych zakładach itd. Żona Mariusza miała tutaj przyjaciół, ktrórzy wiedzieli, na co była chora i na zo zmarła, więc to nie jest tak, jak myślisz. Ale tak, jak napisałaś, to nie ma w tej chwili takiego znaczenia.

  • ~MATKA

    Znam kogoś, kto się związał z osobą chorą na HIV w wyniku używania narkotyków. Zdecydował się na dziecko. Dziecko zdrowe, a on chory. Do końca swoich dni skazany na przyjmowanie tabletek, a na dodatek porzucony przez tą, która go zaraziła. I gdzie tu miejsce na jakąś miłość? Był jeden naiwny to i znajdzie się następny. Co tam HIV !

    • Miłość przychodzi z nienacka czasami, jeżeli tylko jej na to pozwolimy. A miejsce jest, dlaczego nie?

  • ~ketyov

    Js też jestem facetem który wychowuje córkę sam po rozeodzie z żoną i nie oddałem jej do domu dziecka czy pod opiekę babci takich facetów jak ja jest mnustwo zanim coś pieprznież tak głupiego to wcześniej radzę się zastaniwić

  • Szczęścia moi drożdży i oby wszyscy , którzy Wam źle życzą nie znaleźli się w podobnej sytuacji! Buziaki dla dzieciaków :*

  • ~PODSKRZYDŁAMIANIOŁA

    Grażyno mój partner gdy dowiedział się o tym że jest zarażony wirusem hiv trafił na pseudo ,,przyjaciela” był podłamany wracając pociągiem do domu i w danej chwili gdy spotkał tę osobę która bardzo zainteresowała się dlaczego jest w tak złym stanie opowiedział co się stalo..był a takim soku że tego nie przemyślał i nie sądził także że ta osoba sprzeda takie info dodając i ulepszając ,, prawdę” dookoła….Nic nie jest naciągane taki jest mój świat 😉 Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję!Nie trace nadziei w dobro drugiego czlowieka.Nie każdy jest kowalem własnego losu…a ja kocham Mariusza za to że nigdy się nie poddał,walczył o siebie i o dziecko pomimo zdrady potrafi kochać i kocha..ja nie wiem czy potrafiła bym jeszcze na jego miejscu.

  • ~daria

    Czytajac twój wpis przeraziłam sie,także choruje na miastenie gravis mam 27 lat,jeżeli wiesz to mogłabyś mi napisać po co miał by być ten przeszczep???

    • Mira Faber

      Niestety nie mam takich informacji. Tamta kobieta dodadtkowo miała aids, więc jej sytuacja zapewne była inna niż Twoja. Życzę wszystkigo dobrego i pozdrawiam.

  • ~PODSKRZYDŁAMIANIOŁA

    Droga Dario bardzo Pani współczuję,mam nadzieję że jest Pani w dobrej kondycji psychicznej jak i fizycznej,zdaję sobie sprawę jak może być Pani ciężko.Chciałam Panią uspokoić,Mariusza Śp. partnerka miała mieć przeszczep z powodu Aids nie leczyła się i stanęło jej serce…przeszczepu nie zrobiono bo było za późno na cokolwiek i organ mógł by być odrzucony a czekali inni potrzebujący.Życzę Pani dużo radośći,energii i pozytywnych osób wokół siebie.Pozdrawiam serdecznie.

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
_DSC3405
O tym, jak Owsiak zafundował mi niezły opad szczeny

Dzisiaj miałam Wam zapodać wywiad, ale zauważyłam coroczne poruszenie wokół osoby Owsiaka i to mi o czymś przypomniało! Finał Wielkiej...

Zamknij