1340563_48247945
RODZICIELSTWO,

Gdzie jest moje dziecko?

Znacie to uczucie lęku, które paraliżuje całe wasze ciało i każdy wasz ruch staje się tak ciężki do wykonania, jak gdyby wasze ciało było zanurzone w betonie? I serce staje wam nawet nie w gardle, tylko trochę powyżej? I zalewa was fala gorąca, przychodząca wraz z nawałnicą natrętnych myśli z cyklu „co robić?”.

Taki lęk ogarnął mnie w życiu tylko kilka razy, ale za to był tak intensywny, że mam nadzieję go już nigdy nie doświadczyć.

Pierwszy raz napadł mnie w samym centrum miasta, w zwyczajny biały dzień, kiedy to wybrałam się z koleżanką na zakupy. Napadł mnie w momencie, kiedy zorientowałam się, że nie ma koło nas Myszy. Centrum wielkiego miasta, ludzi tyle, że trzeba się było przepychać, a jej nie ma. Nie ma nigdzie w polu widzenia. W jednej sekundzie poczułam to wszystko, o czym pisałam na początku. Wszystko stanęło w miejscu, przestało istnieć na moment, który dla mnie trwał zbyt długo. Zaczęłam krzyczeć jej imię i biegać jak opętana z Miśkiem w wózku. Nie widziałam jej nigdzie. Ledwo mogłam ustać na nogach. Myśli, które przeszły mi wtedy przez głowę, przeraziły mnie na śmierć! W jednej sekundzie przypomniałam sobie wszystkie głośne historie o zaginionych czy porwanych dzieciach i byłam bliska obłędu. Moja koleżanka latała jak poparzona, ale ludzi było tyle, że ciężko było zobaczyć cokolwiek. Wreszcie ujrzałam ją stojącą dosłownie pięć metrów dalej, pod sklepem, przerażoną do granic możliwości i poczułam, jak wraca do mnie życie. Rzuciłam się w jej stronę i przytuliłam tak mocno, że aż pisnęła. Miała wtedy niespełna 3 latka. Byłam odrętwiała do końca dnia, siła emocji, jakie przeze mnie przeleciały w tamtej chwili, wyssała ze mnie ostatnie resztki energii. I wtedy miałam gorącą nadzieję, że był to pierwszy i ostatni raz w moim życiu.

Niestety taki sztorm przeżyłam jeszcze parę razy, kilka lat później. Kiedyś poszliśmy wszyscy do sklepu na szybkie zakupy. Miałam iść sama, bo na szybkie zakupy nie ma co tachać ze sobą całej wycieczki, ale że Mysza akurat dostała od swojej cioci nową torebkę, uparła się, że musi iść i ją wypróbować w sklepie. Jak Mysza to i Misiek musiał natychmiast, a jak Misiek musiał, to zabrałam też M, żeby się nie przestraszył, gdy usłyszy nagłą ciszę.

Byliśmy w sklepie może 2 minuty, wszyscy razem, kiedy nagle zauważyliśmy, że nie ma Myszy. Przeszłam wszystkie okoliczne alejki, bo wiedziałam, że przecież gdzieś być musi, na pewno daleko nie odeszła, bo dosłownie kilka sekund wcześniej była koło mnie. M też zaczął jej szukać, ale nigdzie jej nie było. I wtedy ten sam piorun we mnie strzelił. Dokładnie identyczny. Przypomniała mi się głośna historia trzyletniego chłopca, którego mama zgubiła w małym sklepie w centrum handlowym. Zapadł się pod ziemię. Gdy przejrzano nagrania z kamer gospodarczych, okazało się, że wyszedł ze sklepu za rękę z dwoma dziesięcioletnimi chłopcami. Tak po prostu. Jego ciało znaleziono na torach nieopodal, był torturowany przez tych chłopców tak długo, jak długo żył, czyli kilka godzin. Podleciałam od razu do pani z obsługi klienta i powiedziałam, że nie mogę znaleźć córki. Zawiadomiła natychmiast wszystkich pozostałych pracowników, ochroniarz zamknął drzwi wejściowe i nie wypuszczał nikogo, a my zaczęliśmy latać po sklepie i krzyczeć jej imię, a w ślad za nami ruszyło kilku pracowników. W końcu jakaś pani przyprowadziła moje, niczego nie świadome, dziecko uśmiechnięte od ucha do ucha. Podleciałam do niej i najpierw ją przytuliłam, a za chwilę zarzuciłam pytaniami, gdzie była i dlaczego się oddaliła. Wzruszyła ramionami, przewróciła oczami, otworzyła swoją nową torebkę i zaczęła wyjmować jakieś kości i puszki dla psów mówiąc „o co ci chodzi? Robiłam zakupy dla Borysa!”. Wtedy właśnie obiecałam sobie, że nie spuszczę ich więcej z oczu, choćbym nie wiem gdzie była i co robiła. Jak siedzę z nimi na placu zabaw, to co chwilę sprawdzam, czy są, a jak nie widzę ich przez chwilę, to w momencie zaczynam panikować. Wiem, przerąbane, ale tak mam, jestem przewrażliwiona pod tym względem.

Mimo mojej ostrożności zdarzyło mi się to jeszcze dwa razy. Robiliśmy kiedyś zakupy przed wyjazdem na wakacje, w dużym sklepie z odzieżą. Dzieciaki miałam cały czas w zasięgu wzroku, ale nagle coś odwróciło moją uwagę dosłownie na chwilę i cyk, nie ma Miśka. Pytam Myszy czy go widziała, kręci głową, że nie. I znowu to samo. Przetrzepaliśmy z M calutki sklep, zdarliśmy sobie gardło, a smyka nigdzie nie ma. Nagle ja się patrzę, a moje dziecko wychodzi dumne spomiędzy ubrać zawieszonych na niskim stojaku i cieszy się, jakby co najmniej zobaczyło swojego ulubionego lizaka i mówi „Mama, ja się schował”. Wtedy myślałam, że dosłownie wyjdę z siebie. Miałam ochotę zlać mu tyłek tak, żeby sobie zapamiętał do końca życia, że tak robić nie wolno!

I w piątek stało się to znowu. Szliśmy do szkoły. Mysza zawsze wybiega przed nas. Tego dnia lało jak z cebra, wszyscy w kapturach. Byłam przekonana, że Mysza poleciała jak zawsze przede mną i mogłabym sobie dać rękę uciąć, że widziałam ją biegnącą. Wodziłam za nią wzrokiem, ale tyle ludzi było pod szkołą, że w końcu straciłam ją z oczu. Poszłam do jej klasy zobaczyć, czy tam jest, nie było jej. Powiedziałam nauczycielce, poleciałam do biura, ale tam też jej nie było. Zaczęłam latać na około szkoły, nigdzie jej nie ma. Nauczyciele i dyrektorka też wyszły w pelerynach na zewnątrz, żeby jej szukać. W końcu koleżanka powiedziała mi, że widziała ją na chodniku przed parkingiem szkolnym. Lecę, stoi biedna, zapłakana cała. Jakaś pani powiedziała, że Mysza szła za mną, ale oni ją jakoś wyprzedzili i ona utknęła za nimi, a ja poleciałam przed siebie, przekonana ta dziewczynka w granatowej kurtce z kapturem to moje dziecko!

Ja chyba sobie kupię dwie smycze i tak będę z dziećmi chodzić, na prawdę! Nic się nie stało, za każdym razem odnajdywały się po kilku minutach, ale to nie dla mnie tego typu emocje. Jestem przewrażliwiona, jeżeli chodzi o to, bo dla mnie to chyba jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą się przytrafić zarówno rodzicom, jak i dziecku. Zgubić dziecko! I nie wiedzieć gdzie jest, nie widzieć jego strachu…mnie to przerasta. Ja za każdym razem wpadam w panikę najgorszą z możliwych. Nie umiem i nawet nie chcę sobie próbować wyobrazić, co czują rodzice, którzy zgubili swoje dziecko i nigdy go nie odnaleźli.

Visit Us On FacebookCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
DSC_0414
Jestem w ciąży. I co dalej?

Czekałam długo na tą chwilę, czekałam kilka ładnych lat na to, żeby „dojrzeć” do takiej decyzji. I nadszedł moment, kiedy myślałam, że...

Zamknij