8659561607_2de12debbb_z
MOTYWACJA,

Monotonia życia. To ona podcina ci skrzydła!

Wyobraź sobie, że masz swój ulubiony fotel, w którym zasiadasz codziennie wieczorem, opierasz głowę o wygodne oparcie, rozprostowujesz nogi i czujesz, jak przychodzi odprężenie.

Wyobraź sobie, że tak kochasz swój fotel, że postanawiasz w nim siedzieć przez cały dzień. Przez pierwszą godzinę jesteś wniebowzięty, twoje ciało odpoczywa, mięśnie się relaksują, umysł się oczyszcza, bo jest ci bardzo wygodnie. Po kilku godzinach zaczynają drętwieć ci nogi, plecy zaczynają boleć od siedzenia ciągle w tej samej pozycji. Pod koniec dnia cały odpoczynek szlag trafił, bo myślisz już tylko o tym, jak cholernie boli cię każdy mięsień od siedzenia w tym francowatym fotelu przez cały czas. Jedna, góra dwie pozycje przez cały dzień, oszaleć można!

Wyobraź sobie, że siadasz w tym swoim fotelu i zaczynasz grać w swoją ulubioną grę albo włączasz ulubiony serial. Grając w grę, chcesz iść do przodu, chcesz pokonywać kolejne przeszkody, przechodzić na następny poziom, prawda? No bo chyba nie powiesz mi, że grając w Candy Crush włączasz bez przerwy tę samą planszę, mimo że przeszedłeś ją już tysiąc razy! A oglądając serial, ile razy włączasz ten sam odcinek? Robisz to? Czy jednak oglądasz następny i następny?

Grając w grę, pragniesz dojść do końca i zaczynasz się frustrować, gdy na jednym poziomie utkniesz zbyt długo. Oglądając serial, chcesz wiedzieć, co będzie dalej, w następnym odcinku, inaczej oglądanie go nie miałoby najmniejszego sensu. Tak jest.

Dlaczego więc żyjąc tak często naciskasz pauzę?

To zdumiewające, że mimo naturalnej, wrodzonej ciekawości i chęci poznania ciągu dalszego, dajesz się wciągnąć w ten sam odcinek swojego życia. Codziennie to samo, śniadanie, praca, kolacja, serialik i spać. Oczywiście nie każdy dzień wygląda identycznie, czasami dorzucisz coś ekstra, seks w piątek, wypad do knajpy w sobotę, ale bez żadnego szału.

W momencie, gdy twoje życie się stabilizuje, masz stałą pracę, rodzinę, dom, naciskasz pauzę. Siadasz w fotelu i siedzisz, bo co tu więcej robić. Dom jest, żona czy mąż obok jest, robota jest, cóż więcej do szczęścia potrzeba? I po jakichś kilku latach zaczynasz odczuwasz pierwsze odrętwienie, jakoś tak tu gniecie, tam niewygodnie, przekręciłbyś się, ale fotel trochę ciasny… I za jakiś czas trafia cię szlag, bo pieprzony fotel wrósł ci w tyłek tak głęboko, że nie idzie zejść. Klniesz pod nosem, nie możesz patrzeć już na ten swój dom i swoją drugą połowę, a szefa mordujesz w wyobraźni każdego dnia, a to wszystko dlatego, że ten fotel cię tak uwiera, wszystko ci zesztywniało, zdrętwiało i ruszać się nie możesz. I w sumie wstałbyś z chęcią, rozprostował, ale jak, skoro zdrętwiałeś? Niby chcesz, podnosisz się, żeby pochodzić, rozruszać się trochę, ale czujesz jeszcze większe zmęczenie i padasz na fotel z powrotem.

To scenariusz wielu z nas. Dążysz do stabilizacji, a gdy w twoim mniemaniu ją osiągnąłeś, wtedy zaczynasz dryfować z prądem siedząc na pontonie utkanym z laurów. Zapewne nie wiesz, że właśnie wtedy z każdym dniem troszeczkę się cofasz. Zamykasz się w sobie, bo dociera do ciebie, że jesteś tak naprawdę dobry tylko w jednej rzeczy-w siedzeniu na swoim fotelu. Nie chcesz spróbować czegoś nowego, bo i po co? A jak ci nie wyjdzie? A jak będzie nudno? A jak ci się nie spodoba?

Ja kiedyś też tak miałam. Wpadłam w sidła stabilizacji, wyobrażałam sobie, jak do końca życia siedzę sobie w swoim wygodnym foteliku, robiąc to, na czym znam się najlepiej. Pamiętam, że gdy zaszłam w ciążę, mówiłam do męża, że teraz to już za wiele w życiu nie osiągnę, bo niedługo zostanę mamą, więc świata już nie zawojuję, będę zajęta siedzeniem z dzieckiem w domu. I co gorsza, pamiętam, że ta perspektywa mnie bardzo cieszyła. Nie muszę się o nic martwić, nie muszę się rozwijać, czyli zero wysiłku. Po prostu z wielkim uśmiechem na twarzy, zupełnie nieświadomie,  strzeliłam sobie w kolano.

Fotel zaczął mnie uwierać dosyć szybko i po kilku latach dotarło do mnie, że właśnie chcę zawojować świat! Chcę się rozwijać, chcę się wysilać! I wtedy moje życie nabrało głębszego sensu. Fotel wywaliłam na śmietnik, bo nie mam czasu na nim siedzieć. Teraz jak coś robię, to robię dwieście rzeczy na raz, ale przynajmniej wiem, że żyję. Rozwijam się, uczę nowych rzeczy, bo właśnie wtedy życie smakuje najlepiej. Kiedyś jechałam na pauzie a monotonia to było moje drugie imię. Teraz za to zaczęłam żyć. Próbuję nowych rzeczy, zdobywam wiedzę, a każdy dzień jest inny. I mam przy tym wszystkim frajdę.

Tobie życzę tego samego. Jestem pewna, że w ostatnim dniu twojego życia będziesz chciał spojrzeć wstecz i zobaczyć wspaniałą, fascynującą przygodę, a nie poszarzałego gościa w fotelu. Zagraj we własną grę, zobacz, co czeka cię na kolejnym poziomie, zrób coś nowego, naucz się czegoś, realizuj cele, bo tylko wtedy życie ma sens.

  • Bo z każdego, nawet najwygodniejszego fotela, od czasu do czasu trzeba wstać i wyprostować kości. A może nawet na chwilę przysiąść na taborecie, żeby docenić fotel. :)

  • Coś w tym jest. Przykład z fotelem bardzo mi się podoba. Kiedyś też napisałam refleksję o fotelu.
    Przychodzi czas, kiedy chce się jeszcze coś zrobić, pomimo stabilizacji, bycia żoną, mamą, kobietą po 40-tce. To jak nowe poderwanie się do lotu :-)
    pozdrawiam

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
8032049821_660c6a98db_z
Perfekcjonizm. Czym to się leczy? – część pierwsza

Każdy z nas ma swoją przysłowiową poprzeczkę i każdy się nią bawi. Jedni zaczynają od położenia poprzeczki na podłodze… i...

Zamknij