photo-256882_1280 (1)
NA EMIGRACJI, STYL ŻYCIA,

Szynka w puszce czyli zapach wspomnień

Czy macie czasami tak, że jakiś przelotny zapach lub dźwięk sprowadza do waszej pamięci odległe, wyblakłe wspomnienie, związane właśnie z tym zapachem lub dźwiękiem? Ja mam tak dosyć często i uwielbiam te przypominajki, bo przywodzą na myśl same pozytywne wspomnienia. To chyba znaczy, że jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, za co jestem losowi bardzo wdzięczna.

Jedno takie wspomnienie nawiedza mnie często, gdy wchodzę do angielskiego Lidla. Wiem, trochę przyziemne, ale co poradzę. Czasem jakiś zapach sprawia, że w głowie same pojawiają się zatarte obrazy. Ja i M wchodzimy do sklepu, trzymając się za ręce. Bierzemy koszyk i przechadzamy się po sklepie, ustalając plan. Plan, jak to zrobić, żeby jakoś przetrwać do kolejnej wypłaty, a jednocześnie coś zjeść. Nie dziwota, że Lidl był naszym najczęstszym celem. Nie pamiętam już, co kupowaliśmy. Pamiętam uczucia, które mi w takich sytuacjach towarzyszyły.

Mimo że całe swoje dorosłe życie pracowałam, zdarzyło się, że po opłaceniu rachunków mieliśmy z M £5, dzięki którym mieliśmy uniknąć śmierci głodowej przez cały tydzień. Było to w czasach, kiedy byliśmy całkowitymi żółtodziobami tutaj, na emigracji. Przyjechaliśmy, zabierając ze sobą pożyczone walizki i wszystkie oszczędności, które nam zostały, a były tak znikome, że niestety, ale bardzo szybko się skończyły. Ja dostawałam wypłatę co miesiąc. M na samym początku w ogóle nie miał pracy, więc nasz pierwszy miesiąc tutaj wyglądał średnio dobrze.

Liczyło się to, że byliśmy razem, że mieliśmy siebie i to, że wtedy wciąż byliśmy w sobie szaleńczo zakochani. Zaczynaliśmy nowe życie i to dostarczało nam takich emocji, które, myślę, będą trwać w naszej pamięci w nieskończoność. Owymi emocjami nie dało się jednak nażreć. Niestety. Kupowaliśmy to, co było najtańsze i w miarę zjadalne, ale nie martwiliśmy się, najważniejsze, że mieliśmy czas na wspólne przygotowywanie posiłków i dostarczało nam to wiele radości.

Nie zapomnę nigdy, jak poszliśmy do Lidla na wielkanocne zakupy. Do Anglii przylecieliśmy w marcu, więc były to same początki. I pamiętam jak z okazji świąt postanowiliśmy sobie kupić szynkę w puszcze, która nie należała do najtańszych rzeczy, a dla nas wtedy, właśnie dlatego, była szczególnym rarytasem. Może wam się to wydać takie trywialne czy śmieszne, ale tak właśnie było. I teraz, rok w rok, na Wielkanoc kupujemy szynkę w puszce. Tak, żeby nigdy nie zapomnieć, że kiedyś było ciężej, co sprawia, że łatwiej się cieszyć tym, co jest teraz. Pamiętam, że nigdy się nad sobą nie użalaliśmy, nie narzekaliśmy, że miało być pięknie a jest do bani. Mieliśmy w sobie tyle pokory i wdzięczności za to, że mogliśmy dokonać wyboru, odnośnie tego, gdzie układać sobie życie i myślę, że głównie dzięki temu te wspomnienia teraz przywodzą uśmiech na twarzy.

My, młodzi, zdrowi i odpowiedzialni tylko za siebie, budujący swoje gniazdo, gałązka po gałązce. Gdzie on tam ja, gdzie ja tam on. Czasy niełatwe, ale jednocześnie pełne takiej młodzieńczej beztroski. Teraz tak dalekie… Marzę o tym, żeby kiedyś poczuć się tak jak wtedy. Beztrosko, swobodnie. Nasze życie się zmieniło. Mogę kupować szynkę w puszce, kiedy mi się podoba, za to nie jestem już tak beztroska. Ponoszę odpowiedzialność już nie tylko za siebie, lecz za moją młodą rodzinę. Jestem dorosła, często przemęczona tą dorosłością, ale wciąż zadowolona. I kocham moje wspomnienia, szczególnie z tamtego okresu, kocham je za to, że za każdym razem sprawiają, że serce bije radośniej niż zwykle.

  • ~Lenka

    Posłuchaj mojej matki, matka wie ! =) http://www.almoc.pl/img.php?id=2723

  • Moja córcia planuje emigrację i już się denerwuję. :(

    • Mira Faber

      Się Aniu nie denerwuj. Zna angielski, ma mądrą mamę, więc sama pewnie jest mądrą dziewczyną. Da sobie radę!

  • U mnie też są jakieś przedmioty, zapachy czy utwory muzyczne, które mają swoją historię z przeszłości. Niektóre są wesołe, a jeszcze inne smutne.
    Zapach pomarańczy zawsze będzie kojarzył mi się ze świętami Bożego Narodzenia bo gdy byłam mała to ciężko było cokolwiek kupić był marny wybór i rodzice nie mieli na tyle pieniędzy żeby częściej kupować takie rarytasy.

    P.S. Aniu mój syn za rok zdaje maturę i też już od jakiegoś czasu myśli o wyjeździe za granicę. Też się denerwuję ale nie będę mu tego zabraniać bo wiem, że wtedy chciałby mi zrobić na złość i na przekór właśnie wyjechać. Tak mu tylko delikatnie uświadamiam, że może być ciężko lecz nie mam nic przeciwko żeby spróbował innego życia może akurat mu się poszczęści i będzie miał dobre życie :)

    • Mira Faber

      Pewnie, nie ma co zabraniać. Zrobi co będzie chciał. Trzeba pozwolić dzieciom kiedyś zacząć swoje życie i pozostaje tylko wiara i nadzieja na to, że będzie im się dobrze wiodło :)

  • Miło czyta się takie historie. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że w tych trudnych początkach mieliście siebie i potrafiliście cieszyć się małymi rzeczami i wspólnie spędzonym czasem :) Warto wracać wspomnieniami do takich momentów, chociażby przy okazji zakupów :)

    • Mira Faber

      Pewnie, że warto. Odświeżają pamięć i pozwalają bardziej docenić to, co ma się teraz.

  • Też tak mam, że dźwięki i zapachy przywołują wspomnienia 😀 Piękna ta Wasza miłość.

    • Mira Faber

      Znaczy moja i M? Czy moja i szynki w puszcze??

  • Jak smakuje szynka w puszce? Możesz mi opisać ten smak?

    • Mira Faber

      No pewnie, że mogę. Ma smak dzieciństwa! nie wiem ile masz lat, ale nie jadłeś jako dziecko tej szybku, co to ją trzeba było najpierw z puszki wyjąć? A żeby to zrobić, to do puszki był zawsze dołączony taki kluczyk, którym zwijało się blachę. Kojarzysz?

  • Najlepsza i tak była konserwa turystyczna :)
    Wspomnienia i różne katalizatory je pobudzające to niesamowita sprawa, moje ciągi myślowe prowadzące od jednego skojarzenia do drugiego i w końcu zatrzymujące się na konkretnym wspomnieniu czasem mnie zdumiewają, a momentami przerażają :)

    • Mira Faber

      Turystyczną to wyjadałam widelcem prosto z puszki jak jeździliśmy z M w góry. To były czasy…

  • nela81

    Trochę zazdroszczę takich wspomnień, pomimo że pewnie były tam i łzy i strach, lęk przed jutrem. Mimo wszystko poradziliście sobie, pewnie to wszystko umocniło Was, Wasz związek i nauczyło pokory.

    Ps. ja pamiętam szynkę Cham w puszcze, ależ ona pachniała…mniam, mniam

    • Mira Faber

      No właśnie o tej szynce mówię, tylko, że pisało się chyba orzez samo H. Pachniała najpiękniej na świecie!

Visit Us On FacebookVisit Us On Google PlusCheck Our Feed
Przeczytaj poprzedni wpis:
DSC_0038
Być matką w teorii i w praktyce

Zostajesz matką. Wszystko pięknie, ładnie, przecież jesteś przygotowana, przeczytałaś masę podręczników o tym, jak w ogóle być tą matką, w...

Zamknij